Major Craft Aji-Do (AD5 S682M/AJI) 2,03m 0,6-5g – Pogromca garbusów

Kiedy pojawia się temat wędzisk typu Ajing, do głowy przychodzą nam w sposób naturalny japońscy producenci wędek. Major Craft w temacie kijów ajing’owych zawsze ma coś do zaoferowania na różnych półkach cenowych, a Aji-Do to jedna z wyższych serii w aktualnym portfolio tego producenta. Jak ten morski przecież ultralight sprawdzi się przy polskim okoniowaniu? Cóż… Sprawdziłem to i teraz mogę zainteresowanych zaprosić do zapoznania się z moimi przemyśleniami na ten temat.

Major Craft Aji-Do

Aji-Do sprawia doskonałe pierwsze wrażenie. Kij jest smukły i wystylizowany w duchu modnego cały czas minimalizmu. Smukły, w tym wypadku, nie oznacza jednak, że kij wygląda filigranowo. To prawda, że po wzięciu jej do ręki, wędka zaskakuje swoją lekkością. Zaraz jednak po tym wrażeniu nadchodzi kolejne i też zaskakuje. To niepozorne, lekkie piórko okazuje się bowiem szybkie jak sam diabeł i zdaje się mieć więcej mocy w dolniku niż możnaby na początku przypuszczać. Przy pierwszym kontakcie ta mała bestyjka może zaskoczyć i oczarować. O tak.

Blank wędki ma 2.03m długości. Wykonano go z carbonu T1100G w technologii nawijania mat węglowych pod różnymi kątami określanej przez Major Craft jako R360. Kij ten jest przedstawicielem najnowszej generacji budowy blanków tego producenta, określanej przez niego mianem 5G.

Wędkę uzbrojono w maleńkie ringi Fuji SiC w ilości ośmiu sztuk. Montaż wykonano dobrze. Nie ma się czego czepiać, niemniej przy zastosowaniu jednostopkowej przelotki prowadzącej, uchwyt na przynętę po prostu by się przydał. Osobiście poratowałem się tu uchwytem zakładanym na blank, żeby zniwelować ten niedostatek. Minimalna średnica przelotek szczytowych w sposób naturalny zmusza nas też do stosowania cieniutkich plecionek i niewielkich węzłów łączących linkę główną z przyponem.

Fuji SiC

Dolnik jest krótki, mnimalistyczny i uzbrojony w uchwyt kołowrotka Fuji IPS. Ten nieco bardziej pękaty brat VSS’a używany jest przez Major Craft’a do zbrojenia jeszcze kilku innych popularnych serii wędek. Dla mnie, generalnie może być, ale osobiście jakimś specjalnym fanem IPS’a nie jestem. Zdecydowanie wolałbym tu raczej smuklejszego VSS lub jakiegoś szkieletowca, a przecież małych rączek nie mam. To jednak kwestia indywidualna.

Fuji IPS

Dość krótka wklejana szczytówka jest bardzo cieniutka. Przy maleńkim ringu szczytowym ma ona jedynie 0,7mm średnicy. Jest jednak przy tym zaskakująco sztywna. Zwykle nie spodziewamy się po takiej igiełce czegoś takiego. Przy dolniku wędka ma 8,80mm średnicy. Kij ma silny jak na takie piórko kręgosłup i zapas mocy w dolniku. Co Ajing to Ajing. Nawet tak delikatny.

Przy topie szczytówka ma 0,7mm średnicy

No właśnie… Parę razy wspominałem o niewielkiej masie kija, a jeszcze nie raczyłem powiedzieć ile dokładnie ona wynosi. Już się poprawiam. Kij, wedle deklaracji producenta, powinien ważyć 56g. Waga elektroniczna pokazała równe 58g. Jak na gabaryty kija i moc drzemiącą w blanku kij jest niewiarygodnie lekki. Wyważenie może nie jest perfekcyjne, ale po przykręceniu jakiegokolwiek kołowrotka, ciężko tu narzekać na cokolwiek. Przy zastosowaniu lekkiego młynka otrzymujemy ekstremalnie lekki zestaw, którym operowanie okazuje się czystą przyjemnością.

Kij jest bardzo lekki.

Skoro już doszliśmy do operowania, to chyba czas na wrażenia znad wody. Jak Aji-Do sprawuje się w trakcie łowienia? Cóż… Zacznę od tego, że w kiju tym, niezależnie czy mówimy o zarzucaniu, prowadzeniu czy zacinaniu, gro roboty robią niewielkie, spokojne ruchy nadgarstka. Dzięki bardzo dużej szybkości blanku kij zapewnia nam pełną kontrolę podczas rzutu i pozwala lokować bez większego wysiłku nasze wabiki daleko i celnie. Podobnie ma się sprawa z bardziej agresywną animacją przynęt. Przy zacinaniu brania, również nie potrzebujemy wiele, aby pewnie wbić hak tam gdzie trzeba. Ten kij to precyzyjne narzędzie, wymagające precyzyjnej obsługi co finalnie przekłada się na świetne wrażenia z użytkowania. Jest bardzo lekko, oszczędnie i bardzo przyjemnie.

Akcja tej wędki to X-Fast. Rasowy, diabelnie szybki i cięty. Cieniutka wklejka ma w sobie więcej sztywności niż moglibyśmy przypuszczać, a zaraz za nią uruchamia się mocny blank. Nie spodziewajcie się tu zaskakującej progresywności ani dużej mięsistości. Kij nie poddaje się pod byle obciążeniami. W trakcie łowienia szybko dociera do nas konstatacja, że w naszych warunkach to nie jest kijek do dłubania małych okonków. Wędkę tę stworzono wszak do łowienia niewielkich, ale jednak morskich ryb. Dużo silniejszych i wyposażonych w twardsze pyski niż nasze swojskie pasiaki. Dlatego próbując dłubać za okoniowym drobiazgiem, szybko zauważymy większą ilość spadów i to, że wędka ta w trakcie holu niewielkich rybek nie pracuje jak trzeba.

TESTY UGIĘCIA:

Prawie pół kilograma na kiju…

Sytuacja ta zmienia się gdy za cel weżmiemy okonie w „normalnych”, „bardziej słusznych” rozmiarach. Wtedy Aji-Do pokazuje swoje pazury. Niesamowita ciętość robi wtedy robotę, a zapas mocy w dolniku pozwala bezstresowo holować większe ryby i ze spokojem podchodzić do dużych przyłowów.

Przy łowieniu dużych okoni Aji-Do pokazuje na co je stać…

Czułość tego kija to wysoka półka. Połączenie bardzo lekkiego i szybkiego blanku, ze sztywną wklejką dało tu doskonały efekt. Aji-Do to wędka elektryczna w pełnym znaczeniu tego słowa. Transmisja drgań pozwala nam zachować pełną kontrolę nad zestawem nawet w mocno niekorzystnych warunkach. Ilość delikatnych sygnałów, które jesteśmy w stanie wyczuć w dolniku wędki i siła z jaką docierają do nas te mocniejsze, mocno ułatwia nam spinningową robotę, zwłaszcza w chwilach gdy ryby nie są zbyt chętne do żerowania (a w takich warunkach przyszło mi ten kij testować). Trudno tu mieć jakiekolwiek zastrzeżenia.

Jak prezentuje się realne CW tej wędki? Tutaj sprawa jest nie do końca oczywista. Mieszają się głosy, które sugerują że kije Major Craft’a są precyzyjnie opisane, z opiniami o niedoszacowaniu tego modelu. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że do morskich połowów ultralekkich często stosuje się niewielke metalowe jigi, o masie skupionej w niewielkich gabarytach wabika, co wpływa na nieco inny odbiór pracy wędziska niż w przypadku „typowej” okoniowej gumki na główce jigowej. Gumka taka przy takiej samej masie ma większą powierzchnię i wyporność niż metalowy mikrojig, co wpływa na to, że będzie ona latać bliżej i wyczucie jej na kiju w trudnych warunkach będzie trudniejsze. No to jak ja to w tych warunkach widzę?

Na moje oko, przy realnej mocy tej wędki i jej akcji, schodzenie w naszych okoniowych warunkach dołem z masą wabika poniżej 2g mija się trochę z celem i sensem. Pewnie możnaby próbować coś jeszcze urwać tylko po co, skoro naszym celem dla tego kija będą okonie w rozmiarach zaczynających się najlepiej od 25cm i dalej w górę do oporu. Górą, bez zbędnych ceregieli kijem tym obsługiwałem gumki o masie całkowitej zbliżającej się do okolic pomiędzy 7 a 8g. Kij przez swoją dużą sztywność zdaje się nawet wysyłać nam sygnały, że dźwignie ciut więcej, niemniej ja sugeruję przy takich eksperymentach zachować ostrożność i rozwagę. Limitem jest bowiem tutaj, związana ze wzrostem masy wabików i idących za tym obciążeń dynamicznych, stopniowa utrata dynamiki przez bardzo cieniutką wklejaną szczytówkę. Blank nie ma w sobie za dużo mięcha i przeciążanie go może się dla niego finalnie źle skończyć.

W związku z powyższym, Aji-Do jest wędką, która sprawdzi się świetnie przy wszelkich przynętach miękkich i typowo opadowych. Da nam mocne argumenty gdy trzeba będzie łowić głęboko, delikatnie i w trudnych warunkach. Niekoniecznie jednak widzę ten kij przy przynętach typu crank w typie wirówek, mniejszych woblerków czy cykad. Ten patyk jest za szybki i zbyt mało progresywny by być optymalnym pod takie łowienie. Sugeruję traktować go jako mocno specjalizowane narzędzie do lekkiego łowienia w opadzie.

Jeżeli szukamy kija do łowienia grubych okoni w warunkach gdy żerują one na drobnych ofiarach, a do tego nie są zbyt chętne do intensywnego żerowania, Major Craft Aji-Do okazuje się sprzętem, który pozwala się do nich bardzo skutecznie dobrać. To diabelnie szybka i czuła wędka, która w dziedzinie łowienia w opadzie daje nam do dyspozycji ogrom możliwości.

Wideorecenzja Aji-Do na moim kanale YouTube

Nie ma jednak nic za darmo. Kij ten bowiem nie wybacza błędów i swoje kosztuje. Aji-Do to wędka wymagająca umiejętnej i doświadczonej obsługi. Niedostatki techniczne w trakcie holu mogą owocować potencjalnie większą ilością spadów, zwłaszcza w przypadku mniejszych ryb. Brak kultury w obsłudze, transporcie i przechowywaniu może zaś skończyć się uszkodzeniem kija. A wtedy będzie szkoda bo wędka ta kosztuje nieco ponad tysiąc złotych, zaś zakup jej wiąże się z zamówieniem jej u sprzedawców handlujących Major Craft’em, bo nie jest ona zwykle dostępna od ręki. Bo generalnie Aji-Do to świetna wędka, choć ewidentnie nie dla każdego.

Design minimalistyczny. Uchwyt przynęty dodany opcjonalnie.

Kij ten raczej zostanie u mnie na dłużej. Jego charakterystyki użytkowe podobają mi się, a kij w trakcie testów dostarczył mi bardzo dużo satysfakcji. Jest to sprzęcik specyficzny, ale zaskakująco dobrze wpasował się w moje gusta i potrzeby, oraz w pewną lukę w mojej stajni spinningowej. No i połowiłem nim sporo ślicznych ryb. A to też się liczy… 😉

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning

Handing Occultation S662ML 1,98m 5-15g – Chińska jazda po bandzie…

Pewne rzeczy kupuje się oczami. Zawsze gdy kupuję pierwszy kij, nieznanego mi jeszcze producenta, trzymam się zasady: „Kupić niedrogi. Jeśli niedrogi potrafią zrobić porządnie, to i droższe powinny być okey.” W tym wypadku jednak złamałem własne zasady. Occultation wygląda tak zjawiskowo, że nie oparłem się promocji. Teraz, po testach, mogę Wam już co nieco o nim powiedzieć. Zapraszam do lektury.

Handing Occultation

Mógłbym tutaj bawić się w opisy jak zjawiskowo wygląda dolnik tego kija, który wraz z uchwytem kołowrotka stanowi jedną, carbonową całość. Mógłbym opisywać dużą, zmienną zbieżność blanku, która wynika z takich założeń konstrukcyjnych. Mógłbym, ale nie będę. Po prostu popatrzcie na zdjęcia i potem pogadamy…

Obejrzane? No to teraz możemy już pogadać o tym z czego i jak to zostało zrobione. Zacznijmy od blanku. Wykonano go z carbonów o wysokich modułach 46T i 40T. Kij ma długość 198cm i uzbrojony został w przelotki Fuji SiC w ilości 8 sztuk. Zastosowane materiały i montaż jest na bardzo dobrym poziomie. Przelotki trzymają linię. Omotki zrobiono jak trzeba. Całość jest lekka i świetnie wyważona. Waga elektroniczna pokazuje w tym wypadku 109,9g

Waga nieduża. Wyważenie doskonałe.

Zbieżność blanku wydaje się bardzo wysoka, niemniej w związku z tym, że przebiega ona mocno nieliniowo, należy brać na to lekką poprawkę. Przy przelotce szczytowej kij ma 1,5mm średnicy. Przy dolniku mamy tu 13,90mm.

Zbieżność spora, niemniej nie przebiega ona liniowo. To skutek specyficznej konstrukcji dolnika.

Kij na sucho wydaje się bardzo szybki. Próby na sucho sugerują też, że czułość blanku będzie stała w tym wypadku na bardzo dobrym poziomie. Testy nad wodą, jak zawsze, powinny dać nam pełny obraz potencjału tego kija. Jego zalet i wad.

Fuji SiC. Efektowny oplot na całym blanku.

Kij świetnie leży w ręku. Zintegrowany uchwyt kołowrotka coś nam swoim wyglądem przypomina. Skojarzenia z Fuji TVS nie są w tym wypadku nieuzasadnione. Bardzo dobry balans wędki owocuje tym, że wędką operuje się z dużą przyjemnością. Dolnik jest dość krótki, sugerując przeznaczenie kija pod niezbyt ciężkie łowienie, niemniej na sucho blank wydaje się zdecydowanie mocniejszy niż sugerowałby fabryczny opis kija.

Skojarzenia z Fuji TVS chyba nie są tutaj przypadkowe…

Akcja… Occultation to szybki kij. Coś z pogranicza Fast i X-Fast, jest jednak przy tym bardziej progresywny niż mogłoby się początkowo wydawać. Top wędki jest z jednej strony dość wrażliwy, z drugiej jednak nie do końca nadmiernie spolegliwy i nie pozbawiony pewnej ilości mięcha. Kij ten pracuje w dość specyficzny sposób, utrudniając nam precyzyjną ocenę jego realnych możliwości. Najpierw wydaje nam się on mocniejszy niż deklaruje producent. Potem jednak, w miarę weryfikowania tego parametru, okazuje się delikatniejszy, niż w pewnym momencie zaczyna nam się wydawać. Brzmi skomplikowanie? Może opis realnego CW rzuci więcej światła na ten temat.

TESTY UGIĘCIA:

Dołem nie bardzo widzę sens schodzić z całkowitą masą wabika poniżej 9-10g. Dopiero od tej granicy kij w mojej opinii zaczyna pracować jak trzeba. Najlżejsza dłubanina okazuje się nie dla niego, co mimo wszystko nieco mnie zaskoczyło. Spodziewałem się, że da radę zejść w tym wypadku niżej, a jednak nie. Górą sytuacja również okazuje się nie tak prosta jak mogłoby się wydawać. Kij bezproblemowo radzi sobie z wabikami ważącymi 30g. Tak bezproblemowo, że chcielibyśmy mu dokładać więcej i więcej. Tymczasem realnie, przy zachowaniu pewnej ostrożności, można mu jeszcze dorzucić koło 5g więcej i nic ponadto. Sprawiający wrażenie mięsistego kij, okazuje się mniej mięsisty niż początkowo się wydaje. Wysokie moduły węgla i krzyżowe oploty robią swoją robotę, ale cienkie ściany blanku okazują się mieć swoje ograniczenia. Nie dajcie się tutaj ponieść fantazji, bo błędne odczytanie sygnałów jakie wysyła nam ten kij w trakcie wyrzutu, wcześniej czy później, skończy się jego połamaniem przy wyrzucie.

Producencki opis CW rozmija się z rzeczywistością dość znacząco…

Kij jest czuły. Parametr ten stoi tu na bardzo dobrym poziomie, choć nie tak świetnym, jak mogłoby się początkowo wydawać. Konstrukcja wędki i próby na sucho, być może, pompują oczekiwania nieco zbyt wysoko. Niemniej trzeba przyznać, że trudno tu o jakiekolwiek powody do narzekań, zwłaszcza w kontekście ceny jaką za ten kij trzeba zapłacić. Informacja zwrotna jaka dociera do dłoni wędkarza, pozwala trzymać pełną kontrolę nad zestawem i informuje nas precyzyjnie o tym co się w danym momencie dzieje z naszym wabikiem. Kontakty z dnem i podwodnymi przeszkodami, docierają do nas wyraźnie, tak jak i delikatne skubnięcia leniwego w danej chwili drapieżnika.

Wszystkie te parametry, wzięte razem do kupy, sprawiają, że kij ten, który z początku jawi nam się jako hardcore’owa sandaczówka, ma bardziej uniwersalną charakterystykę użytkową, niż mogłoby się nam wydawać. Do czego więc nadaje się ta zjawiskowo wyglądająca wędka? W jakich zastosowaniach czuje się najlepiej?

Każdy kto kupi ten kij z myślą o średnim łowieniu sandaczy na przynęty gumowe, nie popełni błędu. Kij ma wszelkie predyspozycje, czyniące z niego skuteczne i przyjemne w użytku narzędzie do takiego łowienia. Occultation w opadzie czuje się doskonale, o ile tylko bierzemy pod uwagę fakt, że producencki opis CW tego kija srogo rozmija się z rzeczywistością.

Wideorecenzja Occultation na moim kanale YT.

Zaskakująco duża progresywność tego blanku, który nie jest pozbawiony pewnej dozy mięsistości, czyni z niego zaskakująco niezłe i uniwersalne narzędzie do średniego łowienia szczupaków. Przynęty gumowe obsłuży świetnie. Z przynętami typu wirówek, cykad, czy woblerków typu crank poradzi sobie całkiem nieźle. Nie klęknie również gdy trzeba będzie szarpnąć twitch’em, takim do max 12,5-13cm, niemniej w tym żywiole, potrzebuje już doświadczonej, umiejętnej obsługi.

Kij wygląda świetnie…

Czas na podsumowanie. Zacznijmy od pieniędzy. Ile kosztuje ten kij? Na firmowym sklepie Handing’a normalnie kosztuje około 750 złotych. W dobrych promocjach widywałem go w cenach około 500 złotych. Co dostajemy za te pieniądze? Po pierwsze kosmiczny design. Wygląd kija zapewni nam bez wątpienia to, że napotykani spinningiści będą nam zawracać gitarę i pytać, co to w ogóle jest? W zestawie są też wysokomodułowy, czuły, ciekawy i przyjemny blank, pięknie uzbrojony w Fuji SiC i do tego wszystkiego naprawdę świetnie wyważony. Na deser jest też porządny, gruby, neoprenowy pokrowiec. Teraz można się rozejrzeć co innego można dostać za okolice 500 złotych i samemu sobie odpowiedzieć na pytanie czy warto? Moim skromnym zdaniem, w tej półce cenowej, Handing Occultation ma bardzo mocne karty do zagrania i zdecydowanie nie stoi na przegranej pozycji.

Linki do wędki na sklepie fabrycznym Handing:

https://s.click.aliexpress.com/e/_Dez4KP9

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning

Kyorim Truncheon TCS-662L 1,98m 3-12g – Mój nowy ulubieniec

To, że lubię wędki od Kyorima nie jest żadną tajemnicą. Kije tego chińskiego producenta segmentu premium, bronią się same, mimo tego, że trzeba za nie zapłacić niemałe czasami pieniądze. To moim zdaniem najlepsza chińska marka i tyle. Toteż, gdy pojawiła się okazja wymienienia się z kolegą na inny kij, od innego producenta, po to by dostać w ręce praktycznie nowego Truncheon’a, nie wahałem się zbyt długo. Muszę przyznać, że wcześniej, przez długi czas się do tych kijów przymierzałem, ale cena wędek z tej serii skutecznie studziła moje zapały. Teraz już wiem, że nie warto się było czaić. Kij jest świetny. Ale po kolei…

Kyorim Truncheon TCS-662L

Kyorim Truncheon S662L wygląda na pierwszy rzut oka świetnie, a po wzięciu go do ręki pozytywne wrażenia zaczynają rosnąć (Prawie jak u Hitchcock’a… 😉 ). Smukły, z pozoru delikatny blank kija ma 198cm długości i uzbrojony został w niewielkie przelotki Fuji SiC (9 sztuk). Według producenta wykonano go z carbonów 40T i 36T. Zbieżność blanku jest niewielka. Przy przelotce szczytowej kij ma 1,6mm średnicy. Przy dolniku wartość ta wynosi 8,8mm. Kij jest lekki i świetnie wyważony. Tutaj nie potrzeba nic „doważać” ciężkimi młynkami. Tutaj jest po prostu tak jak to powinno wyglądać. Waga elektroniczna w tym wypadku pokazała 104,5g. Ktoś powie, że 104,5g to wcale nie mało przy tak delikatnym kiju? A ja na to – Spokojnie… Poczekajcie na opis jak to zrobiono i jak to działa. Pamiętajmy, że producenci w typie Kyorim’a świetnie wiedzą co robią, a w przypadku wędek zawsze jest coś za coś.

Waga wędki podana przez producenta z dokładnością do 0,5g. (Katalogowo 105g)

Dolnik kija zrobiony jest w stylu Monocoque, który w przekroju ma kształt spłaszczonego lekko od góry owalu, tak by lepiej wpasowywał się w przedramię wędkarza. Uzbrojono go w uchwyt Fuji TVS. Całość wygląda świetnie. Jakość wykończenia i zastosowane komponenty są z wysokiej półki.

Monocoque i TVS

Przy próbach na sucho od razu zauważamy, że blank delikatny jest tylko z pozoru. W trakcie użytkowania wrażenie to potwierdza się w całej rozciągłości. Wędka ta jest, z jednej strony, pięknie szybka, z drugiej zaś, dysponuje w tym delikatnym blanku bardzo dużą ilością mięcha, sugerującą bassową proweniencję. Kij prezentuje dużą odporność na przeciążanie, zaś dynamika tej wędki zaskakuje. Jest pod tym względem po prostu świetna. Z jednej strony Truncheon jest piekielnie cięty, z drugiej, to jak ten blank pracuje pod rybą, po prostu urzeka. Wędka prezentuje dużą progresywność i bardzo dobrze trzyma wcięte ryby. Do tego dochodzi kwestia czułości tejże wędki, a i w tej dziedzinie producent postawił poprzeczkę bardzo wysoko.

Kij pięknie pracuje pod rybą i świetnie ją trzyma.

Generalnie staram się nie nadużywać w moich testach określenia „elektryczny”, rezerwując je sobie dla wędek, które pod tym względem naprawdę się wyróżniają spośród innych. W tym wypadku jednak, jest to ten moment, kiedy po prostu użyć go muszę. Nieczęsto się zdarza, żebym tak nerwowo reagował na kontakt przynęty z grążelami i innymi podwodnymi przeszkodami, a w tym wypadku początkowo zacinałem je wszystkie jak wściekły, wzbudzając niekłamane rozbawienie mojego kompana na łodzi. Ten kij po prostu kopie prądem. Szczupakowe strzały w przynętę, wyrywają z kapci i dostarczają użytkownikowi bardziej niż słusznych, porcji czystej adrenaliny. O to właśnie w tym chodzi. Dokładnie o to.

Blank uzbrojono w przelotki Fuji SiC

Charakter tego blanku jest uniwersalny. W żadnym wypadku nie jest to typowa opadówka, choć i w opadzie, dzięki wysokiej czułości sprawuje się świetnie. Mięsisty, dynamiczny top nie jest przesadnie spolegliwy, stąd kij ten radzi sobie wręcz doskonale z całym spektrum lżejszych przynęt szczupakowych mieszczących się w zakresie jego realnego CW. To ostatnie w tym przypadku plasuje się w zakresie od okolic 4g do mniej więcej 25g. Należy tu jednak nadmienić, że posługując się tym kijem z rozwagą, można go jeszcze górą delikatnie przeciążać, zaś dołem start taki uzyskujemy przy relatywnie cienkich plecionkach.

Kij jest bardzo ładny. Mi przynajmniej podoba się bardzo.

Jak ja widzę zastosowanie tego kija w naszych warunkach? Po pierwsze to kapitalny kij szczupakowy w kategorii ML, którym w przypadku lekkiej, finezyjnej dłubaniny, bezproblemowo ogarniemy gumy w rozmiarach od 8 do 12,5cm, błystki wirowe i wahadłowe, jak też mniejsze woblery typu crank, jerk i twitch. Te ostatnie raczej w zakresie do okolic 11cm. Przy każdym z tych wabików, kij sprawuje się nienagannie.

Kij całościowo finezyjny. Top jednak mocniejszy i bardziej mięsisty niż moglibyśmy się spodziewać. Całość bardzo cięta i czuła.

Nie ukrywam też, że mimo tego, że jego top nie wydaje się zbyt spolegliwy, patyk ten, w mojej opinii, sprawdzi się również bardzo dobrze przy lekkim łowieniu sandaczy. Jego czułość i ciętość stoją na tak wysokim poziomie, że nie widzę tu jakichkolwiek przeciwwskazań. Oczywiście tak w jednym, jak i w drugim sugerowanym przeze mnie zastosowaniu, kij będzie przez swoją długość bardziej użyteczny przy łowieniu nim ze środka pływającego. Niemniej, jeżeli dostęp z brzegu nie będzie mocno utrudniony (np. na wszelkiego rodzaju kanałach), nie widzę żadnych powodów by nie używać go i w takich miejscach.

Kij oczywiście niedoszacowany. Dołem blisko. Górą może dużo więcej.

Czas na krótkie podsumowanie… Zacznę od tego, że zwykle staram się tonować swój entuzjazm i nie wystawiać testowanym wędkom jednoznacznych laurek. W tym wypadku jednak odpuszczam sobie powściągliwość, bo kij ten w pełni na takową laurkę zasługuje. Jestem z tego patyka wyjątkowo zadowolony. Dawno już, żadna wędka nie dostarczyła mi tyle czystej przyjemności w trakcie testów.

TESTY UGIĘCIA:

Kyorim Truncheon S662L to kapitalna użytkowo, do bólu uniwersalna, świetnie wykonana wędka, która powinna zaspokoić potrzeby nawet wymagających użytkowników. Posługiwanie się tym kijem, to czysta, niczym nieskrępowana przyjemność. Za przyjemność tę, Kyorim jednak każe sobie stosownie zapłacić. Bez żadnych promocji, za kij ten trzeba wysupłać nieco ponad tysiąc złotych. W dobrych promocjach idzie go wyrwać jakieś trzysta złotych taniej.

Czy to dobra cena? Tak. W dzisiejszych czasach okolice 700 złotych to wręcz świetna cena za kij tej jakości i o tak wysokich walorach użytkowych. Nim Truncheon TCS662L wpadł w moje ręce, wahałem się czy wydać takie pieniądze. Teraz jestem już posiadaczem również wersji ML, zaś wersja M jest w drodze. Wiąże się to oczywiście z tym, że kilka innych patyków opuściło, bądź jeszcze opuści moją stajnię, ale raz jeszcze… Coś za coś. Wszystkich wędek i tak mieć nie można, ale jakiś kij z tej serii na pewno warto.

Świetny kij…

W sposób oczywisty, w tej cenie wędka ta jest dedykowana nieco bardziej wymagającym użytkownikom, i tym którzy poszukują np. świetnego kija zawodniczego w kategorii szczupak na lekko. W każdym z tych wypadków nie powinno być zawodu. U mnie kij ten szturmem wdarł się do żelaznego zestawu i raczej pozostanie w nim na długo. Chyba, że wygryzie go w tej kategorii ten sam model, ale w wersji ML. Wygryzie? Nie wiem. Jak znam życie i siebie, to prędzej raczej „uzupełni”. Wiecie jak jest… Ja po prostu lubię takie ładne rzeczy. 😉

Zapraszam do oglądania filmu z Truncheon’em w roli głównej.

Link do wędki na sklepie fabrycznym Kyorim:

https://tiny.pl/dc6wm

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning

PureLure Sharpen S652L-XF 1,95m 3,5-17g – Mocniejszy niż myślisz.

Test jednego Sharpen’a ze stajni chińskiego producenta PureLure już za nami. Kij z tej serii wypadł w nim tak dobrze (a w kontekście ceny wręcz świetnie…), że postanowiłem sprawdzić inne wędki z tej serii. Przed Wami najlżejszy kij z tej serii w wersji XF. Zapraszam do lektury, bo kij ten, w mojej opinii, jest również wart zainteresowania.

PureLure Sharpen S652L-XF

O szczegółach wykonania wędek z tej serii możecie przeczytać w teście modelu M:

Mówiąc ogólnie, mamy tu to samo. Carbony M40JB i T1100G. Krzyżowy oplot, przelotki Fuji „O” w ramkach typu K (8 sztuk) i autorski uchwyt kołowrotka. Wędka mierzy 195cm długości i realnie waży 92g (2,6 grama mniej niż deklaruje producent). Rzeczywiste średnice blanku różnią się nieco od producenckich deklaracji. Przy przelotce szczytowej kij ma 1,4mm średnicy (deklarowane 1,35mm). Przy dolniku blank ma średnicę 10,2mm (deklarowane 11,63mm). Zbieżność blanku jest umiarkowana, co w zestawieniu z użytymi materiałami i zastosowanym oplotem może już pewne rzeczy sugerować. Ale po kolei…

Masa nieco niższa od deklarowanej…

Ergonomia – Jak to leży?

W tej kwestii Sharpen S652L-XF wypada bardzo podobnie do modelu M. Uchwyt kołowrotka jest ten sam. Wyważenie kija jest dobre, a sama wędka bardzo lekka (zwłaszcza w kontekście realnej mocy jej blanku). Można tym patykiem łowić z dużą przyjemnością.

Dolnik i uchwyt kołowrotka…

Realny ciężar wyrzutowy – Jest moc…

Wędka zaskakuje w tym punkcie w dwójnasób. Po pierwsze dołem spodziewałem się tu nieco delikatniejszego, bardziej spolegliwego topu. Tymczasem otrzymujemy tu mięsistą i dość dynamiczną część szczytową, o mocniejszym kręgosłupie niż mogłoby się wydawać. Kijem realnie można spokojnie rzutowo zejść poniżej 5g całkowitej masy wabika, niemniej nie oznacza to, że nada on się w tych zakresach pod typowy opad na najmniejsze przynęty gumowe. Opadowo zabawę możemy na komforcie zaczynać od okolic 7g całkowitej masy przynęty. W tych okolicach top kija zapewnia nam już kontrolę nad zestawem. Górą kij ten ma zaskakująco duży zapas mocy i dynamiki. Przekłada się to na realne góne CW dużo większe niż deklarowane 17g. W czasie testów nad wodą kij ogarniał mi bezproblemowo wabiki twarde i miękkie, których waga dochodziła do okolic 30g. Czy to np. Cannibal 12,5cm z główką 10g i dozbrojką, czy ważący 30g jerk, kij dawał jeszcze radę, choć wydawał się zbliżać do granic swoich możliwości. Podsumowując, kij ma realnie bardzo szeroki zakres realnego CW, które jest generalnie wyższe niż możnaby się spodziewać.

Fuji „O”

Akcja – X-Fast czy nie?

Nie. Kij jest szybkim, dynamicznym, zaskakująco mięsistym fastem o bardzo przyjemnym, progresywnym ugięciu. Wędka dobrze wcina, i świetnie trzyma ryby w trakcie holu. Ogólna charakterystyka pracy tego blanku jest podobna do tej, znanej nam już z modelu M. Jest to kij o dość uniwersalnym charakterze, zdatny do animowania wielu rodzajów wabików. Do tego, zapas mocy w blanku pozwala zmierzyć się z naprawdę dużymi rybami. Ten kij potrafi wiele wytrzymać.

TESTY UGIĘCIA:

Czułość – Kopie to prądem, czy nie kopie?

Wędka jest czuła. Patrząc w kontekście jej niskiej ceny, można tę czułość określić nawet mianem bardzo dobrej. Łowiąc nią nie miałem w tej kwestii żadnych zastrzeżeń, choć oczywiście zdecydowanie nie jest to najbardziej elektryczny kij jaki miałem w ręku. Nie ten blank i nie ten budżet. Ale uwierzcie mi – patyk może się pod tym względem bardzo spodobać.

Połączenie składów

Wartość użytkowa – Do czego toto się nadaje?

PureLure Sharpen S652L-XF w naszych warunkach jest, moim zdaniem, bardzo ciekawą opcją na lekko-średni kij szczupakowy. Wędka bez najmniejszego problemu ogarnia w zasadzie wszystkie wabiki szczupakowe, jakie mogą nam przyjść do głowy w tych zakresach wagowych. Gumy w przedziale wielkościowym od 8 do 12,5cm? Tak. Wirówki i cykady w szczupakowych rozmiarach i wagomiarach? Bez problemu. Woblery twitchingowe do okolic 11-11,5cm? Daje radę. Jerki od najmniejszych do takich w okolicach 30g? Jak najbardziej tak. Ten mięsisty, szybki, dynamiczny i progresywny blank poradzi sobie z tym wszystkim bardzo dobrze. Jeżeli jednak ktoś zastanawiając się nad tym kijem szukał patyka na okonia „na ciężko” czy lekkiego sandaczyka, to ja sugeruję rozejrzeć się za czymś innym. Nie dlatego, że Sharpen sobie z tym totalnie nie poradzi. Jakoś sobie poradzi. Ale są na rynku wędki, które te tematy ogarną po prostu dużo lepiej. Koniec i kropka.

Forsowny hol „Czegoś”…

Bardzo forsowny. Kij zgięty do dolnika. „Coś” nie odpuszcza i jedzie jak parowóz…

„Coś” (na zdjęciu na pierwszym planie) okazało się podczepionym karpikiem. Sharpen to mocna wędka…

Pozostaje nam kwestia ceny i kilka słów podsumowania. Wędka normalnie kosztuje na fabrycznym sklepie producenta około 360zł. Tradycyjnie jednak PureLure, przy okazji licznych akcji promocyjnych, drastycznie obniża ceny swoich wędek. Przy pomyślnych wiatrach można ją wtedy wyrwać za niewiele więcej niż 200zł. W tej cenie dostajemy bardzo sensowny blank zbudowany z użyciem bardzo dobrych carbonów, w tym M40JB i T1100G. Do tego są przelotki Fuji i ogólnie przyzwoite materiały i dobra jakość wykonania. Całość jest bardzo lekka, dobrze wyważona, dobrze wygląda, a działa jeszcze lepiej.

Film o Sharpen’ie. Na nim zobaczycie, między innymi, jak kij pracował pod „karpikiem”

W tej półce cenowej, nie tak łatwo znaleźć dla tego patyka jakąś sensowną alternatywę. W zasadzie, do każdego, który przychodzi mi do głowy jako lepsza opcja, trzeba sporo dopłacić. W kategorii średnio-lekki szczupak do 250zł, na ten moment, nie widzę dla tego patyka konkurencji. Ale obiecuję, że jak taką znajdę, to wszystkich Was o tym nie omieszkam poinformować. A tymczasem, życzę Wam wszystkim kochani, wszystkiego dobrego i silnych, okazowych ryb w maju. 🙂

Link do wędki na sklepie fabrycznym PureLure:

https://s.click.aliexpress.com/e/_DmyvOf5

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning

Cykada o cykadach, czyli anatomia żelastwa…

Na cykady łowię od lat. Nie jestem w stanie powiedzieć ile mam cykad, ale jest ich tyle, że skutecznie zniechęca mnie to do podjęcia się trudu ich policzenia. Przerabiałem różne modele, różnych producentów, poczynając od polskiego rękodzieła, przez szeroko znane marki, a na wynalazkach z Aliexpress kończąc. W tym teście opiszę Wam trzy moje ulubione modele, które ewidentnie zdominowały moje cykadowe „pudełeczko”. Postaram się też zarysować Wam techniki łowienia, które sprawdzają mi się na moich łowiskach. Zapraszam do lektury.

Cykady… Niepozorne żelastwo, które potrafi bardzo zaskoczyć sceptyków…

Żeby nie przedłużać i nie silić się na budowanie sztucznego napięcia, oświadczam od razu, że wszystkie trzy moje ulubione modele cykad, to produkty, znanej pewnie większości wędkarzy, polskiej firmy Spinmad. W mojej opinii jakość tych przynęt, ich skuteczność i wreszcie stosunek tych cech do ich ceny jest najlepszą znaną mi propozycją na rynku. Nim skupię się na poszczególnych modelach, wskażę największe plusy wspólne dla wszystkich cykad od Spinmad’a, które sprawiają, że tak je sobie cenię.

Wycinek mojej kolekcji, który oceniam jako najskuteczniejszy

Po pierwsze, jakość użytych materiałów i wykonania… Cykady tego producenta, produkowane są z mocnej i co ważne sprężystej, a przez to odpornej na odkształcenia blachy, co w przypadku przynęt innych producentów wcale nie jest takie oczywiste. Powłoki malarskie są dobrej jakości i trwałe, same malowania zaś są atrakcyjne i skuteczne. Generalnie cykady te to sprzęt trudny do zajeżdżenia.

Mocna i sprężysta blacha robi u Spinmadów robotę. Te cykady nie wyginają się. Jakość powłok malarskich jest bardzo dobra. Żyją długo.

Po drugie, zbrojenie… Zastosowane przez producenta kotwiczki są same w sobie akceptowalnej jakości. Kiedyś były gorsze. Aktualnie montowane są całkiem niezłe. Z całą pewnością natomiast są one doskonale dobrane rozmiarowo i w przeciwieństwie do najpopularniejszych konkurentów, nawet niewielkie modele Spinmad’ów zbrojone są w zestaw dwóch kotwic. W mojej opinii  daje im to większą „chwytność”. Puste pobicia zdarzają się rzadko. Co do zbrojenia cykad, mam też swoją opinię, na temat „fachowców”, którzy radzą zakładać przednią, podwójną kotwiczkę odwrotnie niż robi to producent, czyli grotami do dołu (co ma rzekomo zwiększyć ich chwytność). Otóż w mojej opinii producent zdecydowanie lepiej wie co robi niż rzeczeni „fachowcy”. Prowadzona cykada nie przemieszcza się w wodzie w pozycji poziomej, ale pochylona do przodu często pod kątem nawet okolic 60 stopni. Dodajmy do tego fakt, że wodne drapieżniki przeważnie atakują swoje ofiary od dołu i powinno zacząć nam świtać. Dla tych, którym nie zaświtało, podam statystykę. Średnio osiem, na dziesięć złowionych przeze mnie na cykady okoni, zapięta jest nie za tylną ale właśnie za przednią, podwójną kotwiczkę, która wbita jest w górną szczękę ryby. Odwracanie jej nie ma za wiele sensu…

Kiedyś Spinmad stosował gorsze kotwice. Czas temu się poprawiły. Trzeba na bieżąco pilnować ich ostrości, zwłaszcza gdy łowimy na bardziej spolegliwe kije. W żadnym wypadku nie zalecam odwracania przedniej, podwójnej kotwiczki, co sugerują niektórzy. Producent dobrze wie co robi, montując je w taki sposób.

Po trzecie akcja/strojenie… Kształt, wyważenie i umiejscowienie otworów służących do podczepienia cykad Spinmad’a daje relatywnie duże możliwości regulacyjne. W zależności od wyboru punktu zaczepienia, akcja cykad, czyli przede wszystkim amplituda ich drgań, zmienia się bardzo istotnie. Ta sama przynęta może pracować albo bardzo drobno, albo bardzo szeroko i agresywnie. Nie każdy produkt konkurencji zapewnia możliwości tak dużej zmiany parametrów pracy przynęty.

Po czwarte cena… Spinmad wycenia swoje produkty bardzo rozsądnie. Tańsze produkty nie dorównują ich jakości i skuteczności. Droższe przeważnie również nie… Takie moje zdanie.

Trzy punkty podczepienia w uniwersalnej „Dziewiątce”. Im bliżej „ogona” cykady, tym pracuje ona szerzej i można ją wolniej równo prowadzić, lub zawiesić w wolniejszym nurcie wody. Im bliżej „pyska” tym drobniej pracuje i wymaga szybszego zwijania linki.

Trzy podstawowe modele cykad, których używam najczęściej to 5-ciogramowy model Amazonka,  9-ciogramowy model Hart i 2,5 gramowa Uklejka. Każdy z tych modeli posiadam w wielu kolorach co częstokroć procentuje. Mimo tego, że mam swoje typy pierwszego wyboru, to co jakiś czas okazuje się, że na łowisku najlepiej danego dnia gra kolor, który przez większość roku leży w pudle. Każdego z tych modeli używam w określonych okolicznościach, w których moim zdaniem sprawują się one najlepiej. Omówię je poniżej.

Mój „żelazny” zestaw. Mam ich sporo więcej w różnych modelach i kolorach. Te tutaj to podstawa.

Spinmad Amazonka to pięciogramowa cykada (waga ważonych egzemplarzy oscyluje od 5,1 do 5,8g), będąca moim pierwszym i podstawowym wyborem przy łowieniu na cykady okoni. Jej wielkość i waga jest optymalna do łowienia tych ryb raczej na niewielkich i średnich głębokościach i umożliwia obsłużenie tej przynęty zdecydowaną większością okoniowych kijów. W zależności od aktywności ryb i okoliczności używam tej cykady na kilka głównych sposobów, niemniej zwykle zaczynam od zaczepienia cykady na ostatnim otworze montażowym zapewniającym najszerszą pracę. Dopiero przy dłuższym braku efektów sprawdzam skuteczność innych opcji.

Waga poszczególnych egzemplarzy ma spore wahania, niemniej, w mojej opinii, nie wpływa to znacząco na ich skuteczność.

– W przypadku ryb aktywnie żerujących w powierzchniowych warstwach wody na ławicach drobnicy, często sprawdza się bardzo szybkie, agresywne prowadzenie przynęty przy powierzchni, na obrzeżach ławicy, albo nieco dalej od niej. Zaraz po wpadnięciu jej do wody zaczynam bardzo szybkie kilkusekundowe zwijanie, po czym następuje pół-jednosekundowa pauza i ponownie szybki odjazd. Mocne i pewne uderzenia zwykle następują w krótkim momencie zatrzymania przynęty w toni wodnej. Taka samotna, rozpaczliwie próbująca wrócić do ławicy, przerażona rybka, stanowi dla czających się dookoła garbów, trudną do odparcia pokusę.

– Gdy to nie działa, szukam ryb w toni, prowadząc je skokami raz głębiej, raz płycej, zaczynając od górnych warstw wody i stopniowo obławiając je głębiej. Próbuję różnego tempa prowadzenia i dłuższych czy krótszych momentów opadu.

Amazonka – totalny, okoniowy, pięciogramowy „must have”…

– O ile dno nie jest pokryte roślinnością, można próbować je opukiwać cykadą, próbując typowego podbicia i opadu. Brania w takich okolicznościach następują wkrótce po poderwaniu przynęty z dna, albo w momencie opadu.

– Czasami najskuteczniejsze okazuje się jednostajne zwijanie przynęty prowadzonej w pół wody lub w pobliżu dna, na skraju roślinności czy nad kantami górek podwodnych lub na rantach spadów przy brzegu. Łowienie cykadami to ciągłe eksperymentowanie, dużo bardziej skomplikowane niż się wielu wydaje.

Lotne, trwałe, dające szerokie możliwości prowadzenia. W wielu sytuacjach diabelnie skuteczne.

Spinmad Uklejka to 2,5 gramowa (realna waga oscyluje od 2,5 do 3,0g), maleńka cykada, która ma u mnie kilka zastosowań.

Te 2,5 grama w opisie to chyba tylko tak orientacyjnie… Nic nie szkodzi. Dalej lecą i ciut głębiej pracują w nurcie. Świetna przynęta na klenie i jazie.

Po pierwsze, może służyć, jako awaryjne rozwiązanie na okonie, gdy te z jakichś powodów szukają mniejszych ofiar niż Amazonka. Czasami zdarza się, że to maleństwo pasuje im bardziej.

Dobra opcja na klenie…

Po drugie, cykada ta to bardzo skuteczna przynęta na rzeczne klenie i jazie. Dobrze pracuje ściągana w różny sposób względem prądu wody, i co najważniejsze, przy stosunkowo niedużym uciągu  dobrze pracuje też na przytrzymaniu. To pozwala skutecznie obławiać nią różnego rodzaju dołki i rynny, w których możemy ją zatrzymać na dłuższy czas, dając leniwej rybie więcej czasu na podjęcie decyzji o ataku.

I jazie…

Po trzecie, Uklejka to cykada, w którą regularnie biją wzdręgi, płocie i inne mniej spinningowe gatunki. Miłośnikom ultralekkiego nękania białorybu polecam wypróbowanie tej przynęty na swoich łowiskach.

Doskonałe, łowne kolory. Kotwiczki ostre ale i delikatne. Hol grubej kluchy trzeba prowadzić z wyczuciem.

Spinmad Hart to 9-ciogramowa cykada (realnie zważone mieszczą się w przedziale od 9,0 do 9,7g), którą z pełnym rozmysłem mimo niewielkich rozmiarów stosuję jako przynętę na szczupaki. Ustawiona na najszerszej pracy służy mi do obławiania trzy-czterometrowych blatów i łąk podwodnych, na których spodziewam się tych drapieżników. Prowadzona niezbyt szybko, jednostajnie, bądź łagodnymi skokami, regularnie prowokuje do ataków szczupaki w każdym rozmiarze. Dodatkową premią w takich miejscach są oczywiście spore okoniowe przyłowy, dla których dziewiątka stanowi również atrakcyjny cel.  

Jako, że Harty pracują u mnie regularnie jako przynęty szczupakowe, dbam o to by były uzbrojone w odpowiednio mocne kotwiczki.

Mimo, że cykady nie są łatwymi przynętami do łowienia nimi w roślinności wodnej (poprzez swoją dużą „czepliwość” i szybki opad) czasami łowienie nimi w takich miejscach potrafi odczarować martwą z pozoru wodę. Zdarzało mi się, że szczupaki ignorujące całkowicie inne przynęty, w podrzucane cykady waliły pewnie i zdecydowanie. Niemniej jest to łowienie wymagające. Przynęty trzeba prowadzić szybko i tak manewrować wysoko podniesioną szczytówką, by kluczyć pośród widocznej roślinności minimalizując ilość nieuchronnych zaczepów. Cóż, wielokrotnie zdarzało mi się, że takie kombinowanie, okraszone niestety regularnym ściąganiem zielska z haków wraz z towarzyszącym temu charakterystycznym „spinningowym słownictwem”,  po prostu się z wędkarskiego punktu widzenia opłacało. Łowienie to, jakby nie było frustrujące i upierdliwe, przekładało się na wyniki, a o to przecież summa summarum w tym wszystkim chodzi.

Czasami, gdy szczupaki w zielsku nie chcą tknąć ni gumy, ni jerka, w cykady walą jak wściekłe. To żmudne łowienie, ale czasami daje efekty.

Hart wreszcie,  to przynęta, która pozwala nam też łowić okonie na większych głębokościach i na wodach płynących o większym uciągu niż umożliwia nam to lżejsza Amazonka. Sama technika połowu pozostaje wtedy jednak podobna jak przy zastosowaniu jej mniejszej i lżejszej odpowiedniczki.

Okonie i Firetiger’y są bardzo skuteczne latem…

Jakie wędziska sprawdzają się przy łowieniu cykadami? Nie są to przynęty szczególnie wymagające pod tym względem. Osobiście unikam jednak do takich zastosowań kijów o bardzo szybkiej akcji, ze szczególnym uwzględnieniem wklejanek. Przynęty prowadzone skokami na takich wędkach nie pracują moim zdaniem optymalnie, a ryby mają tendencje do odbijania się od przynęt. Optymalne są dopasowane pod względem obsługiwanego CW  tubulary o akcji fast lub medium-fast o progresywnych, mięsistych blankach. Przy płytkim łowieniu w toni wodnej na najlżejsze modele cykad, świetnie robią robotę też paraboliczne kije w typie rozmaitego rodzaju trout’ów, niemniej pod jednym warunkiem – kotwice założone w naszych przynętach muszą być bezwzględnie ostre. W wypadku gdy przy takim łowieniu powtarzać będą nam się częste spady, należy na wstępie sprawdzić ostrość haków bo w większości przypadków to właśnie jej brak, będzie odpowiedzialny za taką sytuację.

Te przynęty nie wymagają bardzo specjalizowanych zestawów. Większość fastów lub medium-fastów będzie odpowiednia. Do tego odporny na splątania przypon – najlepiej fluorocarbon albo tytan.

Niezależnie od tego, na które modele cykad się zdecydujecie, posiadają one pewne wspólne wady i zalety.

Do mrocznej strony łowienia cykadami bez wątpienia należą ich skłonności do plątania się przy rzucie. Mało, które przynęty są tak wrażliwe na słabą, niechlujną technikę rzutową jak one. Rzuty wykonywane szybko, niedbale, bez wymaganej płynności, regularnie prowadzą do zaplątania się przynęty i wzrostu poziomu frustracji wędkarza. Dlatego nadmierny pośpiech przy obławianiu wody cykadą jest mocno niewskazany. Z tym też wiąże się potrzeba stosowania odpornych na splątania materiałów przyponowych. Fluorocarbon i tytan są jak najbardziej wskazane. Popularny i tani wolfram będzie natomiast, bez dwóch zdań, wyborem po prostu fatalnym.

Duża „chwytliwość” cykad przekłada się niestety na to, że ilość holowanego na grotach kotwic zielska jest spora. W wielu miejscach nie da się po prostu skutecznie i z przyjemnością na nie łowić. Czasami by zbytnio nie podnosić sobie ciśnienia lepiej odpuścić i zmienić przynętę na coś mniej „kolczastego”.

Zalet dużo. Wady też są ale można z nimi żyć.

Przy tych nielicznych wadach, cykady mają kilka kapitalnych zalet, dla których warto się w nie wyposażyć. Obok zalet użytkowych takich jak łowność czy trwałość  i szerokiego spektrum spinningowych możliwości, które nam one dają, a które opisałem wcześniej, to dodatkowo przynęty bardzo lotne, które pozwalają nam szybko spenetrować duże połacie wody o różnej głębokości, i które wabią wiele gatunków drapieżników. Wielokrotnie okazywały się one dla mnie przynętami dnia, ratując sytuację punktową na zawodach i wędkarski honor. Osobiście, nie wyobrażam sobie mojego arsenału spinningowego bez cykad, a wchodząc do sklepu wędkarskiego muszę omijać stojaki na których wiszą, bo jeżeli do takiego już podejdę, to zawsze jakoś tak się dzieje, że wypatrzę na nim coś, co okazuje się być mi koniecznie i bezdyskusyjnie potrzebne do kolekcji… Tak… Wiem… To choroba… Do tego, wydaje mi się, że chyba nieuleczalna… Muszę z tym żyć… 😉

Ile by ich nie miał, zawsze by się jeszcze jakaś przydała. Tylko gdzie i jak te kolczaste cuda trzymać? 😉

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning/