Dozbrajanie gum szczupakowych od kuchni…

Dozbrajanie gum szczupakowych to temat dość szeroki. Na rynku funkcjonują rozmaite patenty i różne materiały, z których wykonuje się odpowiednie dozbrojki. Mimo, że sprawa może się wydawać dla wielu oczywista, pewne kwestie budzą w niej kontrowersje. Na przykład, od jakiego rozmiaru dozbrajać gumy? – to pytanie, które chyba dzieli spinningistów najbardziej. W tym materiale podzielę się z Wami moimi doświadczeniami i przemyśleniami w tym temacie. Zainteresowanych zapraszam do lektury.

Wyścig zbrojeń… 😉

To, że duże gumy czyli tzw. kotlety zbroić trzeba i nie sprawdzają się przy tym już główki jigowe to sprawa dość oczywista. W przypadku przynęt mierzących nierzadko grubo ponad 20cm długości jedyną sensowną opcją stają się tutaj systemy oparte przeważnie na dwóch kotwicach mocowanych pod spodem przynęty. W systemach tych pewne elementy są wspólne dla wszystkich rozwiązań funkcjonujących na rynku. Za takie należy uznać kotwice, które muszą mieć rozmiar i masę adekwatną do rozmiaru i masy wabika. Podobne są również rodzaje dociążenia takiego zestawu, oparte na wkrętkach ze stałym obciążnikiem, wkrętkach z wymiennym obciążeniem, lub wkrętkach bez obciążenia, gdzie jako dociążenie dodaje się ciężarki w typie czeburaszek, lub swobodnie montowanych, np. do agrafki, ciężarków w kształcie przeważnie oliwek.

Dozbrojki oparte na wkrętce ze zmiennym obciążeniem, pojawiły się niedawno. Tutaj produkty chińskiej marki Spinpoler.

Kwestią otwartą pozostają materiały przyponowe, które służą nam do połączenia wszystkich elementów uzbrojenia w jedną całość. Na rynku proponowane są rozmaite rozwiązania, poczynając od fluorocarbonów czy grubych żyłek w typie Regenerator’a, poprzez różnego rodzaju linki stalowe, mniej bądź bardziej sztywne monodruty, a kończąc na dozbrojkach łańcuszkowych wykonywanych z kółek łącznikowych i krętlików. Wszystkie te rozwiązania zdają się mieć swoje plusy i minusy, i od ich omówienia pozwolę sobie zacząć.

Fluorocarbon na dozbrojkę? – wolne żarty…

W przypadku zestawów szczupakowych dozbrojki robione z fluorocarbonu czy żyłki to w mojej opinii rozwiązanie mające same wady i być może jedną, wątpliwą zaletę. Zaletą tą mogłaby być szeroko reklamowana niewidzialność fluorocarbonu, która w przypadku tego materiału w typowo szczupakowych średnicach, jest tak realna jak, niewidzialnym jest gruby szczupak ukrywający się za pojedynczym pędem rdestnicy. Poza tym mamy tu same wady. Ani fluorocarbon, ani żyłki nie są materiałami całkowicie odpornymi na kontakt ze szczupaczymi zębami. O ile przegryzienie jednomilimetrowego fluorocarbonu za pierwszym razem jest bardzo mało prawdopodobne, o tyle po każdym kontakcie z ostrymi jak żyletki zębami szczupaka, powierzchnię tych materiałów pokrywają kolejne mniejsze bądź większe uszkodzenia. Prowadzi to w sposób nieunikniony do bardzo szybkiej erozji takiej dozbrojki, przez co bardzo szybko może się ona stać niezdatna do użytku. O ile w przypadku przyponów z fluorocarbonu jest tak, że nie są one narażone na tak regularny kontakt z zębami ryb (Wszak często zahaczony szczupak do samego przyponu zębami nie sięga..), a w wypadku zmęczenia końcowego odcinka, można je po prostu odrobinę skrócić i używać dalej, o tyle dozbrojka taka szybko kończy na śmietniku. Strata pieniędzy i materiału na takie wynalazki. Nic poza tym.

Dozbrojka oparta na lince stalowej

Linki plecione w typie surfstrand/surflon – rozwiązanie popularne

Dozbrojki wykonane z tego materiału są całkowicie odporne na szczupacze zęby i jest to ich niepodważalna zaleta. Poza tym można je wykonać dość finezyjnie, tak by nie zaburzały pracy wrażliwych na to przynęt. W wypadku dozbrajania najmniejszych wabików jest to rozwiązanie moim zdaniem najsensowniejsze (Do czego jeszcze wrócimy…)

Dozbrojki zbudowane na linkach stalowych to dobre rozwiązanie na dodatkowe zbrojenie mniejszych gum

Dyskusyjna pozostaje kwestia trwałości tych dozbrojek i ich ceny. Mówiąc krótko, wspomniane dwie cechy zależą bezpośrednio od jakości zastosowanych do ich konstrukcji linek. Tanie linki 1×7 będą rozwiązaniem ekonomicznym, ale najmniej odpornym na odkształcanie się i zmęczenie materiału. Drogie linki 7×7, dodatkowo wzmocnione otulinami nylonowymi będą trwalsze, ale zapłacimy za nie dużo więcej. Niezależnie od jakości zastosowanego materiału dozbrojka taka nigdy nie będzie rozwiązaniem wiecznym, a do ich poprawnego wykonania trzeba dysponować pewną minimalną wiedzą, by uniknąć błędów związanych choćby z nieodpowiednim zaciskaniem tulejek. Warto monitorować ich stan by w odpowiednim momencie dozbrojkę taką wymienić na nową, bo raz poważnie uszkodzona, zwykle nie nadaje się ona do naprawy. Trzeba ją budować od nowa.

Sztywny monodrut ze stali sprężystej – tanio i mocno

Dozbrojki wykonane z tego typu materiału mają wiele zalet. Są mocne, odporne na eksploatację i przy tym tanie. Przy odrobinie wprawy i prostych narzędziach można je wykonać spokojnie samemu. Do wad można zaliczyć to, że nie bardzo nadają się do zbrojenia najdrobniejszych przynęt i że nie są zbyt podatne na modyfikacje. Niemniej w przypadku typowego zbrojenia kotletów to bardzo dobra opcja.

Duża przynęta, duży szczupak? Nie zawsze…

Dozbrojki łańcuszkowe – królowie ringu

Dla mnie dozbrojki te to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie na rynku. Wykonane z dobrych podzespołów są niemalże nieśmiertelne. Niesamowicie odporne na zniszczenie i bajecznie proste do przeróbek, czy wymiany poszczególnych elementów. Wystarczą jedne szczypce do kółek łącznikowych, parę minut, i w warunkach polowych można tu zrobić praktycznie wszystko. Do tego będąc najcięższymi w stawce dodatkowo stabilizują gumy, a dzięki licznym krętlikom są całkowicie odporne na ukręcenie. To wszystko jednak ma swoją cenę. Za porządne kółeczka i krętliki, których jakby nie patrzeć idzie tu trochę, trzeba odpowiednio zapłacić. Użycie oszczędnościowych materiałów niskiej jakości owocuje potencjalnie dużą ilością słabych punktów, które mogą nas zawieść w jak najmniej odpowiednim momencie. Niemniej moim zdaniem warto dopłacić, bo summa summarum wyjdzie nam to wszystko taniej. Aktualnie nie zbroję dużych gum innego typu dozbrojkami niż te.

Dozbrojka łańcuszkowa. Dla mnie najlepsze rozwiązanie.

Jak mocować kotwice do przynęty? Wbijać, czy nie wbijać? Używać pinów? A jeśli tak to jakich?

Na dozbrojce widoczne proste piny druciane. Nie niszczą gum tak jak widoczny z boku po prawej pin haczykowy.

Pinów do montowania kotwic do przynęty używam zawsze. Nie polecam pinów „haczykowych”, które potrafią nam po intensywnej sesji łowienia w zielsku zdemolować gumę w miejscu ich montażu nie gorzej niż wściekła metrówka. Owszem. Trzymają kotwice i całą dozbrojkę pewnie na miejscu, ale w tej całej zabawie nie chodzi przecież tylko o to. Tu chodzi o to, żeby to dobrze trzymało, ale gdy już uda nam się wciąć wymarzoną rybę, by bez problemów udało się dozbrojkę z naszej cennej przynęty wyrwać, bez prucia jej na strzępy. Chodzi o to, by finalnie ryba walczyła na samej dozbrojce, a nasza guma bujała się wtedy poza jej paszczą i zasięgiem ostrych zębów. Dlatego osobiście stosuję piny z prostego drutu, ewentualnie drutu powyginanego faliście, by nieco zwiększyć moc kotwienia pinu. Z moich obserwacji wynika, że są to rozwiązania w zupełności wystarczające i relatywnie mało szkodliwe dla gum.

Wyginane piny druciane trzymają dozbrojkę mocniej niż proste.

Niezależnie od rodzaju zastosowanych pinów, kotwice w trakcie łowienia w zielsku, oraz w przypadkach gdy guma w trakcie rzutu swoim zachowaniem w locie powoduje splątania kotwic z dozbrojką, wbijam jednym hakiem w przynętę. Gdy łowię w toni, albo miejscu wolnym od glonów i roślinności, pozostawiam kotwice swobodnie wiszące na pinach. Zwiększa to ich chwytność i nie zmusza nas do robienia kolejnych dziur w przynęcie.

Kotwice wbite w gumę mają nieco mniejszą tendencję do łapania zaczepów w zielsku i nie plączą się przy rzutach. Są jednak mniej „chwytne” niż wiszące swobodnie.

Oddzielnym rodzajem akcesorium które przydaje nam się przy zbrojeniu dużych swimbaitów są piny/wkrętki dociążające, wbijane/wkręcane w spodnią część gumy. Odpowiednio zastosowane poprawiają nam pracę gum mających tendencję do wykładania się na boki przy lekkich obciążeniach. Czasem pozwalają nam również łowić bardzo płytko zupełnie bez innych dociążeń. Warto je mieć w swoim arsenale i nie skreślać pochopnie gum, których praca na początku nam się nie spodoba.

Z brzucha gumy wystaje końcówka pinu dociążającego.

Zbrojenie małych gum. Czy to w ogóle ma sens?

Część wędkarzy łowiąc szczupaki na drobno, nie stosuje dodatkowych dozbrojek, ograniczając się do zbrojenia w postaci główki jigowej. Wielu uważa dozbrajanie dwunastocentymetrowej gumy za dziwactwo, nie wspominając nawet o dozbrajaniu gum mniejszych, mierzących 10, 9 czy 8cm. Wedle ich teorii dozbrajanie takich przynęt gasi ich akcję i ogranicza ilość brań, a szczupaki przecież bez problemu pochłaniają wabiki tej wielkości.

W zależności od warunków cannibala 15 można uzbroić i tak jak wyżej…

Wypadająca z przynęty dozbrojka trzyma szczupacze zęby z daleka od naszego nietaniego wabika.

Cóż… W warunkach normalnego żerowania szczupaki nie mają najmniejszych problemów z połykaniem i dużo większych wabików. Stosowanie wtedy dozbrojek jest nie tylko niepotrzebne, a wręcz szkodliwe. Dodatkowa kotwica wczepiona głęboko w gardle czy skrzelach niepotrzebnie wydłuża proces uwalniania ryby i generuje dodatkowe obrażenia. W takich wypadkach zdecydowanie odradzam dodatkowe zbrojenie niewielkich wabików bo więcej z tego szkody niż pożytku.

W momencie gdy ryby żerują intensywnie dozbrojka sprawia więcej kłopotów niż daje korzyści.

Problem robi nam się jednak wtedy, kiedy warunki są dalekie od optymalnych. Gdy szczupaki uderzają w przynęty generalnie niechętnie, na te większe nie reagując w ogóle, a te małe trącając i podskubując jedynie. Są dni, gdy wielu spinningistów łowiących mocnymi, niekoniecznie najczulszymi zestawami, spływa na brzeg narzekając na całkowity brak aktywności ryb i nie zdając sobie nawet sprawy ile delikatnych kontaktów z rybami mieli tylko ich nie zauważyli, albo błędnie zinterpretowali. W takie dni, często również zrzuca się te delikatne skubnięcia na konto niewielkich ryb, które bawią się przynętą, a jest to gruby błąd. Duże szczupaki często potrafią się zachowywać w taki właśnie sposób i sam złowiłem wiele całkiem pokaźnych ryb po ledwie wyczuwalnych braniach. Tak jest. Za takimi trąceniami potrafią kryć się naprawdę grube ryby. Tylko trzeba je zidentyfikować, wciąć i wyholować.

Przy anemicznych, delikatnych braniach warto dozbrajać nawet małe przynęty.

W takie dni, używam dozbrojek nawet do niewielkich gum. Oczywiście by dozbrojka taka nie zabiła nam pracy niewielkiego wabika musimy ją wykonać z odpowiednio finezyjnych i lekkich komponentów. Z drugiej strony musi ona dysponować mocą adekwatną do zestawu, w którym będzie pracowała, tak by bezstresowo poradzić sobie z holem nawet dużej ryby. W konstrukcji tego typu dozbrojek używam linek typu surfstrand/surflon o wytrzymałości zwykle do około 9kg, z niewielkimi, ale wzmacnianymi kotwiczkami o krótkich trzonkach (typu short shank), zwykle w rozmiarach 4 i 6. Do montażu używam porządnych tulejek zaciskowych i dodatkowo zalewam końcówkę zaciśniętej już tulejki kropelką kleju błyskawicznego. Dozbrojkę wbijam w dolną bądź górną część gumy (W zależności od konstrukcji gumy i ilości zielska w wodzie. Czasem jest go tyle, że trzeba całkowicie odpuścić), pętelkę linki zakładam na agrafkę w pierwszej kolejności, a potem dopiero główkę jigową z przynętą – pozwala to zminimalizować ryzyko potencjalnego rozpięcia agrafki. Ważne jest też by agrafka nie była zapinana na styk, tylko była nieco większa, tak by przynęta wraz z dozbrojką miały odpowiedni luz. Z tego samego powodu drut agrafki nie może być zbyt gruby. Jeżeli tego nie dopilnujemy upośledzi nam to pracę naszego wabika.

Wzmacniane kotwice typu short shank – doskonałe rozwiązanie na lekkie dozbrojki szczupakowe

Zbrojenie tego typu nieraz ratowało mi mój wędkarski kuper na zawodach czy w trakcie łowienia rekreacyjnego. Wielokrotnie zdarzało się, że mój towarzysz na łodzi, na kilka brań miał jedynie puste zacięcia albo spady, a ja wyciskałem z takiej samej ilości „cyknięć” kilka ryb, które doholowywane do podbieraka okazywały się być zacięte za sam koniec pyska, pojedynczym grotem dozbrojki. Często zresztą zaraz po wprowadzeniu do podbieraka ryby te wypinały się same. Nie zaobserwowałem również by zastosowanie odpowiednio dopasowanej do zestawu dozbrojki, w zauważalny sposób wpływało negatywnie na ilość kontaktów z rybą. Kluczem do sukcesu w takich sytuacjach jest zgranie całego zestawu. Niewielkiego wabika, który sprowokuje ryby do jakichkolwiek reakcji, odpowiedniego jego dociążenia i poprowadzenia, dopasowanego dozbrojenia oraz odpowiednio cienkiej plecionki i czułego, progresywnego, wędziska, które pozwolą nam zaobserwować moment delikatnego brania, wciąć i wyholować zahaczoną za przysłowiową skórkę rybę. Jak zawsze w takich sytuacjach nie zawadzi też szczypta spinningowego fartu. 😉

W spinningu zawsze trzeba dobierać rozwiązanie techniczne dopasowane do aktualnych warunków. Nic nie jest zawsze i bezwzględnie skuteczne i najlepsze. Dlatego trzeba być przygotowanym na wszelkie scenariusze.

Podsumowując… Czy dozbrajać? Zdecydowanie tak, choć nie w każdych warunkach więcej zbrojenia okazuje się lepszą opcją. Zbrojenie jednak zawsze należy dobrze dopasować jego mocą i rozmiarem do całości zestawu i nigdy nie żałować na jakości komponentów. Pozwoli to nie tylko na poprawę naszych spinningowych wyników, ale też ograniczy ilość ryb, które urwały się zakolczykowane zbrojeniami wątpliwej jakości, co dla wielu z nich może się wiązać ze smutnym końcem. A nie o to przecież nam wszystkim chyba chodzi…

Materiał wideo na powyższy temat.

Linki do polecanych przeze mnie przykładowych kotwiczek do małych dozbrojek czy kilku innych przydatnych produktów na Ali:

https://s.click.aliexpress.com/e/_DCh96N1

https://s.click.aliexpress.com/e/_DFAMT9V

https://tiny.pl/dpkqk

https://tiny.pl/dpkq8

https://tiny.pl/dpkqb

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning

Materiał wideo poświęcony kwestiom zbrojenia/dozbrojenia gum szczupakowych wjechał na mój kanał YouTube.

Zapraszam do oglądania.

Linki do polecanych przeze mnie przykładowych kotwiczek do małych dozbrojek czy kilku innych przydatnych produktów na Ali:

https://s.click.aliexpress.com/e/_DCh96N1

https://tiny.pl/dpkqk

https://tiny.pl/dpkq8

https://tiny.pl/dpkqb

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning

Jak ugryźć temat przyponów szczupakowych?

W dziedzinie przyponów szczupakowych mamy stały, może nie galopujący, ale jednak widoczny postęp. Objawia się on głównie w dziedzinie materiałów z których wykonujemy tego typu przypony. Do stale rozwijanych plecionek stalowych, doszły nam takie materiały jak wolfram, tytan (Tutaj też zauważamy ewolucję w postaci przyponów UL i plecionek) i fluorocarbon. Producenci sprzętu wędkarskiego próbują też proponować, w alternatywie dla tego ostatniego materiału, podobne, ale tańsze rozwiązania, w typie np. Regenerator’a od Savage Gear. Czy jest wśród tych propozycji jedyna słuszna? Czy któryś z materiałów jest najlepszy? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym tekście. Zapraszam do lektury.

Kolorowy zawrót głowy

Materiały przyponowe czyli, co do czego?

Linka stalowa – pogłoski o jej śmierci należy uznać za mocno przesadzone.

Linki stalowe to materiał przyponowy używany jeszcze przez naszych ojców i dziadków. Jego zalety w kontekście ich zastosowania w charakterze przyponu szczupakowego są oczywiste. Są tanie, mocne i całkowicie odporne na przegryzienie. W pewnym momencie jednak, ich niezachwianą do tej pory pozycję, zaczęły podważać inne rozwiązania, które okazywały się wolne od wad linek stalowych starszych generacji. Mowa tu przede wszystkim o ich sporej sztywności i dużej pamięci kształtu, które okazywały się problematyczne przy bardziej finezyjnych zestawach i ujemnie wpływały na trwałość przyponu. Od jakiegoś czasu jednak, mamy na rynku niezły wybór linek 49-ciowłóknowych (określanych też jako „7×7”), które wspomniane wady mocno niwelują. Ich wielowłóknowa struktura zwiększa ich odporność na trwałe odkształcenia, a zastosowanie bardziej miękkich stopów, sprawia że są one miękkie, lejące się i przy niewielkich średnicach świetne do lekkich, finezyjnych zestawów ukierunkowanych przede wszystkim na obsługiwanie niewielkich przynęt gumowych.

Wbrew niektórym opiniom linki stalowe mają się dobrze…

Dodatkowo, do linek tego typu, zwanych umownie surfstrandami, dochodzi nam druga kategoria linek stalowych o hybrydowym charakterze czyli tzw. surflony. To nic innego jak linka typu surfstrand umieszczona dodatkowo w otulinie z tworzywa sztucznego (przeważnie nylonu). W porównaniu do surfstrandów, są one bardziej odporne na odkształcenia, uszkodzenia ich wierzchniej struktury oraz czepianie się do nich różnego rodzaju zanieczyszczeń w postaci glonów, co w określonych sytuacjach bywa uciążliwe. Odbywa się to jednak kosztem zwiększenia ich grubości, sztywności i masy. Coś za coś.


Na rynku cały czas pozostają też starszego typu linki stalowe typu 1×7, czy 1×19, których jedyną, ale dla niektórych klientów najwyraźniej wymierną zaletą w porównaniu do linek 7×7, pozostaje niższa cena. Nieco na uboczu typowego spinningu szczupakowego funkcjonują też inne, „trudnoprzegryzalne” materiały hybrydowe, oparte na tworzywach sztucznych w typie np. kevlaru i zewnętrznych oplotów stalowych lub wolframowych, które wywodzą się z np. z wędkarstwa muchowego. Te jednak, ze względu na ich dyskusyjną pod kątem czystego spinningu użyteczność, nie staną się u mnie przedmiotem szerszych rozważań.

Linki 7×7. Najdroższe i najlepsze.

Wolfram – spieszmy się nim cieszyć bo żywot jego krótki

Przypony wolframowe dostępne są na rynku w szerokim wyborze, tak jeśli idzie o ich długości i grubości, jak i ilość oferujących je producentów. Niezależnie jednak od tego kto i jakie je oferuje, mają one ten sam zestaw zalet i wad. Z jednej strony, będąc całkowicie „nieprzegryzalnymi”, są jednocześnie wyjątkowo miękkie i wiotkie. Plecionki wolframowe dysponują też relatywnie wysoką odpornością na zrywanie przy niewielkich „średnicach” przyponu. Ich ceny również nie są wygórowane. Niestety, świetny do lekkich i finezyjnych zestawów wolfram jest też ekstremalnie nietrwały. Często wystarczy pojedynczy zaczep czy splątanie, by nowy przypon skręcił się jak sprężyna i w skrajnych przypadkach nadawał się do natychmiastowej wymiany. Ponadto ich odporność na uszkodzenia eksploatacyjne jest również niewielka. Jeżeli nie kontroluje się takiego przyponu na bieżąco, można na skutek niezauważonych mikrouszkodzeń w głupi sposób utracić drogą przynętę, zaś w skrajnie negatywnym scenariuszu – można stacić przynętę wraz z rekordową rybą. (A to zawsze boli najbardziej…)

Wolframki w najcieńszych średnicach są niezmiennie użyteczne.

Mimo swoich wad, zalety plecionki wolframowej czynią z niej bardzo dobry wybór jako awaryjne zabezpieczenie przed szczupaczymi zębami lekkich zestawów okoniowych. W miejscach gdzie ryzyko takiego przyłowu jest wysokie, przypon wolframowy pozostaje niezmiennie bardzo sensownym rozwiązaniem.

Tytan – gniotsia niełamiotsia?

Zalety monodrutów tytanowych są znane w światku spinningowo-castingowym od lat. To materiał lekki, bardzo sprężysty i ekstremalnie odporny na trwałe odkształcenia. Jest jednocześnie relatywnie sztywny. Z jednej strony ogranicza to nieco jego zastosowanie w lekkich zestawach dedykowanych łowieniu na gumy. Z drugiej strony jednak, czyni go niezastąpionym w zestawach, w których zachodzi wysokie ryzyko powstania splątań tak w trakcie rzutu, jak i w trakcie animacji przynęty. Coś, co było wadą przy animowaniu czterocalowej gumki, okazuje się ogromną zaletą w trakcie prowadzenia odjeżdżających na boki jerków czy woblerów twitching’owych. Druty tytanowe znacząco redukują również możliwości splątań podczas rzutu wabikami w typie cykad, błystek wirowych czy woblerów pozbawionych wbudowanych systemów rzutowych.

Drut tytanowy. Niezastąpiony do jerków i woblerów typu twitch.

Nowym materiałem opartym na tytanie, który stosunkowo niedawno pojawił się na rynku są plecionki tytanowe. Użytkowo pozycjonują się pomiędzy linką stalową, wolframem, a drutem tytanowym. Są jednocześnie miękkie, sprężyste, ale i nie pozbawione odrobiny sztywności. Do tego są bardzo odporne na odkształcenia i oferują dużą wytrzymałość w kontekście ich realnej średnicy. Niemniej nie jest to też materiał pozbawiony wad. Z jednej strony są to przypony bardzo drogie. Z drugiej, o czym miałem okazję przekonać się na własnej skórze, zdarza im się pęknąć w sytuacjach nieoczywistych. Mikrouszkodzenia materiału tytanowego okazują się najwyraźniej być trudniejsze do wykrycia niż w przypadku innych przyponów, co czasem może skończyć się niemiłym zaskoczeniem nad wodą. Kwestią dyskusyjną pozostaje czy tendencja ta, to chwilowa przypadłość, która zostanie wyeliminowana wraz z ulepszaniem surowca, czy też pozostanie ona z nami na dłużej.

Plecionka tytanowa. Świetna choć momentami nieprzewidywalna.

Flurocarbon – tak niewidzialny jak „nieprzegryzalny”?

Gdy materiał zwany fluorocarbonem wchodził na rynek wędkarski reklamowany był jako „nieprzegryzalny” (bo gęstość i twardość bardzo duża…) i niewidzialny (bo stosunek załamania światła w nim, „prawie” taki sam jak w wodzie…). Lata popłynęły jak rzewne opowieści speców od marketingu i okazało się, że fluorocarbon ani nie jest niewidzialny, ani „nieprzegryzalny”, w dodatku jest zdecydowanie nietani, a mimo to i tak zajął silną pozycję w arsenałach spinningistów na całym świecie. Dlaczego tak się stało? Wszyscy powariowali czy o co chodzi?

Fluorocarbon… Popularność w pełni uzasadniona.

Odpowiedź jest dość prozaiczna. Fluorocarbon wszedł w te miejsca, gdzie stosowało się do tej pory bardzo grube żyłki bo okazał się od nich materiałem lepszym. Może i nie jest zupełnie niewidoczny pod wodą (I to mówiąc bardzo delikatnie… Wystarczy obejrzeć jakiekolwiek podwodne nagranie z przyponem o średnicy 1mm w roli głównej…), ale mimo wszystko nie ma materiału, który pod tym względem prezentowałby się lepiej. W specyficznych warunkach gdy ryby są wybredne, a przejrzystość wody wysoka, można założyć, że może on okazać się właśnie tym niuansem, dzielącym nas od stanu całkowitego braku brań do uderzenia drapieżnika w naszą przynętę. Ciężko to potwierdzić ale nie można tego wykluczyć.

Flurocarbon na szczupaka? Oczywiście że, tak, ale tylko o grubości około 1mm.

Podobnie jest z „nieprzegryzalnością”. Choć twardszy od zwykłych nylonowych żyłek, fluorocarbon pozostaje materiałem, który przegryźć można (Nikogo tu jednak nie zachęcam do testów na własnym uzębieniu. Cały czas mówię o nim w kontekście łowienia szczupaków i tak niech pozostanie.). Podobnie jednak jak ma to miejsce w przypadku żyłek, wraz ze wzrostem średnicy fluorocarbonu, spada prawdopodobieństwo obcinki w trakcie brania czy holu szczupaka. O ile w przypadku linki o średnicy np. 0,30mm nikomu nie zarekomendowałbym używania jej w charakterze przyponu szczupakowego, o tyle w przypadku linek o średnicach 0,90mm, 1,00mm czy 1,20mm prawdopodobieństwo przegryzienia tejże linki robi się skrajnie niewielkie. Mówiąc krótko, trzeba chyba mieć grubego pecha, by takie coś nas spotkało, ale niemożliwym nie jest. Pozostaje teraz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy to niewielkie ryzyko, jest równoważone przez zalety fluorocarbonu? Moim zdaniem tak właśnie jest.

Cieńsze fluorocarbony. Świetne na ryby drapieżne, które nie mają zębów tak ostrych jak szczupak.

Kwestię wątpliwej niewidzialności już omówiłem. Fluorocarbon ma jednak inne wymierne zalety, ,które czynią z niego świetny w określonych sytuacjach materiał przyponowy. Pierwszą z nich bez wątpienia jest bardzo wysoka odporność na ścieranie i trwałe odkształcenia. W miejscach o dużej liczbie potencjalnych zaczepów fluorocarbon sprawuje się wyśmienicie. Dodatkowo, jego przezroczysta struktura pozwala nam bardzo dokładnie monitorować stan techniczny przyponu, co ustrzega nas przed niespodziewanymi zerwaniami zestawów, które stają się naszym udziałem w przypadku przyponów z innych materiałów. Fluorocarbon jest pod tym względem czytelny i przewidywalny. W jego przypadku nie dochodzi do dziwnych, zaskakujących pękań przyponu jak zdarza się to w przypadku np. „nieprzegryzalnego” tytanu czy stalki, bo tutaj poważne uszkodzenia po prostu widać na pierwszy rzut oka, a duża grubość materiału przy zaciskach daje odpowiednio duży margines bezpieczeństwa. Już samo to moim zdaniem równoważy potencjalną, choć minimalną szansę na przypadkową obcinkę w ogólnym rachunku plusów i minusów.

Inwestycja w kilka podstawowych narzędzi szybko się zwróci. Po złapaniu wprawy, własnoręcznie wykonane przypony okazują się nie tylko najtańsze, ale i najpewniejsze.

Do tego fluorocarbon jest materiałem przyjemnie sprężystym (Co przy holu szczupaków nie jest bez znaczenia.), szybko tonącym i odpornym na skutki starzenia się. Sprężystość fluorocarbonu ,w połączeniu z dużą wytrzymałością tego materiału w typowo szczupakowych średnicach, przekłada się również na bardzo dużą jego odporność na przeciążenia dynamiczne, które występują w trakcie rzucania ciężkimi zestawami. Do tego dochodzi kwestia ceny, która choć nie jest niska, pozostaje jednak na akceptowalnym poziomie. Materiał ten ma wiele plusów i jest zdecydowanie wart tych pieniędzy.

Przypony stalowe własnej roboty.

Największa wada fluorocarbonu wynika jednak ostatecznie z tego, że nie jest metariałem niemożliwym do przegryzienia. By zachować odpowiednią na to odporność, musimy stosować materiał dużej grubości, a więc i masy, i sztywności zarazem, a przy tym niepozbawiony pamięci kształtu. To dyskwalifikuje fluorocarbon jako uniwersalny szczupakowy materiał przyponowy, bo generalnie nie nadaje się on do lżejszych zestawów szczupakowych. Trudny do zastąpienia w ciężkich zestawach, na lekko roboty nie zrobi, gasząc i wypaczając pracę mniejszych przynęt. Ponownie – coś za coś.

Mój żelazny zestaw przyponów, czyli co trzeba mieć, skoro jednym przyponem się nie opędzimy?

Jadąc na typowy wypad spinningowy mam ze sobą zawsze dyżurny zestaw przyponów (większości własnej roboty), który umożliwia mi odnalezienie się w każdej szczupakowej sytuacji. W skład tego zestawu wchodzi:

Jeden portfel, który ogarnia wszystko…

  • Kilka przyponów do zestawów „na lekko/średnio” długości 40-50cm wykonanych z plecionek stalowych typu surfstrand 7×7 (ostatnio najczęściej z linki RAW49 od SG o wytrzymałości 10kg) głównie pod gumy, błystki wahadłowe, crankbaity i błystki wirowe.
  • Kilka przyponów z plecionki tytanowej o wytrzymałości 7-9kg pod podobne zastosowania do zestawów najdelikatniejszych i tych o nieco większym potencjale do plątania się. (ostatnio JMC, ale pojawili się już inni dystrybutorzy oferujący takie)
  • Kilka przyponów do nieco cięższych zestawów długości 40-50cm z linki typu surfstrand/surflon 7×7 o wytrzymałości około 18kg
  • Kilka przyponów z monodrutu tytanowego długości 30-40cm o wytrzymałościach 3-5kg, 10-12kg i 18-20kg do zestawów pod jerki, twitche i wirówki/cykady. (Mikado Jaws, Daiwa, tytanki UL z rynku chińskiego, choć ostatnio te najcieńsze zaczęły się pojawiać i u nas)
  • Kilka przyponów z fluorocarbonu grubości 0,90mm (ostatnio stosuję morski Shockleader Type F od Daiwy) o długości 50-70cm pod ciężkie zestawy
  • Kilka „okoniowych” przyponów wolframowych 2,5-5kg (od lat Stan-Mar…)

Przypony z monodrutu tytanowego. Lewy i środkowy wyrób własny. Z prawej Mikado Jaws do 18kg.

Taki zestaw ogarnia mi każdy potencjalny szczupakowy temat. Jest on też konsekwencją mojej opinii, że w kwestii przyponów szczupakowych jedno najlepsze rozwiązanie, po prostu nie istnieje. Są tylko rozwiązania optymalne dla zastosowanego zestawu, który wiąże się natomiast z typem stosowanych przynęt, stopniem aktywności ryb, ich preferencjami pokarmowymi w danym momencie i charakterystyką łowiska. Inny przypon sprawdzi się przy czterocalowej gumce, a inny przy 150-ciogramowym „kotlecie”. Inny sprawdzi się przy zwijanych swimbait’ach, a inny przy odjeżdżających na boki jerkach. Innego potrzebujemy w zarośniętym, pełnym zaczepów łowisku, a innego łowiąc szczupaki na lekko w opadzie nad położonym na siedmiu metrach płaskim blatem. Mój zestaw może się wydawać opasły, ale w rzeczywistości mieści się w jednym portfelu przyponowym wraz z przyponami sandaczowymi i okoniowymi. Nie jest tak źle.

Kolejne pytania i dylematy…

Jaka długość przyponu jest optymalna?

Nie ma tutaj jednej odpowiedzi. Generalnie uznaję jednak, że przypon im dłuższy, tym lepszy. W trakcie ataku szczupaka na przynętę może dojść do wielu sytuacji, które na pozór wydają się nam nieprawdopodobne. Drapieżnik potrafi zassać nawet spore wabiki zaskakująco głęboko. Przypony potrafią się w dziwne sposoby „składać” i zawijać. Ryba wykonując swoje zwyczajowe odejście po ataku, czy też młynkując w trakcie walki, potrafi owinąć sobie przypon wokół pyska, czy ciała. Potrafi się on zahaczyć o „nożyczki” w szczupaczym pysku czy jedną z płetw. W takich sytuacjach, bezpieczna z pozoru plecionka może trafić prosto w zęby szczupaka, a my możemy się pożegnać z rybą, przyponem i przynętą. Długość jednak ma znaczenie…

Ucinaczki i zaciskarka. Narzędzie niezbędne. Przydadzą się jeszcze zapalniczka i klej w typie superglue.

Niemniej długość przyponów ma swoje granice. Pierwszą rzeczą, która nam je wyznacza jest długość wędziska, którym się będziemy posługiwać. Przy krótkich kijach mierzących poniżej dwóch metrów, dedykowanych np. jerkowaniu czy twitchingowi, zwykle musimy się ograniczyć do okolic 40cm. Przy wędkach długich możemy poszaleć. Przypony mierzące 60-70cm nie są moim zdaniem żadną przesadą. Nie tylko lepiej chronią zestaw, ale też w przypadku spracowania się końcowego odcinka, można bezkarnie taki przypon trochę skrócić, zarobić końcówkę i używać go dalej.


Długość i grubość przyponów limituje nam też ich rosnąca wraz z ich wydłużaniem masa, która może mieć negatywny wpływ na pracę niewielkich wabików. Tutaj też dochodzimy do kolejnej kwestii kluczowej.

Dopasowanie przyponu do wabika i techniki.

Generalną zasadą, która powinna nami kierować w trakcie dobierania przyponu do zestawu jest taka, by wybrany przez nas przypon sprzyjał prawidłowej animacji naszych wabików, i jednocześnie, w jak najmniejszym stopniu negatywnie wpływał na ich pracę. Dodatkowo istotnym jest by przypon niwelował ilość potencjalych splątań tak w trakcie rzutu jak i animacji. Dlatego do niewielkich gum stosujemy cienkie i miękkie plecionki stalowe, tytanowe i wolframowe. Dlatego przy jerkach i woblerach twitchingowych genialnie sprawują się monodruty tytanowe. Dlatego przy cięższych zestawach możemy korzystać z zalet grubego fluorocarbonu. Koniec i kropka.

Każdy z opisanych rodzajów przyponów robi robotę, pod warunkiem stosowania w odpowiednich okolicznościach.

Do rozstrzygnięcia pozostaje nam jeszcze kwestia wpływu konkretnych rodzajów przyponu na ilość brań. Czy mniejsza „widzialność” szczupakowego fluorocarbonu gwarantuje nam większą ilość brań niż przy używaniu przyponów stalowych? Dlaczego czasem łowiąc szczupaki na jednej łodzi, na te same przynęty, na tych samych obciążeniach, tą samą techniką, jeden wędkarz ma zdecydowanie większą ilość brań niż drugi? Czy wpływ na to mogą mieć różne materiały przyponowe, których używają? Wreszcie, dlaczego podczas gdy ja łowię finezyjnym, delikatnym zestawem i wyniki mam danego dnia mizerne, kolega z łodzi leje mnie okrutnie łowiąc taką samą gumą, podczepioną do topornego, sztywnego i powykrzywianego przyponu? Sądzę, że wielu spośród nas wielokrotnie zadawało sobie takie i podobne pytania…
Tutaj również nie widzę jednoznacznych odpowiedzi. Założyć raczej należy, że dla szczupaków przypony są widoczne, tak jak i są widoczne dla nas. Pytanie jest takie, czy ryby te zdają sobie sprawę z tego z czym właściwie mają do czynienia i z czym może się to dla nich dalej wiązać? I tu odpowiedź brzmi, że raczej nie, bo gdyby tak było to nie łowilibyśmy ich prawie wogóle. Jeżeli zaś tak nie jest, to co powoduje takie dysproporcje w braniach na zestawy uzbrojone w różne przypony? Czy to tylko sprawa przypadku? Wielokrotnie przerabiałem sytuacje gdy więcej brań było na zestaw z fluorocarbonem, i równie wiele razy „łowniejsza” okazywała się stalka czy tytan. Rozmyślałem nad tym fenomenem wiele razy i uknułem sobie tutaj pewną teorię.

Fluorocarbon czy stalka? Oto jest pytanie. 😉

Wedle niej, w momencie gdy o decyzji drapieżnika o ataku na przynętę przesądzają niuanse (Czyli nie mówimy o sytuacji gdy szczupaki są w szale żerowania i biją wściekle we wszystko co się poruszy w zasięgu ich wzroku), motywem decydującym nie jest to czy przypon jest lepiej, czy gorzej widoczny dla szczupaka (choć w określonych wypadkach trudno całkowicie wykluczyć taki wpływ), lecz raczej to, jak wpływa on na akcję naszej przynęty.


Guma prowadzona na nierozciągliwej, i prostej stalce zachowuje się nieco inaczej niż zwijana na 70-cio centymetrowym, lekko pofalowanym fluorocarbonie. Podbijana na nim reaguje na ruch wędki nieco łagodniej i ospalej. Wpływa on na prędkość opadu na pauzach w prowadzeniu. Grubszy, cięższy, pofalowany przypon wprowadza w akcję przynęty pewne zakłócenia i zaburzenia rytmu, które w określonych, specyficznych warunkach mogą prowokować szczupaki do ataku. Analogicznie, przynęta prowadzona na nierozciągliwej, prostej stalce czy tytanie, będzie na nasze zabiegi animacyjne reagować inaczej. Wszelkie ruchy szczytówki przekazywane będą na nią ostrzej i precyzyjniej, co w innych okolicznościach może być dla naszego drapieżnika bardziej kuszące i trigerować go do uderzenia. Teoria ta nie podważa generalnych zasad doboru przyponu szczupakowego, bo należy rozpatrywać ją jako prawdopodobną w pewnych, specyficznych warunkach. Od generalnych reguł bowiem, zdarzają się wyjątki, które mogą je tylko potwierdzać. To proste. Dostarcz drapieżnikowi takiej przynęty, której zachowanie go w danym momencie sprowokuje. I sęk w tym, że nie zawsze jest to zachowanie, które przewidział dla tej przynęty jej projektant. Odstępstwa od normy bywają czasami bardzo kuszące.

Potrafi zassać i ma czym uciąć…

Takie podejście do sprawy mogłoby również jakoś wytłumaczyć przypadek naszego wrednego kolegi, który swoim topornym zestawem, ze stalką wziętą z blokady rowerowej, skopał nam tyłek, mimo stosowania przez nas finezyjnej i delikatnej plecionki tytanowej czy wolframowej. Czy jest tak w istocie? Nie wiem. To tylko teoria. Można ją odrzucić, można z nią polemizować, można wreszcie próbować ją weryfikować. Mówiąc krótko, skoro nasz sprawdzony, dopasowany, zgodny ze sztuką zestaw w danym momencie działa zdecydowanie gorzej niż zestaw kolegi, to może nie warto się obrażać na świat, tylko spróbować zastosować jego rozwiązania? Może jeżeli coś jest na pozór głupie, ale działa, to wcale nie jest głupie? Dla mnie ta kwestia jest otwarta…

W filmie między innymi kilka porad jak wykonać przypony własnej roboty…

Przed nami majówka. Sezon szczupakowy się zaczyna. Będzie czas na testy i przemyślenia. A ja tymczasem, życzę wszystkim Wam moi drodzy, którzy dobrnęliście do końca tego tekstu, atomowych brań i pięknych, walecznych ryb w tym sezonie. Niech się dzieje pozytywnie.

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning

Film poświęcony tematyce przyponów szczupakowych na moim kanale YouTube.

Zapraszam na premierę w piątek o 19.30.

Cenisz moją pracę? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning

Kolejny film na moim kanale YouTube

Zapraszam do oglądania. W tym odcinku robimy rozbiórkę multiplikatora. Mówię słów parę o czynnościach serwisowych i podaję dwa tipy na rozwiązanie problemów, które czasem występują w Kastking,ach Sharky. Miłego oglądania!

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning

Nowy film na moim kanale YouTube

Kochani! W materiale sporo mówię o tym jak czytać opisy kijów, o co chodzi z tymi modułami węgla, co wpływa na to, że różne kije zupełnie różnie się sprawują i dlaczego lepiej nie ufać bezkrytycznie producenckim opisom. Jeżeli znajdziecie tu pewne uproszczenia, bierzcie pod uwagę, że starałem się nagrać to tak, by było zrozumiałe, przyswajalne i przyjemne w odbiorze dla jak największej ilości osób.

WAŻNA SPRAWA! CASTING NA TESTOWANE WĘDKI W 2024 ROKU.
W komentarzach pod tym materiałem zachęcam do zgłaszania propozycji kijów z rynku polskiego, których testy chcielibyście zobaczyć na kanale w tym sezonie. Przeglądajcie katalogi, myślcie i zgłaszajcie. Po dwie wędki w kategoriach: okoniówka, szczupakówka, sandaczówka i ewentualnie „kije inne”.
Z uwagą i ciekawością przestudiuję wszystkie wpisy i w miarę możliwości postaram się brać na warsztat kije, które wzbudzają największe zainteresowanie.

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning/

O co chodzi z tym Ned Rig? (Czyli słów parę o przynętach, główkach, sprzęcie i technice)

Kiedy pada hasło „Sposób na leniwe okonie”, każdy ma jakiś swój pomysł. Sposobów na „leniwe okonie” wymyślono multum. Boczny trok, Drop Shot, Jig Rig, Cheburaszka, Carolina Rig, Texas Rig, Tokyo Rig i jeszcze parę by się znalazło. Wszystkie te metody prezentują w określonych okolicznościach dużą skuteczność. W zależności od tychże okoliczności, jedna okazuje się mniej, bądź bardziej skuteczna od innych. Jedną z nich jest też metoda nazywana Ned Rig, której chciałbym poświęcić dzisiaj kilka słów.

Kilka robali, kilka główek i można zaczynać zabawę…

Zacznijmy od tego skąd ten Ned Rig się wziął i przywędrował do nas. Jest to jedna z metod połowu wymyślona najprawdopodobniej na przełomie lat 50’ych i 60’ych jako jedna z finezyjnych metod połowu bassów w Środkowo-Zachodnich Stanach Zjednoczonych, w ramach czegoś szerszego co sami Amerykanie określili mianem „Midwest Finesse Fishing” (co moglibyśmy przetłumaczyć jako „Środkowo-Zachodnie Wędkarstwo Finezyjne”).

Metody te opracowywano w celu zwiększenia skuteczności połowów bassów różnych rodzajów w okresach ich mniejszej aktywności (ze szczególnym uwzględnieniem chłodnych pór roku). Zainteresowanych szczegółami powstawania tejże szkoły łowienia, nazwiskami jej przedstawicieli etc. odsyłam do ciekawego artykułu:

https://www.in-fisherman.com/editorial/history-of-midwest-finesse-fishing-and-the-socalled-ned-rig/375073

lub własnych poszukiwań dalszych informacji na ten temat (W samym artykule jest sporo ciekawych linków).

Wszystkie widoczne „Wormy” posiadają dodatnią pływalność

Co składa się na coś, co znamy pod określeniem Ned Rig? Tak jak w przypadku każdej metody składają się na nią: Przynęta, uzbrojenie, zestaw i prowadzenie.
Jako podstawowe przynęty do tej metody stosujemy miękkie wabiki o kształcie i rozmiarze sporych, raczej grubych i relatywnie sztywnych i niezbyt długich robaków. Powstały one pierwotnie w wyniku obcięcia/skrócenia standardowych wormów stosowanych do łowienia bassów. Obecnie przynęty te znamy pod określeniem „Senko Worm”. Można je też spotkać pod określeniem po prostu „Ned Worm”. Pożądaną cechą takich wabików jest ich dodatnia pływalność, stąd są to wabiki często wykonywane z materiałów typu TPR czy TPE. Z naszego rynku sprawdzają mi się w tych zastosowaniach Ned Wormy od Westin’a. Dobre robi też amerykański Z-Man. Spory wybór dobrej jakości wabików w przystępnych cenach jest też na rynku chińskim.

Dostępne u nas Ned Worm’y firmy Westin

Jako uzbrojenie tych robaków stosuje się charakterystyczne, spłaszczone, grzybkopodobne główki jigowe (Muschroom Head Jig). Oprócz charakterystycznego kształtu, główki tego typu wyróżniają się relatywnie niedużą masą. Wynika to z charakterystycznej dla tej metody, bardzo powolnej i oszczędnej animacji przynęty. Na naszym rynku wybór główek dedykowanych tej metodzie jest mocno ograniczony, a dostępne główki bywają albo drogie, albo dyskusyjnej jakości. Osobiście używam do tego łowienia dedykowanych tej metodzie główek firmy BKK, które są świetne jakościowo i jednocześnie jeszcze akceptowalne cenowo. W związku z brakiem ich dostępności u nas, kupuję je w nielicznych chińskich sklepach, które je oferują.

Główki Ned od BKK. U nas raczej trudno dostępne.

Jaki sprzęt nada się nam do takiego łowienia? W momencie, w którym zakładamy, że naszym celem obok okoni mogą być i sandacze, niegłupim wyborem będą dedykowane, lżejsze kije typu „Worm”, ale nie musimy od razu inwestować w nowe wędki, żeby zacząć przygodę z Ned Rig’iem. Nada nam się do tego też każda szybsza, średniej i większej mocy, dobra pod opad okoniówka. Jako linkę główną polecam plecionki niewielkiej średnicy. Osobiście używam do tego czterosplotowych linek YGK o mocy od 6 do 12lb z odpowiedniej grubości przyponami fluorocarbonowymi (choć raczej nie cieńszymi niż 0,16mm).

Jakość wykonania i ostrość bez zarzutu. BKK to marka, której raczej nie trzeba już reklamować.

Do omówienia pozostaje nam technika. Ta wymaga odrobiny spokoju i cierpliwości. Spora przynęta o dodatniej pływalności, uzbrojona lekką główką, powoli opada na dno. Gdy już to dno osiągnie, stosujemy animację bardzo oszczędną, powolną, wręcz ospałą. Raczej nie podbijamy gumy, ale co jakiś czas, delikatnie ją podciągamy i stosujemy długie pauzy pomiędzy tymi krókimi podciągnięciami. W czasie tych pauz, lekki, pływający worm, sam się pionizuje i delikatnie kolebie na boki, reagując na najdelikatniejsze poruszenia tak linki, jak i wody. Cienka plecionka i czuły kij są kluczowe do tego by nie tracić kontroli nad zestawem. Mimo tego, że po Ned Rig’a sięgamy w momentach, gdy ryby nie są zbyt chętne do żerowania i nie reagują na inne przynęty i techniki, brania bywają zaskakująco mocne i zdecydowane. Być może spory rozmiar „robala” sprawia, że gdy już ryba zdecyduje się go skosztować, nie bawi się w półśrodki i uderza tak by załatwić sprawę szybko. Wielkość robaków typu Senko, częstokroć zdaje się nie przeszkadzać nawet niewielkim rozmiarowo okoniom, które przed chwilą trącały jedynie niewielką gumkę, a w tłustego „Worma” walą bez ceregieli. Oczywistym jest, że podobnie jak w przypadku metody Drop Shot, Ned Rig nadaje się na wstępnie już rozpoznane miejsca bytowania ryb (Gdybyśmy mieli ich dopiero szukać, to w tym tempie, dnia by mogło zabraknąć…) i odwrotnie niż w Drop Shot’cie, Ned Rig nie nadaje się do łowienia na dużych głębokościach, na których to, po prostu, nie będziemy mieli szansy utrzymać kontroli nad zestawem.

Charakterystyczny kształt i niewielka masa

Wszystkich zainteresowanych tą metodą zachęcam do jej wypróbowania i własnych eksperymentów. W momencie gdy niewiele jest rzeczy, które działają, Ned Rig czasami okazuje się jedną z tych nielicznych, które potrafią dawać ryby. W odpowiednich okolicznościach potrafi okazywać się, po prostu, skuteczny.

Link pod którym można kupić główki typu Ned od BKK:

https://s.click.aliexpress.com/e/_DnON4hx

Linki do kilku przykładowych robaków w typie Senko na chińskich sklepach:

https://s.click.aliexpress.com/e/_DcQldWh

https://s.click.aliexpress.com/e/_DDqu65j

https://s.click.aliexpress.com/e/_DFIXLTb

https://s.click.aliexpress.com/e/_DCrQrmh

https://s.click.aliexpress.com/e/_DF6HqlL

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning/

Test wideo wędki PureLure Sharpen S6102M-XF już na moim kanale YouTube

Zapraszam do oglądania i wsparcia kanału.

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning/