YGK Egi-Metal – Czterosplotowa klasa sama w sobie.

Dlaczego budując stronę Tanispinning.pl postanowiłem opisać Wam wyniki moich testów użytkowych japońskiej, czterosplotowej plecionki, która w cieńszych średnicach kosztuje około 90 złotych? Ano dlatego, że w tej cenie, ta plecionka to moim zdaniem świetna okazja. Zainteresowani już za moment będą mieli okazję dowiedzieć się dlaczego tak uważam. Zapraszam do lektury.

YGK Egi-Metal…

YGK to japońska marka, której wyroby moim zdaniem spokojnie można pozycjonować w towarzystwie takich tuzów jak Sunline, Varivas, czy Momoi. Czterosplotowa plecionka Egi-Metal to jedna z tańszych pozycji w ofercie tego producenta. Za szpulkę tejże plecionki, o długości 150 metrów zapłacicie, w zależności od jej średnicy, od okolic 80 do 100 złotych (ceny wzięte z popularnego portalu aukcyjnego). Plecionka ta produkowana jest w grubościach od 0,4PE (8lb) do 1,0PE (18lb). Występuje ona w „morskim” ubarwieniu typu multicolor. Dziesięciometrowe odcinki barwione są na przemian kilkoma kolorami i oddzielone białymi znacznikami. Te ubarwienie i niewielkie produkowane średnice, mogą sugerować, że plecionkę opracowano z myślą o lekkich połowach morskich czy jak kto woli „light rockfishing’u”. W naszych realiach plecionka ta sprawdza się doskonale przy ultralekkich i lekkich połowach metodą opadu.

Morski multicolor

Pierwsze co rzuca się w oczy, po wzięciu tej linki do rąk, to realnie niewielkie „średnice” tego produktu. Egi-Metal nie odstaje tu znacząco od topowej konkurencji. Splot linki jest ciasny, nie ma tendencji do rozwarstwień, choć jego wyraźne zaznaczenie może sugerować, że linka do bezszelestnych należeć nie będzie. Multicolor jest raczej stonowany – barwy linki nie biją jaskrawością po oczach. Plecionkę wiąże się dobrze. W dotyku nie jest przesadnie miękka i lejąca się. Niektórym może się to nie podobać. Ja takie linki lubię. Nigdy nie zdarzyło mi się trafić tej linki z jakąkolwiek wadą splotu. Zawsze wyglądała perfekcyjnie, od pierwszego do ostatniego metra.

Plecionka jest bardzo cienka. Splot zwarty ale wyraźnie widoczny. Bezgłośnie nie będzie…

W użytkowaniu potwierdzają się obawy miłośników bezszelestnych plecionek. Czterosplotowa YGK Egi-Metal, wbrew zaklęciom niektórych marketingowców, zdecydowanie do bezszelestnych nie należy. Szum na przelotkach i rolce kabłąka jest wyraźny, chociaż miałem do czynienia z wieloma głośniejszymi linkami. Plecionka nie pije wody i jest bardzo mocna jak na swoje grubości. Niewielkie „średnice” zapewniają nam dalekie wyrzuty, doskonałe czucie przynęty i ułatwiają błyskawiczną reakcję na uderzenie drapieżnika. Najcieńsze modele są doskonałe do okoniowania. Te grubsze bez problemu ogarniają nam sandacza na lekko-średnio.

18lb Egi na górze. 22lb G-Soul Upgrade x8 na dole. Sznurek w środku to jakiś czas używany, 15lb Kastking Mega8 – przegrubiony ale i niedoszacowany – na dobrym węźle trzymał skubany ponad 8kg

Przy dłuższej eksploatacji Egi-Metal ujawnia swoje kolejne zalety. To, że oryginalne kolory blakną bardzo powoli, to akurat szczegół. Największą zaletą tej linki jest jej doskonała wytrzymałość na trudy eksploatacji i to, że nawet najcieńsze średnice bardzo dobrze trzymają początkowe parametry. Linka nie ma tendencji do strzępienia się, ani niespodziewanego trzaskania w połowie długości. Jest bardzo żywotna i po prostu niezawodna. Wędkarz wie na co ją stać, a ona go nie zaskakuje jakimiś wyskokami.  W skrajnych przypadkach, jedna szpulka cieniutkiej Egi-Metal potrafi nam eksploatacyjnie przeżyć dwie, albo trzy szpulki innych, przeznaczonych do ultralighta niteczek.

18lb Egi o niewielkim przebiegu. Kolory żywe choć nie biją po oczach.

Bo ta plecionka z całą pewnością nie jest najcichsza. Z pewnością są też na rynku produkty od niej jeszcze cieńsze. Ale ciężko znaleźć linkę w ultralekkiej kategorii wagowej tak mocną i trudną do zajeżdżenia jak ten produkt YGK. Dlatego mimo, że ciągle eksperymentuję, mimo, że zdarzały się linki, które przy pierwszym kontakcie robiły na mnie świetne wrażenie, to i tak na koniec wracam do niezawodnej Egi-Metal. To moja ulubiona linka do lżejszych połowów. W kontekście jej zalet, cena jaką trzeba zapłacić za 150 metrów tej plecionki, wydaje mi się bardzo uczciwą i sensowną ofertą.

Okoniowa niteczka 0.4PE w trakcie drugiego sezonu użytkowania. Kolory nieco wyblakły. Plecionka trzyma parametry i wiele jej ze szpuli nie ubyło. W swojej klasie to odporny i bardzo trwały produkt.

Następczynię wycofanej z produkcji Egi Metal kupicie u sprawdzonych sprzedawców. To ta sama linka pod zmienioną nazwą:

http://bityl.pl/TRZR0

http://bityl.pl/Zy6TW

Okuma Epixor XT – A miało być tak pięknie…

Kołowrotki Okumy przez lata stanowiły istotny procent mojego arsenału. Nie grzesząc szczególnym wyrafinowaniem czy kulturą pracy, oferowały jednak, za niewielkie pieniądze, zadowalającą trwałość i parametry użytkowe, czyniące z nich dość wdzięczne narzędzia połowu. Nowy Epixor XT miał wnieść do stajni Okumy nową jakość. W miejsce dotychczasowych konstrukcji, oferujących nam dzięki eliptycznej zębatce, krzyżowy i niezbyt elegancki nawój, Epixor XT otrzymał wreszcie system wolnej oscylacji szpuli. Co z tego wyszło? Zapraszam do lektury.

Epixor XT – Wizualnie ten młynek chyba nie może się nie podobać…

Jako pierwszy do mojej stajni zawitał mały, zgrabny i cholernie ładny Epixor XT-20. Pierwsze wrażenie było super. Wręcz nie mogłem się nim nacieszyć.  Dwuwarstwowy szkielet kołowrotka, który ma zagwarantować mu sztywność, ma nowoczesne, nieco kanciaste linie. Rotor, szpula, wszystko wygląda nowocześnie i po prostu bardzo dobrze. Kolory i szczególiki designu są efektowne. Pierwsze wrażenie psuje tylko to, że korbka nie jest wkręcana w korpus. Przetykany patent z wiecznie luzującą się kontrą/zakrętką to nie jest najlepsze rozwiązanie. Kołowrotek ma siedem łożysk kulkowych plus oporowe. Niewielka dwudziestka jest lekka. Waży niecałe 208 gramów. Całość po wyjęciu z pudełka miała minimalne tylko luzy, kręciła świetnie, a dźwięk zatrzaskiwania kabłąka w tym modelu przyprawia o pozytywne dreszcze. Fani hiphop’u powiedzieliby pewnie w tym momencie coś o tłustym bicie. Ja tylko powiem – to trzeba usłyszeć. Ten trzask brzmi jak zamykanie drzwi w drogiej furze. Bez krztyny przesady.

Dwuwarstwowy szkielet ma zapewniać sztywność konstrukcji i zadanie swoje spełnia…

W użytkowaniu ten niewielki młynek Okumy dostarczył mi wiele przyjemności. Mimo niewielkich rozmiarów konstrukcja tego kołowrotka sprawia wrażenie sztywnej i solidnej. System wolnej oscylacji szpuli działa w tym modelu świetnie. Nawój jest bez zarzutu. Epixorem można rzucać bardzo daleko i bez najmniejszych obaw o jakiekolwiek splątania. Hamulec walki jest dobrze dozowalny i działa bardzo dobrze. Przełożenie 5,0:1 jest idealne do okoniowych zastosowań. Co więcej, po dwóch sezonach użytkowania, kołowrotek chodzi niezmiennie świetnie. Przy cenie około 250 złotych mogłoby się wydawać, że to doskonała oferta. Takie też wrażenie odniosłem. Dokupiłem więc jeszcze jednego w rozmiarze 30 pod szczupaka na lekko. Jeden kolega kupił za moją namową dwudziestkę do okoniówki. Drugi zupełnie niezależnie, kupił czterdziestkę, pod średni uniwersał szczupakowo-sandaczowy. No i się zaczęło…

Nawój XT-20 – bez zarzutu. Odległości rzutowe są doskonałe.

Moja trzydziestka chodziła dobrze jakieś dwa-trzy miesiące, pomijając lekkie niedowijanie plecionki na dole szpuli. Po tym czasie pojawiło się ząbkowanie mechanizmu i cięższa praca przekładni. Rozkręciłem kołowrotek. W środku był suchy jak pieprz. Wyczyściłem i przesmarowałem. Jest lepiej, ale niestety już nie tak dobrze jak na początku – przekładnia delikatnie ząbkuje, niemniej i tak chodzi lepiej niż…

Trzydziestka nie dowija dołem… Szybko zaczęła ząbkować i ciężej chodzić.

Czterdziestka kolegi. Po kilku miesiącach zaczęła ząbkować. Zdecydował się wysłać ją na firmowy serwis. Z serwisu wróciła po „przesmarowaniu i skasowaniu luzów” – chodząc dużo gorzej niż przed wyjazdem na tenże serwis. Zużycie przekładni w nowym kołowrotku uznano za zwykłą rzecz eksploatacyjną i nie podlegającą „pięcioletniej gwarancji”. Dwudziestka kolegi po dwóch miesiącach zaliczyła awarię przekładni. Wyrok – serwis. Po serwisie szału brak… Żeby było jasne. Żaden z tych kołowrotków nie był przeciążany, zarzynany czy traktowany przy holach jak wyciągarka budowlana. Każdy był eksploatowany przez wędkarzy-spinningistów z wieloletnim doświadczeniem – zgodnie z jego przeznaczeniem. Wnioski?

Okuma Epixor XT z drugiego profilu. Design niezmiennie kozacki.

Okuma Epixor XT mógłby odnieść spory sukces rynkowy. Gdyby każdy chodził jak moje XT-20, jeśli nawet nie pozamiatałby konkurencji w segmencie, to byłby dla niej bolesnym cierniem we wrażliwym miejscu poniżej pleców. Niestety dla Okumy, mój kontakt z tym modelem nie ograniczył się do tego jednego egzemplarza. Świetnie znane są mi losy jeszcze trzech innych młynków z tej serii. I z doświadczeń tych niestety wynika, że trzy z czterech kołowrotków zawiodły po krótkiej, niezbyt intensywnej eksploatacji. Epixory po opuszczeniu fabryki okazują się regularnie pozbawione smaru w środku. Dokładność montażu i jakość kluczowych elementów mechanizmu może budzić wątpliwości. Do tego serwis Okumy w Polsce, który delikatnie mówiąc nie popisuje się. Czas wcześniej wysłałem im Ceymara na serwis po awarii korbki (Tak, okazuje się, że i takie cudo może się przydarzyć!) Na kołowrotek czekałem ponad pół roku (!). W końcu przysłali mi nowy i wyjaśniło się dlaczego tyle to trwało. Pierwszy im się zapodział. Tak skutecznie, że go nie znaleźli… Bez komentarza…

Epixory XT-20 i 30. Z tyłu Okuma Avenger B – tani, rzadki u nas, całkiem dobry.

Jeżeli więc, mimo to, są chętni na zakup Okumy Epixor XT to lojalnie uprzedzam – kupując ten młynek, musicie brać pod uwagę to, że trzeba go zaraz po zakupie obowiązkowo rozkręcać i smarować, bo najprawdopodobniej w środku macie pustynię Gobi w miniaturze. W sklepie poprosić o podanie sobie kilku i wybierać najlepiej chodzący i bez luzów (Ta zasada powinna Was obowiązywać, przy zakupie każdego kołowrotka). Przy odrobinie szczęścia traficie na egzemplarz tak udany jak moje XT-20 (Które niezmiennie uwielbiam, żeby to było jasne!). Eksploatując go, bierzcie pod uwagę, że mechanizm nie jest stworzony do ciężkiej harówki. Pacjenta trzeba traktować delikatnie. Dalsze wnioski wyciągnijcie sobie sami i decydujcie. Ja na razie w tej sytuacji podziękuję.

Chciałbym pochwalić nową konstrukcję Okumy. Mam sentyment do marki i bardzo lubię moje XT-20. Niestety, z szerszych doświadczeń jasno wynika, że jakość montażu i zastosowanych podzespołów jest wątpliwa… A szkoda!

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning/

Kastking Crixus Dark Star – budżetowy, niskoprofilowy multik dla opornych – Wnioski po roku eksploatacji

Chińsko-amerykański Kastking ma w swojej ofercie wiele modeli tanich multiplikatorów. Początkujący adept castingu może doznać lekkiego bólu głowy, próbując dociec, który z nich nadałby się dla niego na start. Rozwieję te wątpliwości od razu. Odpowiedź brzmi – Kastking Crixus Dark Star. Męczyłem takiego przez cały sezon i do tej pory jestem pod wrażeniem tego, jak fajny sprzęt można kupić, za tak śmieszne w sumie pieniądze. Ale po kolei…

Kastking Crixus Dark Star – Gladiator nie tylko z nazwy

Nasz prosty, ubogi gladiator przyjeżdża do nas opakowany jak rzymski patrycjusz. Świetne jakościowo pudełko. W środku kartonik i gąbka by multik nie latał w transporcie. Do tego instrukcja i schemat na kredzie i w pełnym kolorze. Opakowania  Kastkinga naprawdę robią wrażenie, stając nieco okoniem wobec proekologicznego minimalizmu.

Kastking przyzwyczaja nas do porządnych opakowań

Sam multiplikator jest bardzo ładny. Przeszło już ich trochę przez moje ręce i muszę przyznać, że ten tani Kastking wygląda na tle konkurencji po prostu dobrze. Design i kolorystyka Dark Star’a są bardzo przyjemne. Gumowo-piankowe knoby „golf style” są wygodne i praktyczne – nawet mokre nie ślizgają się. W serii tej występują też modele o białym (Glacier white) i jasno turkusowym kolorze (Sea spray). Mają one niższe przełożenie (6,5:1 do 7,2:1 Dark Star’a). Kiedyś były też uboższe o dwa łożyska kulkowe, ale producent dorzucił im je czas temu. Czarno-niebieski Dark Star, moim zdaniem, jest z nich trzech zdecydowanie najładniejszy.

Knoby są wygodne i praktyczne. Multik po prostu ładny.

Po wzięciu go w ręce pozytywne wrażenia nie słabną. Kompozytowy, niewielki niskoprofilowiec sprawia całkiem solidne wrażenie. Luzy są minimalne, całość na sucho chodzi całkiem dobrze. Po przykręceniu go do niezbyt ciężkiej wędki z wyrzutem ML-M leży w ręce kapitalnie. Sam przecież też nie jest ciężki. 206g to bardzo dobry wynik. Życie przeciętnego multiplikatora jednak to nie rewia mody, a zwykle ciężka harówka. Jak Kastking Crixus Dark Star radzi sobie z trudami codziennej eksploatacji?

Crixus to świetne uzupełnienie finezyjnego zestawu o CW oscylującym w zakresach ML-M

Multik pracował przez cały sezon w zakresie wyrzutowym 20-50g. Sporadycznie rzucał i zwijał też przynęty przekraczające lekko 60g. Obciążenia te znosił dobrze. Mechanizm nie wysyłał sygnałów, które świadczyłyby o tym, że dzieje mu się krzywda. Żadnych niepokojących odgłosów czy ząbkowania mechanizmu. Z małym wyjątkiem. Knoby, które w tym modelu są osadzone na tulejkach ślizgowych, wymagały przesmarowania po tym, jak zaczęły popiskiwać przy pracy. Po smarowaniu było już cicho.

Ceramiczny wodzik robi swoje. Multik dobrze układa plecionkę.

Multiplikator wyposażony jest w magnetyczny hamulec rzutowy. Hamulec ten działa doskonale. W zasadzie jest on konstrukcją, która u totalnego laika, może wytworzyć niebezpieczne przekonanie, że jest on już mistrzem castingu. Po ustawieniu hamulca rzutowego na wartość 7-8 i całkowitym poluzowaniu docisku szpuli, multik rzuca daleko, a brody nie występują. Oczywiście gdy operujemy przynętami w zakresie wagowym 20-50g. Gdy próbujemy schodzić z wagą przynęt w dół i sięgamy po takie, które będąc lekkie, jednocześnie generują spore opory powietrza, jak np. duże, lekkie obrotówki, wtedy oczywiście oddawanie odległych rzutów robi się bardziej wymagające technicznie. Niemniej, jeżeli użytkownik Crixusa nie będzie prowadził takich eksperymentów, to będzie miał wszelkie powody by uznać ten multik za sprzęt totalnie bezproblemowy w obsłudze.

Rzutowy hamulec magnetyczny działa świetnie.

Hamulec walki był, po piszczących knobach, drugim elementem multika, którego działanie wzbudziło we mnie na początku pewne niezadowolenie. Oparty na węglowych tarczach mechanizm dysponuje sporą siłą i nie przejawiał tendencji do zacięć, niemniej brakowało mi w nim lepszej dozowalności. Przejście pomiędzy „zbyt słabo” do „zbyt mocno” było bardzo krótkie. Piszę o tym w czasie przeszłym, bo po tym gdy rozebrałem hamulec i potraktowałem węglowe tarczki minimalną ilością odpowiedniej oliwki, hamulec zmienił się nie do poznania. Regulacja stała się dokładna i precyzyjna, a hamulec startuje płynnie i działa bardzo dobrze.

Producent upchnął cztery węglowe tarczki do hamulca walki. Po lekkiej korekcie całość pracuje bardzo dobrze.

Po roku eksploatacji Kastking Crixus Dark Star, trafił na stół operacyjny i został rozebrany. Po wyczyszczeniu wnętrza i umyciu w benzynie elementów przekładni nie stwierdziłem znaczących śladów zużycia.

Glut z fabrycznego smaru, trochę brudu, ale generalnie całkiem nieźle…

Zębatki wyglądały bardzo dobrze. Nie pojawiły się żadne dodatkowe luzy. Całość została przeze mnie przesmarowana i złożona do kupy. Po tym wszystkim multiplikator chodzi lepiej niż nowy, wyjęty z pudełka. Osobiście jestem z tego multika bardzo zadowolony. Dla mnie po prostu bomba!

Główna zębatka z mosiądzu. Stan po roku używania.

Kastking Crixus Dark Star kosztuje normalnie w okolicach 170-180 złotych. Za te pieniądze dostajecie całkiem solidny, ładny, świetnie rzucający, lekki i kapitalnie leżący w ręce (przynajmniej mojej) multiplikator, który ogarnie Wam średnie i ciut większe przynęty. Jest on wart każdej wydanej na niego złotówki. W tym roku przybył mu starszy brat czyli Crixus ArmorX Dark Star. Dostał dodatkowe łożyska w knoby i aluminiowy szkielet. Aktualnie go testuję. Wyniki za czas jakiś. Powiem tylko jedno – Na razie jest bardzo dobrze…

Kastking Crixus – Dobry sprzęt za niewielką kasę.

W tych sklepach m.in kupicie Kastking Crixus Dark Star i inne wersje z tej serii

https://s.click.aliexpress.com/e/_DE2OFG1

https://s.click.aliexpress.com/e/_Dm7DIit

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning/

Piscifun Honor XT – Budżetowy kołowrotek z Aliexpress o dużym przełożeniu

W zalewie różnych chińskich marek z jakim mamy do czynienia na Aliexpress, zdarzają się firmy, które wyróżniają się wyraźnie na plus. Piscifun jest bez wątpienia jedną z tych, która powinna wzbudzić nasze zainteresowanie, gdyż stosunek jakości do ceny, wielu ich produktów, jest bardzo korzystny.

Piscifun Honor XT

Sama nazwa Piscifun, o ewidentnie łacińsko-angielskim rodowodzie, u niektórych anglojęzycznych budzi na wstępie dość komiczne skojarzenia. Gdy jednak odłożymy na bok śmieszki i rozważania czy nazwa marki jest trafna czy nie, okazuje się, że w swojej ofercie Piscifun ma kilka produktów, które należy potraktować bardzo serio. Kołowrotek Honor XT jest zdecydowanie jednym z nich.

Aksamitny woreczek w zestawie. Szpuli zapasowej brak.

Na pierwszy rzut oka Honor wydaje się być bardzo podobny do znanego nam już Kastkinga Sharky III. Linia i dobór kolorystyki są bardzo zbliżone. Oba kołowrotki, zbudowano na kompozytowych korpusach i umieszczono na tej samej półce cenowej – wielkość 2000/3000 to koszt w okolicach 150 złotych. Oba mogą się pochwalić korbą wkręcaną w korpus, węglowymi podkładkami hamulca, aluminiową szpulą braid ready, czy pokaźną ilością łożysk wynoszącą 10+1. Podstawową różnicą w specyfikacji technicznej jest wysokie przełożenie konstrukcji Piscifun’a wynoszące od modelu w rozmiarze 2000 do 5000 dokładnie 6,2:1 (tylko naprawdę maleńki 1000 ma przełożenie 5,2:1). Tyle w kwestii podobieństw i różnic na papierze. A jak to wygląda w eksploatacji?

Szpula braid ready. Liczne wycięcia nadają jej sznytu i zmniejszają masę.

Przez moje ręce przeszły trzy egzemplarze kołowrotka Honor XT w rozmiarach 1000 i 2000. Miałem trochę czasu by się nad nimi pochylić, niemniej nie fundowałem im testu długodystansowego. Na krótkim dystansie odniosłem następujące wrażenia. Po pierwsze Piscifun Honor XT to kołowrotki sprawiające wrażenie dobrze złożonych z przyzwoitych podzespołów. Kołowrotki na starcie nie miały luzów i były nieźle nasmarowane. Wszystkie trzy chodziły bardzo dobrze, płynnie, nie wydawały żadnych niepokojących odgłosów i nie posiadały wad montażowych. Nawój plecionki był bardzo dobry. Niemniej młynek w rozmiarze 1000 nie tolerował, jak wiele innych, nawijania cieniutkiej plecionki pod sam rant szpuli. Swemu niezadowoleniu dawał wyraz brodami przy rzutach. Obniżenie wysokości nawoju o jakieś 1,5 milimetra całkowicie wyeliminowało ten problem. Hamulec chodził płynnie i był dobrze dozowalny. W zasadzie, nie było się do czego przyczepić.

Do jakości nawoju można się czepiać tylko przy przy dużej ilości złej woli

Modele w rozmiarze 2000 mają przełożenie 6,2:1 i są rzeczywiście szybkie. Niewielkie 2000 na jeden obrót korby zwija 78cm plecionki. Wysokie przełożenie czuć na korbie przy łowieniu przynętami stawiającymi większy opór w wodzie, jak np. większe obrotówki, ale jest to wrażenie podobne jak u kilku innych kołowrotków o takim przełożeniu, które miałem w rękach. Osobiście preferuję wolniejsze młynki i dlatego Honor’y XT nie zagościły na dłużej w mojej stajni, w przeciwieństwie do kilku Kastking Sharky III. Nie twierdzę jednak, że Sharky jest od Honor’a lepszy. Piscifun’y zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie, a w sieci jest sporo opinii chwalących ich trwałość w perspektywie dłuższego użytkowania. Po prostu, „wolniejsze” Kastkingi bardziej mi pasują. I tyle w tym temacie.

Z której strony by nie patrzył, Piscifun Honor XT to całkiem ładny młynek

Na moje oko, jeżeli ktoś szuka budżetowego kołowrotka o większym przełożeniu, to kupując młynek Piscifun Honor XT, powinien mieć powody do zadowolenia. To bardzo przyzwoite młynki za relatywnie małe pieniądze.

Sprawdzone sklepy gdzie kupicie Piscifun Honor XT

https://s.click.aliexpress.com/e/_9QpW0R

https://s.click.aliexpress.com/e/_Adrub5

https://s.click.aliexpress.com/e/_A677aR

Jaxon Symbian HX Supra Spin 2,26m 1-9g – Świetny Ajing dla ubogich

Jaxon’owską serię Symbian HX Supra Spin przedstawiłem już, pisząc o modelu 3-15g. Czas na moją ulubioną wędkę z tej rodziny czyli model 2,26m 1-9g. Wędkę, która jest ze mną niezmiennie od kilku lat i którą łowienie dostarcza mi niezmiennie wielkiej przyjemności. Kapitalna uniwersalność tego kija sprawia, że w przypadku gdy ilość możliwych do zabrania ze sobą wędek jest mocno ograniczona, niepozorny Jaxon regularnie znajduje miejsce w moim wędkarskim bagażu.

Supra Spin wygląda skromnie i niepozornie. Uważajcie. Pod tą maską kryje się niezły zawodnik.

Symbian w wersji 1-9g technicznie jest kijem bardzo podobnym do swego starszego brata. Tak jak i on jest tubularem, zrobionym na blanku opartym o węgiel o modułach 30T i 36T. Kij jest identycznie uzbrojony. Przelotki są dobrej jakości, choć to nie Fuji i są dobrze rozmieszczone i zamontowane. Uchwyt to klon SKSS bez insertu. Dolnik wykończono minimalistycznie pianką EVA, która jest dobrej jakości.  Całość jest skromna, poręczna, lekka (93g) i działa jak na wędkę za nieco ponad 200 złotych po prostu rewelacyjnie.

1-9g? Kij może trochę więcej. Jest mocniejszy niż wygląda.

Blank tej wędki ma akcję typu Fast. Można dodać, że z tych ciut wolniejszych fastów, ale na pewno jeszcze nie medium-fast.  Część szczytowa jest wrażliwa i kij dość chętnie pod obciążeniem gnie się mniej więcej do 1/3 swojej długości. Kolejne fazy płynnego ugięcia ujrzymy wraz z wyraźnym wzrostem masy holowanej ryby. Już na pierwszy rzut oka można ocenić, że Supra Spin to nie byle okoniowa witka, gnącą się pod palczakiem aż do dolnika. Kij ma silny kręgosłup i nie boi się dużych przyłowów, a zarazem jest dość w szczycie spolegliwy i elastyczny by zbyt często nie gubić drobniejszych okoni.

Klon SKSS bez insertu. Dolnik jest dość długi.

Charakterystyka tego blanku jest naprawdę świetna. To bardzo zacny mix czułości, szybkości i elastyczności. Z jednej strony pozwala bez pudła wcinać mniejsze sandacze i dostatecznie dynamicznie podbijać trzycalową gumę na sześcio-siedmiogramowej główce, z drugiej jest kapitalny do łowienia w toni na niewielkie cykady, wahadełka, wirówki czy twitchingowe woblery. Wreszcie rewelacyjnie sprawdza się przy drop shot’cie i bocznym troku. Dołem kij pracuje już od okolic 2-3g. Górą można go lekko przeciążać.  Rewelacyjnie łowi się nim tak w nurcie jak i na wodzie stojącej. Kij, który w jeziorze czy kanale umożliwia świetną zabawę z okoniami czy niewielkimi sandaczami łowionymi na lekko, za chwilę okazuje się doskonałą kosą na rzeczne klenie i jazie. Precyzyjnie i daleko katapultuje kleniowo-jaziowe robactwo, nie przeszkadza tym rybom w zasysaniu łakoci i pewnie trzyma je w trakcie holu. Blanki tego typu często są oznaczane przez innych producentów określeniem Ajing i służą do ultralekkich połowów w morzu.

Uzbrojenie zdecydowanie daje radę, choć to nie Fuji.

W warunkach naszego śródlądzia taka wędka to bardzo udany uniwersał do lekkich połowów, pozwalający skutecznie łowić bardzo szerokim arsenałem przynęt.  Jaxona z innymi Ajingami łączy również często występujący u nich relatywnie długi dolnik. Dolnik ten, jakby nie wpływał korzystnie na wyważenie kija, w przypadku niektórych okoniowych zastosowań jest nieco zbyt długi, co można potraktować jako niewielki minus tej wędki.

Wrażliwa szczytówka z jednej, silny kręgosłup z drugiej strony. Ten kij jest czuły, ale nie boi się sporych przyłowów.

Jako kolejne minusy możemy uznać brak insertu w klonie SKSS’a i niedoróbkę techniczną, która wyszła w moim egzemplarzu. Dość szybko, pomiędzy materiałem uchwytu, a pianką EVA pojawiła się u mnie szpara. Co ciekawe od paru lat, nie ma ona tendencji do powiększania się. Wygląda, że elementy zostały ze sobą źle spasowane i na skutek naprężeń klej się poddał i puścił w tym miejscu. Gdy naprężenia zniknęły reszta się trzyma. W związku z tym, że nie przeszkadzało mi to w żaden sposób w łowieniu, machnąłem ostatecznie na to ręką. Nie wygląda to na wadę typową serii, która ogólnie wykonana jest przecież całkiem porządnie, niemniej fakt odnotować trzeba.

Wada mojego egzemplarza. Szpara pojawiła się szybko i od paru lat wygląda tak samo. Nie chciało mi się tego reklamować. Nie przeszkadza, a kij robi świetną robotę, niemniej miło by było, gdyby się takie rzeczy Jaxon’owi nie przydarzały.

Mimo tych minusów, Jaxon Symbian HX Supra Spin oceniam jako kij wyjątkowo udany. To narzędzie które umożliwia łowić bardzo skutecznie i dostarcza przy tym dużo przyjemności łowcy. Kij, był przez dłuższy czas użytkowany przeze mnie bardzo intensywnie i wiele przeżył, i poza felerną szparą na uchwycie, wciąż ma się świetnie. W cenie, w której jest oferowany na rynku, to naprawdę dobry zakup.

Kuying Battle Song BSS652ML 1,95m 5-18g – Nowy, ostry zawodnik w oktagonie

Battle Song w całej okazałości

Chińska marka Kuying, która coraz śmielej ze swoimi wędziskami wkracza na rynki europejskie i amerykańskie, wypuściła w tym roku na rynek nową serię spinningów i castingów. Seria ta skrywa się pod bardzo chińską, poetycką nazwą Battle Song (Pieśń Bitewna) i plasuje się w ofercie Kuyinga gdzieś w środku pomiędzy tańszą serią Rainforest, a topową serią Conqueror. Standardowa cena Battle Song’ów oscyluje w okolicach 350 złotych. Czy warto wydać na chińską szpadę takie pieniądze? Zapraszam do lektury.

Marka Kuying coraz powszechniej kojarzona jest z dobrymi produktami – ten kij to zdecydowanie jeden z nich

Pierwsze wrażenie bywa istotne. W przypadku nowej serii Kuyinga jest ono bardzo dobre. Kij który tutaj przedstawię to Battle Song w wersji spinningowej oznaczony BSS 652 ML. Ma on 1,95m długości i waży 102g. Producent  określił optymalny wyrzut tego kija na zakres 5-18g. Nowy Kuying wykończony jest bardzo dobrze. Blank w słońcu mieni się odcieniami ciemnego turkusu. Wygląda to świetnie i nietuzinkowo. Z tym komponują się czarne omotki, elegancki korkowy chwyt i srebrne napisy. Wykończenie jest bardzo dobre.

Nietuzinkowy kolor, klasowe komponenty, świetne wykonanie…

Przelotki to Fazlite’y od Fuji w ilości siedmiu sztuk i zamontowane są równo. Nie ma śladu nadlewek lakieru, tak powszechnych w tańszych nieco Tetonach. Podobnie jak w Tetonach nie zawadziłaby jedna przelotka więcej. Uchwyt to VSS Fuji. Korek dolnika wygląda nieźle. Całość może się bardzo podobać.

Dobre uzbrojenie

Po wzięciu Battle Song’a do ręki poziom pozytywnych odczuć wzrasta. Kij jest lekki jak piórko, świetnie wyważony i genialnie leży w ręce. Blank przy wstępnych oględzinach ocenić można jako bardzo szybki, jadowicie cięty i ze sporym zapasem mocy. Szczerze? Dawno tak bardzo nie mogłem się doczekać testów nad wodą.

VSS od Fuji – tu nie ma prawa nic się luzować. Chwyt leży w ręce genialnie.

Kij nad wodą nie zawiódł moich nadziei. Blank ładuje się od okolic siedmiu gramów i miota przynęty celnie i bardzo daleko. W okolicach trzydziestu gramów dochodzimy do granic komfortu rzutowego. Niemniej zapas mocy w blanku pozwalał mi nie tylko na w miarę pewne rzucanie tak dużym woblerem twitchingowym jak trzydziestogramowa Kanata, ale też na odpowiednio dynamiczne jej prowadzenie. W tym ostatnim pomaga niezbyt długi, poręczny dolnik. Kij okazuje się genialnym narzędziem do szczupakowego twitchingu, ale równie świetnie sprawdzi się w roli przeznaczonej do opadu sandaczówki. Pięć gramów plus smukłe trzy cale już pozwalają na skuteczne łowienie tą techniką. Nie ma też problemu z dynamicznym podbijaniem czterocalowej gumy na dwudziestogramowej główce. Dla tej wersji Battle Song’a to bułka z masłem.

Wykończenie zgrabnego, nie za długiego dolnika. Kijem tym ogólnie operuje się z czystą przyjemnością. Lekkość, wyważenie i poręczność są świetne.

Kij jest nie tylko bardzo szybki, ale i czuły. Transmisja drgań jest świetna. Perfekcyjnie wcina ryby i dobrze je trzyma. A wszystko to, tu się powtarzam z rozmysłem, przy masie kija 102 gramy i doskonałej ergonomii. Battle Song to jeden z takich kijów, których po wzięciu do ręki, nie chcemy z tej ręki wypuścić. Operując nim, mamy wrażenie obcowania ze sprzętem, który kosztuje ze dwa razy tyle, albo i lepiej. To po prostu świetna wędka. Łowienie nią to czysta przyjemność.

Blank jest bardzo szybki. Sprawdzi się przy sandaczowaniu. Pod większym obciążeniem gnie się płynnie, ale i pokazuje silny kręgosłup. Bez obaw. W mojej opinii jest dostatecznie elastyczny do szczupakowego twitchingu i ogólnie do tematu „szczupak na lekko-średnio”

Podsumowując. W tłumie ostrych zawodników spinningowego MMA pojawia się nowa twarz. Kuying Battle Song ma wszelkie predyspozycje by ostro namieszać w swojej kategorii cenowej. Ten twardziel jest bardzo szybki i szybkość ta połączona z odpowiednią czułością i elastycznością pozwalają bez pudła wcinać i holować waleczne drapieżniki. W rękach doświadczonego spinningisty, będzie to bardzo niebezpieczna i finezyjna broń. Ten kij na pewno zostanie u mnie na dłużej. Projektując ją i wypuszczając na rynek, Kuying zrobił kawał dobrej roboty.

Sprawdzone sklepy gdzie kupicie Kuying Battle Song:

https://s.click.aliexpress.com/e/_dYSOLdN

https://s.click.aliexpress.com/e/_dWumGyX

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning/

Kastking Sharky III – Szlagier z Aliexpress po roku eksploatacji

Kupienie przyzwoitego, niedrogiego kołowrotka w tych czasach nie jest łatwe. Producenci, nawet ci o wyrobionych markach  od D do S, traktują budżetowy segment rynku jak pole do zasypania jednorazowym chłamem. Nawet, jeżeli pojawiają się ciekawsze konstrukcje, to porażający rozrzut w jakości montażu uniemożliwia wystawienie jakiemukolwiek sprzętowi jednoznacznie dobrej opinii. Bo cóż z tego, że jeden młynek z serii chodzi nam rewelacyjnie, gdy drugi taki, zakupiony niedługo po nim, ma od nowości dyskwalifikujące luzy, stuka, puka, a po otwarciu okazuje się, że ten co go tak genialnie złożył, zapomniał w dodatku użyć smaru i przekładnie są suche jak pieprz. Gdyby to jeszcze dotyczyło kołowrotków kosztujących poniżej stówki, to by sobie człowiek powiedział: Za co zapłaciłeś to i masz. Niestety. Tego typu dyskwalifikujące niedoróby pojawiają się regularnie w młynkach za 400, 500 czy 600 złotych. To nie powinno tak wyglądać. To nie jest w porządku, że dopiero co wyjęty z pudełka kołowrotek za pół tysia nadaje się jedynie do odesłania go na reklamację.

Kastking Sharky III

Może dlatego właśnie w moich poszukiwaniach niedrogich, a sensownych młynków zainteresowałem się kołowrotkami z Aliexpress. Kupując, z pewną taką nieśmiałością, pierwszy młynek z Chin, czyli Kastkinga Sharky III w rozmiarze 4000, pomyślałem jednak, że płacąc 180 złotych za kołowrotek w tym rozmiarze, z jedenastoma łożyskami, na węglowym uszczelnionym hamulcu i z nadwymiarowymi bebechami jakoś zniosę to ryzyko. Co więcej. Nie mogąc się doczekać od pół roku, powrotu z serwisu mojego kołowrotka marki O. Oraz mając świeżo w pamięci przeboje z serwisem marki P oraz R. stwierdziłem, że chwilowo mam głęboko w poważaniu te gwarancje i serwisy, i wolę zaryzykować.  I w ten oto sposób, po dwóch tygodniach podróży, czarno-czerwony Kastking Sharky III wpadł w moje ręce.

Ładny kołowrotek w świetnym opakowaniu

Marka Kastking na naszym rodzimym rynku nie istnieje. Na Aliexpress jest jednak jedną z tych rozpoznawalnych i nastawionych na ekspansję na rynek amerykański. Swoją siedzibę ma zresztą właśnie w USA. Na pierwszy rzut oka w Sharky’m III nie ma się do czego przyczepić.  A w zasadzie to mało powiedziane, bo wrażenie jest rewelacyjne. Opakowanie wbija w glebę. Sugeruje, że mamy do czynienia z wyrobem z segmentu Premium. Sam kołowrotek też wygląda świetnie. Design jest nowoczesny, kolory efektowne, materiały wyglądają w porządku. Korbka kołowrotka jest wkręcana w korpus – tak jak to powinno wyglądać w porządnym młynku. Szpula „braid ready”, jest aluminiowa i pojemna. Ozdobno-odciążające wycięcia w niej nawiązują kształtem do płetwy rekina i zarazem do stylizacji drogich kołowrotków uznanego producenta. W zestawie niestety brak szpuli zapasowej.

Schemat i instrukcja. Gruby kredowy papier w pełnym kolorze. Konkurencja wygląda przy tym skromnie.

Kołowrotek w rozmiarze 4000 wygląda gabarytowo dokładnie jak 40’ka Okumy i jak na swoją wielkość nie waży specjalnie dużo – 289g. Kastking Sharky III na start nie miał praktycznie żadnych luzów ani na korbie, ani na rotorze. Po krótkim użytkowaniu, gdy smary w mechanizmie rozeszły się gdzie trzeba, kręcił wręcz rewelacyjnie, a nawój na szpuli wyglądał bez zarzutu. Producent siłę hamowania określił na 15kg w rozmiarach kołowrotka od 1000 do 3000 i na 18kg w rozmiarach 4000 i 5000. Nie sprawdzałem tego, ale wartości te w kołowrotkach tej wielkości, o korpusach z kompozytu wyglądają na przesadzone. Niemniej sam hamulec i jego pracę oceniam na bardzo dobrą. Wszystko chodzi płynnie i precyzyjnie, a siły hamowania nie brakuje.

Otwory w szpuli… Kształt znajomy…

Od początkowego wrażenia ważniejsze jednak są doświadczenia wynikające z eksploatacji danego sprzętu przez dłuższy czas. Kastking Sharky III nie miał u mnie lekkiego życia. Przez rok sumiennie tyrał u mnie kręcąc na przemian za szczupakami i sandaczami. Ciągnął gumy od kilkunastu do sporadycznie pięćdziesięciu gramów. Zwijał duże wirówki i cykady. Pracował przy jerkach i wahadłach. Przez ten czas ani razu nie był otwierany. Był czochrany tak, jak go fabryka stworzyła, prosto po wyjęciu z pudła. Po tymże roku, nie zauważyłem żadnych negatywnych zmian w pracy tego młynka. Zawzięty Chińczyk zniósł to wszystko dzielnie jak mnich z Shaolin i do dzisiaj nie wykazuje żadnych oznak zajeżdżenia. Zwija dobrze, nie wydaje niepokojących odgłosów, rzuca bez bród, hamulec chodzi świetnie. W przeciwieństwie do kilku innych maszynek kupionych na naszym rynku, które u mnie i u znajomych nie dotrwały do końca sezonu.

Nawój jest OK

Kastking Sharky III to dobry sprzęt budżetowy. Kupując go pamiętajmy o tym i nie zakładajmy, że za takie pieniądze dostaniemy cudo, bo cudów w budżetowym segmencie rynku nie ma. Przed napisaniem tego tekstu przez moje ręce przeszło osiem sztuk tego kołowrotka w rozmiarach od 1000 do 4000. Pięć po wyjęciu z pudła chodziło jak opisywany egzemplarz. W trzech występowały niewielkie luzy, bądź kultura pracy mechanizmu była gorsza – choć patrząc na półkę cenową nie dyskwalifikująca. Nie natknąłem się na egzemplarz krytycznie wadliwy, choć pojawiają się opinie w sieci, że niektórym pechowcom się takie zdarzyły. Pojawiają się głosy o niższej jakości aktualnie składanych kołowrotków, względem wcześniejszych serii produkcyjnych – osobiście tego nie zaobserwowałem. Co mogę potwierdzić, to to, że w aktualnie sprzedawanych Sharky’ch III, producent z nieznanych mi przyczyn zastąpił łożysko w rolce kabłąka tuleją ślizgową, i dodał jedno łożysko do mechanizmów wewnętrznych kołowrotka. Wymiana tej tulejki na odpowiednie łożysko to operacja zajmująca pięć minut, ale mimo to, ten ruch producenta uważam za delikatnie mówiąc głupi. Wiele osób odczuwa lęk przed odkręceniem nawet jednej śrubki i zniechęca się takimi głupotami. A do Kastkinga Sharky III zniechęcać się moim zdaniem nie należy.

Wygląda dobrze. Pracuje też dobrze. Kosztuje niewiele.

Za niewielkie pieniądze dostajemy całkiem mocny, dobrze wyglądający i działający sprzęt warty na naszym rynku przynajmniej dwa razy tyle. Na tę chwilę w mojej stajni mam cztery takie kołowrotki i bardzo je lubię. Wszystkie robią dobrą robotę.

Sprawdzone sklepy gdzie można kupić Kastking Sharky III:

https://s.click.aliexpress.com/e/_DdtO9Wl

https://s.click.aliexpress.com/e/_DBXKs0H

https://s.click.aliexpress.com/e/_dVO2Don

https://s.click.aliexpress.com/e/_DlEAFTP

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning/

Kuying Teton TTS-642UL 1,92m 1-4g – Chiński celebryta

Jeśli ktoś interesuje się współczesnym sprzętem spinningowym w stopniu chociaż ciut większym niż ci, którzy kupią to co pan w wędkarskim wciśnie do łapy i powie – Bierz pan, to jest zajebiste. – to nie wyobrażam sobie, że nie spotkali się z nazwą Kuying Teton.

Niewielka rzeka. Dobre miejsce na zabawy z Tetonem.

Te kije produkowane przez chińską markę Kuying zyskały sobie renomę niedrogich, świetnie wykonanych i dobrze uzbrojonych wędek do spinningu i castingu w zakresie wyrzutowym od XUL przez UL do L (czyli od super ultra lekkich do lekkich). W zależności od wersji Tetony mają CW od 1-3g przez 1-4g do 2-10g w wersji najmocniejszej. Blanki wszystkich wersji zrobione są z wysokomodułowego  carbonu 46T od japońskiego potentata jakim jest Toray.

Kuying Teton TTS-642UL – domeną całej serii jest łowienie na lekko

Kije po całości zbrojone są w Fuji. Tak przelotki jak i uchwyty kołowrotków. W większości modeli spinningowych za uchwyt robi SKSS. W Tetonie TTS-642UL, który jest bohaterem tego testu, Chińczycy zamontowali TVS’a – dlatego go kupiłem.

Fuji TVS – jeden z moich ulubionych uchwytów kołowrotka

Przelotek na blanku jest tylko siedem. W UL’ach z tej półki i w tej długości można by się spodziewać jednej więcej. Kuying jednak tak w tym, jak i w innych modelach swoich wędek, z przelotkami obchodzi się dość oszczędnie. Czy w spinningach czy w castach daje ich mniej niż konkurencja.

Siedem, równo zamontowanych przelotek Fuji. Konkurencja w tej półce daje zwykle jedną więcej, przy tej długości wędki.

Na pierwszy rzut oka, ten Teton się po prostu podoba. Smukły, delikatny, szorstki w dotyku przez wyraźnie wyczuwalne pod palcami uzwojenie carbonu blank, mieni się przy chwycie odcieniami ciemnej, głębokiej czerwieni. Pewien minimalizm w wykończeniu tego kija ujmuje. Wędka jest po prostu ładna i wysmakowana w formie.

Blank w dolnej części mieni się odcieniami głębokiej czerwieni, ciesząc oko

Przy bliższych oględzinach wychodzą pewne niedoróby. Przelotki co prawda wklejone są równo, niemniej ilość lakieru na omotkach to miejscami gruba przesada. Miałem w ręku trzy egzemplarze tego kija i w każdym było tak samo, więc ultra esteci wędkarscy mogą sobie w tym miejscu raczej darować dalszą lekturę i zająć się czymś innym. Ci, których interesują parametry użytkowe kija, proszeni są o dalszą uwagę. Kij w tej wersji jest lekki jak piórko (65g), a jego ergonomii nic nie można zarzucić. Po prostu bajka.

Ilość lakieru na niektórych omotkach jest zdecydowanie za duża. W tej cenie nie powinno to tak wyglądać.

Jak tym się łowi i do czego to się nadaje? Blank to delikatny medium-fast, przepięknie gnący się pod obciążeniem w parabolę i mający dość mocy w dolniku, by poradzić sobie z całkiem sporymi przyłowami.  Kija używałem z przynętami o wadze od 1,5 do 6g. Kij w tym zakresie pracował bez zastrzeżeń. Blank ładował się doskonale i miotał półtoragramowe wabiki na  bardziej niż zadowalające odległości. Kij jest jak na parabolika zadowalająco czuły i pięknie trzyma ryby. Podsumowując, to całkiem dobry  kij w typie Trout – w naszych warunkach jego żywiołem będzie łowienie okoni w toni wodnej na jaskółki, nieduże wirówki czy cykadki, lub najmniejsze woblerki typu twitch. Używany w ten sposób pozwala łowić skutecznie i z dużą dozą przyjemności. Porównując go do dwóch innych wędek z tego segmentu, ale z naszego rynku, to Teton jest ciut szybszy niż mikadowskie Katsudo Slim do 7g, ale wolniejszy niż Mistrall Lexus Ultra Spin 0,5-6g. Z tej trójki wydaje się być najbardziej finezyjny, co nie zmienia faktu, że i Katsudo, i Lexus to również świetne kije za nieduże pieniądze. Różnice tkwią w szczegółach, ale to temat na inny czas.

Medium-Fast, już pod niewielkim obciążeniem zaczyna pięknie pracować. Niemniej zapas mocy w dolniku nie pozostawi nas bezbronnymi w zmaganiach z potencjalnym przyłowem.

Czy chiński celebryta, do którego wzdycha tak wielu wędkarzy zasługuje na te wszystkie ochy i achy? Moim zdaniem to dobry i ciekawy kij, ale nie ma co popadać w przesadę. Cena tego kija oscyluje ostatnio w okolicach 290-300 złotych. Dostajemy za to świetny blank uzbrojony w Fuji. Uzbrojenie to mogłoby być w tej cenie jednak bardziej staranne, a dodatkowa przelotka na blanku by nie zawadziła. Na naszym rynku możemy ciut taniej kupić użytkowo zbliżone kije. Może nie będą uzbrojone w Fuji, ale za to będą miały gwarancję na miejscu. Warte to przemyślenia w delikatnych UL’ach, których żywot bywa kruchy. Na rynku chińskim, Teton ma również silną konkurencję, która u nas jeszcze nie jest tak popularna, a którą wkrótce Wam opiszę. Też świetne blanki i też na Fuji – a trochę taniej i lepiej jeśli idzie o wykończenie.  

Charakterystyczne dla serii Teton wykończenie dolnika wielokolorowym korkiem, w modelu TTS-642UL, ma formę minimalistyczną.

Jak dla mnie, jak się komuś ten kij podoba i Fuji potrzebne do szczęścia, to można Kuyinga brać i czerpać przyjemność z łowienia tym całkiem wdzięcznym kijem. Zwłaszcza gdy szukamy wędki z opcją VSS lub TVS, bo Kuying ma obie w ofercie.  Niemniej w przedziale między 200 a 300 złotych, jest na rynku jeszcze paru świetnych zawodników, którzy użytkowo wcale od niego mocno nie odstają. Reszta – rzecz gustu.

Sprawdzone sklepy gdzie można kupić Tetona:

https://s.click.aliexpress.com/e/_d7CPe7D

https://s.click.aliexpress.com/e/_dZSUw1N

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę… https://buycoffee.to/cykadaspinning/

Jaxon Symbian HX Supra Spin 2,25m 3-15g – Najlepsza seria Jaxona ostatnich lat

Jaxon Symbian HX Supra Spin 3-15g do niedawna topowy. Teraz pojawiła się Altezza…

Wielu wędkarzy ma swoje ulubione firmy wędkarskie i takie, na widok loga których, spluwają z pogardą. Jaxon to dystrybutor, który ma chyba jedną z największych grup antyfanów i hejterów w odmętach wędkarskiego internetu. Ja uprzedzeń nie mam i wiem, że w ofercie każdej firmy można znaleźć padło jakich mało, jak i prawdziwe skarby. Dlatego śmieszą mnie komentarze „forumowych mędrców wędkarskich”, którzy piszą najpierw, że sprzęt jednej firmy to ostatnie badziewie, a za chwilę polecają jakieś barachło innego dystrybutora. Przedstawię Wam kij, który powinien zmienić podejście wielu do wyrobów Jaxona. Za okolice 260 złotych, dostaniecie u nich świetny, cholernie uniwersalny kij. Szybki, czuły, bardzo lekki, mający zapas mocy w dolniku i nieliczne wady. Bo Supra Spin to naprawdę dobre wędki za niewielkie pieniądze.

Klon SKSS. Insertu brak.

Symbian HX Supra Spin 2,25m 3-15g to wędka o minimalistycznym designie. Smukły blank w czarnym kolorze ma niewiele zdobień. Minimalistycznie wygląda również chwyt – kopia SKSS’a bez insertu. Blank Jaxona swym lekkim uzbrojeniem i stopniem zbieżności, sugeruje szybkiego, lekkiego zawodnika z mocnym kręgosłupem i takim też jest w istocie. Kij jest szybki, jadowicie cięty, ale nie jest w żadnym wypadku zbyt sztywny. Dołem miota od okolic 4g. Górą możemy go obciążać przynętami sięgającymi 25g wagi. Kij jest bardzo lekki (95g), nienajgorzej wyważony, brak mu w mojej opinii jednak insertu w chwycie. Pozbawiony go klon SKSS, potrafi po dłuższym łowieniu przynętami z górnego zakresu realnego CW kija, dać się we znaki dłoni wędkarza. Ogólnie użyte podzespoły oceniam na przyzwoitej jakości. Dobrze robią swoją robotę. Niedoróbek poważnych nie stwierdziłem. Gdzieniegdzie ilość lakieru na omotkach mogłaby być mniejsza.

Przelotki są OK…

Materiał blanku wg producenta to carbon 30T i 36T. Charakterystyka tego blanku może naprawdę przypaść do gustu. Ogarnie łowienie gumami w opadzie, drop shot’a, cykady, wirówki czy finezyjne bujanie się wahadełkiem. Damy tym radę i potwitchować. Jeden kij – sporo możliwości.

Przelotki zamontowano równiutko. Szkoda, że nie Fuji. Te można znaleźć na Altezza’ch, ale to zupełnie inne blanki…

Szybki blank ma ciętą, elastyczną i wrażliwą szczytówkę, ale trzeba niemałej rybki by wykorzystać potencjał drzemiący w dolniku tej wędki. Kij może się na pozór wydawać delikatny, ale jeśli sami nie zafundujemy mu jakiejś traumy pourazowej, nie powinien zawieść. To naprawdę dobre blanki. Świetnie sprawdzą się tak przy szczupaku jak i sandaczu na lekko. Przez jakiś czas kij ten służył mi też jako rzeczny uniwersał. Łowiłem nim klenie i bolenie w nurcie. Wywiązywał się z tych zadań całkiem nieźle. Tam oczywiście, gdzie wystarczała jego długość.

Fast gnie się ładnie pod obciążeniem. Ilość mocy w dolniku jest duża.

Nie bójcie się tej serii Jaxon’a. Za okolice 260 złotych dostaniecie kawał nowoczesnej, dobrze uzbrojonej wędki, która nieraz Was pozytywnie zaskoczy. Miałem okazję porównywać tego Jaxona na łowisku z damowskim Microflexem o tej samej kategorii CW. Uwierzcie mi, że niepozorny, tańszy Jaxon nie dał popularnemu i lubianemu u nas Microflexowi, żadnych szans. Pod względem czułości i pracy blanku wciągnął DAM’a nosem. Mimo, że niedawno sprzedałem tę wędkę, ciągle uważam ją za świetną i, uwierzcie, mocno musiałem walczyć ze sobą by nie zostawić jej sobie w arsenale do odwołania. Tak się zresztą stało z jej młodszym bratem czyli Symbianem Supra Spin w wersji 2,26m 1-9g. Myślałem czy by też go nie sprzedać, ale ostatecznie zadecydowałem, że kij ten będzie miał u mnie dożywocie. To już jednak temat na zupełnie nową historię.

Maximum kija w minimalnej formie i niedużych pieniądzach. Supra Spin wart jest każdej wydanej na niego złotówki.

Mikado Specialized Swimbait Cast 1,98m 7-24g – Dla tych którzy chcieliby zakochać się w castingu ale się boją

Tak wygląda to w materiałach producenta…

Seria Specialized od Mikado znika powoli z rynku. Niektóre modele są już niedostępne. Inne jeszcze jednak można kupić bez problemu. Jednym z nich jest Swimbait Cast, jednoskład występujący w dwóch długościach: 1,83m i 1,98m. Wędkę w dłuższej wersji kupiłem szukając kija, który obsłużyłby mi przynęty od 12g do 35-40g. Od razu założyłem, że Mikado tradycyjnie będzie niedoszacowane, więc spodziewałem się, że ten model ogarnie mi to idealnie. Myliłem się. Nie doceniłem Mikado. Jak bym nie próbował, kij za cholerę nie chciał pracować w dolnym zakresie wyrzutowym, budząc we mnie coraz większą frustrację. Podsumowując – kij na samym wstępie wkurzył mnie niemiłosiernie.

Na początku wkurzył. Potem było już tylko lepiej. Uchwyt Fuji z dwiema nakrętkami. Nakrętka dociskowa i kontra – to nie ma prawa się luzować.

Potem jednak, gdy powiesiłem na nim już wszelkie możliwe psy, poszedłem po rozum do głowy i zacząłem go testować nie pod kątem tego co mi pasuje, a pod kątem tego, co pasuje jemu. Gdy do tego doszedłem, zakochałem się w tym patyku. Za niecałe 200 złotych, które trzeba wyłożyć za ten kij, dostaniecie lekki, poręczny, świetnie wyważony, przyzwoicie uzbrojony sprzęt, który z wdziękiem i bez wysiłku miotnie i poprowadzi dowolne przynęty w zakresie wagowym od okolic 20g do tych przekraczających lekko 50g. 15 centymetrowy Cannibal na 10g główce lata z niego jak z armaty, a kij zgrany z nie za dużym, niskoprofilowym multiplikatorem, daje taką frajdę przy rzucaniu, że nie chce się go wypuszczać z rąk. W poprzednim sezonie zdradziłem dla niego moje castingowe Shimano Technium, które regularnie było przeze mnie zaniedbywane, na rzecz taniego Mikado.

Każdy element dobrej jakości. Całość wykończona ze smakiem.

Blank Swimbait Cast’a jest całkiem szybki, ale pod obciążeniem pięknie się ugina i trzyma zapiętą rybę. W zasadzie nie pamiętam by z tego kija spadł mi jakikolwiek szczupak w zeszłym sezonie.

Fast. Pod obciążeniem pięknie zaczyna pracować.

. Kij jest dostatecznie czuły, uzbrojony w niezłe przelotki, zaś uchwyt Fuji i kształt dolnika, zapewniają rewelacyjną ergonomię.

Przelotki zamontowane równo i schludnie.

Użyte podzespoły i jakość wykończenia są dobre. Nie ma się do czego przyczepić.

Same przelotki są OK.

To doskonały kij do nauki castingu i sprzęt dający dużo radochy w codziennej eksploatacji dzięki swojej uniwersalności. Gumy? Lżejsze Jerki? Woblery twitchingowe? Wahadłówki, albo duże obrotówki? Proszę bardzo. Ten patyk daje radę. Wady? Poza opisem CW przystającym do rzeczywistości jak Donald Trump do określenia „Mąż Stanu”, żadnych wad w tym kiju nie zauważyłem. Pamiętając oczywiście, że mówimy o wędce za niecałe dwie stówy. Znam oczywiście lepsze wędki od niej, ale w tej cenie ciężko jednak takie znaleźć. No i pamiętajmy – to jednoskład. Nie wiem czy na luzie wejdzie do Pandy czy Micry. Lepiej sprawdzić przed zakupem.