Zacząłem dłubać w temacie tanich wklejanek okoniowych. Takich do 150zł. Czas na produkt Kongera w tym segmencie. Przed Wami model Vistar. Zobaczmy cóż to za zwierz…
Zwierz opisany został na zakres od 1 do 7g, ale wygląda na mocniejszego typa. Kij mierzy 215cm. Bardzo długa wklejana szczytówka ma co prawda 0,70mm średnicy przy przelotce szczytowej, ale przy dolniku solidny blank mierzy już 9,60mm. Zdecydowanie nie mamy tu do czynienia z finezyjną witeczką.
Blank uzbrojono w 9 przelotek. Chińskie no name’y wyglądają jeszcze jako tako, ale ich montaż zdecydowanie nie wzbudza entuzjazmu. Przelotki myszkują lekkim wężykiem po blanku ale to tylko początek pełnego obrazu. Jego dopełnieniem są wielkie buły z lakieru, którymi pokryte są omotki. Konger Vistar jest kijem tanim, i w sposób dobitny nam o swojej taniości przypomina.
Dolnik jest krótki i uzbrojony w klon VSS’a i gripy z pianki EVA. Jest wygodnie i wygląda to całkiem ok. Tutaj nie za bardzo jest się do czego czepiać.
Całość nie wygląda lekko i lekka też nie jest. Wędka waży 105,8g. Wartości te pokrywają się z deklaracjami producenta. Czas na sprawdzenie realnych charakterystyk użytkowych tego kija nad wodą.
Konger Vistar Jig UL to wędka o akcji typu Fast. Oglądając zdjęcia ugięć zwróćcie uwagę na dużą długość dość spolegliwej wklejki, dość płynne mimo wszystko ugięcie i mocny dolnik.
TESTY UGIĘCIA:
Ergonomia kija wypada przeciętnie. Chwyt jest co prawda wygodny, ale wyważenie kija zdecydowanie kuleje. Wędka zauważalnie ciąży ku przodowi co w połączeniu ze sporą jak na UL’a masą ogranicza znacząco frajdę płynącą z delikatnej dłubaniny.
Realne CW jest oczywiście niedoszacowane. Jakiekolwiek zabawy z tym kijem sugeruję zaczynać od przynęt, których masa przekracza granicę 2g. Górą do okolic 12g mamy jeszcze pełną dynamikę jeśli idzie o animację i zacięcie. Mocny, pałowaty nieco blank, zachęca by go jeszcze przeciążać i spokojnie obsłuży rzutowo jeszcze więcej, ale długa, dość spolegliwa wklejka, wyznacza nam jasne granice swoich możliwości.
Jak to pracuje? Jak polski, budżetowy, standard wklejankowy. Dość miękki top typu solid sparowany z mocnym, pałowatym blankiem, może bez finezji i polotu ale jakoś robi swoją robotę. Wędka dość pewnie wcina ryby i nieźle je trzyma. Wklejka pokazuje brania jak powinna. Niebrzydkie jak na kij tego typu ugięcie, daje nam tu pewne profity. Zasięgi rzutowe są przyzwoite. Czułość całości dość przeciętna, ale źle nie jest. Da się tym łowić dość skutecznie, o ile tylko umiejętności nie zabraknie. Wędka obsłuży nam nie tylko okoniowe przynęty miękkie, ale ogarnie okoniowe żelastwo w typie cykad, wirówek czy wirujących ogonków – takich do masy 5-6g.
Konger Vistar Jig UL to tania oferta skierowana do mniej wymagających użytkowników. Kuleje tu jakość wykonania i wyważenie. Finezyjność nie kuleje bo nie ma jej tutaj w ogóle. Niemniej mimo tych niedostatków, kij umożliwia dość skuteczne łowienie okoni i pracuje przy tym całkiem poprawnie. Na tle innych kijów z segmentu Vistar nie błyszczy, ale tragedii też nie ma. Znajdziemy wędki lepsze, ale we wprawnych rękach i ten Konger swoją robotę zrobi. Więcej rozwodzić się tu nie będę, bo niespecjalnie jest nad czym. Ot koniec i kropka.
Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning
Wędki marki Solum weszły dość śmiało na nasz rynek. Na popularnych forach internetowych wywołały też sporo emocji. Zadziwiająco sporo, zważywszy na fakt, że wielu dyskutantów zaciekle o nich rozprawiało, nie mając z nimi wcześniej jakiegokolwiek kontaktu. Cóż… Mi zwykle szkoda czasu i życia na takie dysputy. Wędki obejrzałem sobie uważnie na Rybomanii i zaliczyłem merytoryczną rozmowę z przedstawicielem marki na stoisku. Kije zrobiły na mnie też pozytywne wrażenie wstępne. Wrażenie na tyle pozytywne, że kwestią czasu było kiedy, któryś z nich wyląduje u mnie na testach. W końcu to nastąpiło.
Solum RS w wersji 2-10g sprawia bardzo przyjemne pierwsze wrażenie. Smukły blank tego delikatnego tubulara wykonany został wedle producentów z carbonów 24T i 30T oraz ma umiarkowaną zbieżność. Delikatna część szczytowa przy przelotce na topie ma zaledwie 1,10mm średnicy. Przy dolniku suwmiarka pokazuje nam 7,90mm.
Kij uzbrojono w chińskie ringi typu SiC (9 sztuk). Nie postawiono tutaj na żadną znaną markę. Ringi jednak jak na No name’y wyglądają bardzo dobrze, rozmiary są dobrane adekwatnie do mocy kija, zaś do jakości montażu w testowanym egzemplarzu przyczepić się nie można. Rozmieszczenie ringów na blanku i wykonanie omotek nie budzi żadnych zastrzeżeń.
Dolnik wykończono minimalistycznie. Znajdziemy tutaj szkieletowy uchwyt kołowrotka z carbonowym insertem i niewielki grip na końcu dolnika wykonany z pianki EVA i zakończony stopką z mielonego korka.
Całość jest przyjemnie lekka. Producent obiecuje nam, że wędka będzie ważyła 80g i ze swoich obietnic wywiązuje się z niewielkim zapasem. Waga elektroniczna pokazała mi 78,6g Kij może się też po prostu spodobać. Stonowany design i dobry poziom wykonania całości zachęcają do zabrania delikwenta nad wodę. Czas na wrażenia użytkowe…
Zacznijmy od kwestii ergonomicznych. Nad kwestią szkieletowca z insertem rozwodzić się nie trzeba. W tak lekkim kiju i przy tak lekkich wabikach, uchwyt tego typu zrobi swoją robotę. Uwagę trzeba jednak zwrócić na optymalną w mojej opinii długość dolnika i świetne wyważenie tego patyka. Operuje się tym bardzo przyjemnie.
Jak prezentuje się akcja tego kija? Producent zapowiada nam akcję typu Regular Fast i w zasadzie, po przyjrzeniu się zdjęciom ugięć należy te deklaracje uznać za trafione, choć do typowego Fasta wiele tu nie brakuje.
TESTY UGIĘCIA:
Jak pracuje ta wędka? Tu jest o czym poopowiadać bo kij ma bardzo przyjemną charakterystykę pracy. Mamy tu połączenie relatywnie delikatnej, finezyjnej części szczytowej, która jednak nie jest pozbawiona odrobiny mięsa, z bardzo przyjemnie progresywnym, dynamicznym blankiem, w którego dolniku znajdziemy adekwatny zapas mocy. Całość pracuje liniowo i spójnie. Wędka ta z jednej strony pozwala obsługiwać bezproblemowo relatywnie lekkie i niewielkie wabiki, z drugiej zaś, jest bardzo przyjemnie cięta i ma zapas w przypadku trafienia solidnego przyłowu. Wędka jest przyjemnie szybka, zaś charakterystyki jej pracy, czynią z niej zgodnie z obietnicami producenta bardzo uniwersalne narzędzie do łowienia okoni, choć nie tylko nich… Osobiście nie obawiałbym się wybrać z tym kijem również na klenio-jazie na niewielkiej rzece, albo na pstrągi.
Bo pod rybą kij pracuje świetnie. Gnie się progresywnie pod zmieniającymi się dynamicznie obciążeniami i doskonale trzyma nawet niewielkie ryby. Za ten aspekt należy ten kij mocno pochwalić.
Do tego dochodzi nam jeszcze kwestia tego jak kij ten się ładuje i jak rzuca, a i w tej dziedzinie zdecydowanie nie ma się on czego wstydzić. Zasięgi rzutowe jak na kij tej długości i o takiej mocy, są zdecydowanie lepsze niż tylko zadowalające. Wędka pewnie i daleko katapultuje nam obsługiwane wabiki. Przy spokojnej i oszczędnej technice rzutowej osiągamy w tym wypadku bardzo przyjemne rezultaty.
Nim skupimy się na szczegółach tego do jakich przynęt kij ten się nadaje, przyjrzyjmy się jego realnemu CW. Producent określił je nam na zakres od 2 do 10g. Opis ten jest w zasadzie dokładny. By być precyzyjnym trzeba stwierdzić, że dołem, przy odpowiednio cienkich linkach, okolice 2g masy wabika są jak najbardziej realne. Górą deklarowane 10g również pokrywa się z realiami, zwłaszcza jeśli idzie o przynęty generujące mniejsze opory w wodzie w stylu okoniowych gum. W przypadku przynęt stawiających większy opór, jak na przykład wirujące ogony o masie 10g, mamy jednak poczucie, że wędka ta osiąga już swoje ekstrema. Balansujemy tam już ewidentnie na granicy komfortu. Jeszcze się da, ale z tyłu głowy pojawia nam się już myśl o czymś odrobinkę mocniejszym w topie, zwłaszcza gdy jesteśmy zmuszeni łowić głębiej.
Kij jeśli idzie o obsługiwane przynęty okazuje się narzędziem uniwersalnym. Świetnie ogarnie nam wszelkie okoniowe żelastwo w typie cykad, wirówek czy wirujących ogonków. Poradzi sobie również z niewielkimi woblerkami typu crank. Osobiście nie widziałbym też przeciwwskazań by szarpać nim mniejszymi okoniowymi twitchami czy przynętami powierzchniowymi – takimi do okolic 6-7g.
Jak Solum RS sprawdzi się przy łowieniu na gumy? To akurat zależy, bowiem tutaj ma on swoje wyraźne plusy ale też i pojawiają się nam i pewne minusy. Przy płytszym łowieniu w toni, na przynęty w typie lekko obciążonych gumek i jaskółek kij ten, jak można podejrzewać, sprawuje się bardzo dobrze. Komfort jednak tracimy wraz ze wzrostem głębokości i bardziej anemicznymi braniami ryb. To sprawa niby normalna i oczywista, ale w tym wypadku następuje to nieco szybciej niż byśmy chcieli, rozochoceni pozytywnymi charakterystykami użytkowymi tej wędki. O co może chodzić?
Solum RS nie jest po prostu kijem elektrycznym. Czułość tej wędki prezentuje się na poziomie przyzwoitym, ale na ekstremalne doznania sugeruję tutaj nie liczyć. Połowimy tym kijem przyjemnie i skutecznie, ale wyrywania z butów i kopania prądem po prostu nie będzie.
Czas na parę słów podsumowania. Wiedząc kto za marką Solum stoi, można oczekiwać wędek przemyślanych i dopracowanych pod kątem użytkowym. Testowany model z serii RS taką wędką zdecydowanie jest. Ten kij to połączenie bardzo przyjemnego i udanego blanku, który stanowi o jego sile, z niedrogim, ale sensownym użytkowo uzbrojeniem. Kij nie cierpi przy tym na niedoróbki techniczne czy niedostatki w kwestii ergonomii. Zapewnia za to swojemu użytkownikowi spory potencjał uniwersalności w naszych warunkach wędkarskich, i daje dużo czystej przyjemności z łowienia. Testując ostatnio rozmaite wklejanki powoli chyba zaczynałem zapominać ile frajdy może dać nad wodą sensownie zrobiony, finezyjny tubular, a może dać jej sporo…
Wędka ta kosztuje normalnie nieco ponad 400zł. W promocjach można ją wyrwać taniej. Nawet w momencie pisania tego tekstu na jednym ze sklepów widziałem go za 360zł. W tym budżecie Solum to kij zdecydowanie wart rozważenia. Na tle konkurencji z segmentu ten kij się moim zdaniem po prostu broni. Reszta zaś, to kwestia osobistych preferencji i potrzeb potencjalnych nabywców. Jak zawsze.
Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning
Król sprzętów budżetowych, czyli Jaxon, wypuścił w tym roku nową serię spinningową, nazwaną XT-ONE. Serię szeroką, zbrojoną w ringi Fuji i charakterystyczne, jasnoszare piankowe gripy. Kije te zwróciły na siebie moją uwagę w trakcie tegorocznej Rybomanii. Wyglądały obiecująco w swojej kategorii budżetowej. Teraz jestem już po testach jednego z tych kijów i zapraszam do zapoznania się z ich wynikami.
XT-ONE na pierwszy rzut oka wygląda nieźle. Design jest spójny, a czy się spodoba czy nie, to już kwestia indywidualna. Wędka przyjeżdża do nas w skromnym, typowym dla Jaxona pokrowcu, ale sam kij wygląda jednak lepiej niż kosztuje. A kosztuje niewiele. Obracamy się bowiem w półce cenowej w okolicach 150zł.
Kij mierzy 210cm. Przy przelotce szczytowej, krótka wklejana szczytówka ma 0,90mm średnicy. Przy dolniku kij mierzy 9mm. Zbieżność całości jest dość umiarkowana. Blank wykonano z carbonów 24T i 30T.
Kij uzbrojono w 8 podstawowych przelotek Fuji „O”. Montaż wygląda nieźle – adekwatnie do półki cenowej kija. Jeden z ringów zalicza delikatny odskok. Ilość lakieru miejscami ciut przyduża. Niemniej tragedii nie ma. Wygląda to przyzwoicie.
Wędka wedle producenta powinna ważyć 88g. Deklaracje pokrywają się z rzeczywistością. Waga elektroniczna pokazała 88,4g. Całkiem nieźle…
Krótki dolnik to klon szkieletowca od Fuji. Używany jest w wielu wędkach Jaxona. Sprawuje się dobrze. Nie został wyposażony w żadną formę insertu. Grip wykonano z charakterystycznej, jasnej pianki EVA. Wygląda ona sympatycznie, niemniej, niepokoić może to, jak będzie się ona prezentowała po dłuższej eksploatacji. Czas na wrażenia z użytkowania.
Zacznijmy od kwestii ergonomii. Szkieletowiec jak to szkieletowiec. Brak insertu będzie niektórym przeszkadzał. Tutaj dalej się nie ma nad czym rozwodzić. Krótki dolnik jest poręczny. Niestety już na wstępie ujawnia się wada tego kija. Wędka zdecydowanie nie jest wyważona optymalnie. Kij zauważalnie ciąży ku przodowi, przez co wydaje się cięższa niż jest w istocie. Szkoda.
Jak prezentuje się akcja tego kija? XT-ONE jest szybki. Określiłbym go jako Fast z tych naprawdę szybkich Fastów. Zdjęcia ugięć powiedzą zresztą w tym temacie wszystko.
TESTY UGIĘCIA:
Realne CW kija jest ewidentnie niedoszacowane. Kij dołem nabiera sensu od okolic 2,5-3g całkowitej masy wabika. Górą ogarnia na spokojnie przynęty ważące jeszcze okolice 14-15g.
Jak to pracuje? Cóż… W tym wypadku muszę przyznać, że po prostu świetnie. W kontekście ceny można by powiedzieć, że wręcz rewelacyjnie. Omówmy sobie ten konstrukt krok po kroku…
XT-ONE w opisywanej wersji to pełnoprawna wklejanka typu Hard Solid. Wklejana szczytówka jest bardzo krótka i sztywna. W połączeniu z szybkim, mocnym i jednocześnie zadowalająco progresywnym blankiem prezentuje ładne, płynne ugięcia i bardzo udaną charakterystykę użytkową. Kij jest cięty i dynamiczny. Dobrze ładuje przynęty i daleko nimi rzuca. Wędka pewnie wcina ryby, odpowiednio pracuje pod rybą, dobrze ją trzyma i ma bardzo słuszny zapas mocy w dolniku. Zapewnia nam też bardzo szerokie możliwości jeśli idzie o poprawną obsługę rozmaitych typów wabików.
W trakcie testów przerobiłem tym kijem całe spektrum okoniowych wabików. Od gum po woblery twitchingowe. Jaxon dawał sobie radę z nimi wszystkimi. Przy twitchingu spokojnie szarpał jeszcze woblerami w typie Megabass Oneten Jr. mierzącymi 98mm. Ogarniał cykady, wirówki i wirujące ogony. Doskonale animował gumy w różnych rozmiarach. Poczynając od dwucalowych drobiazgów, a na smukłych czterech calach kończąc. Jako kij opadowy sprawował się bardzo dobrze, z jednym zastrzeżeniem – szczytówka typu Hard Solid, jest tutaj naprawdę sztywna. Kij lepiej sprawdzi się przy nieco agresywniejszym jigowaniu, niż przy powolnym szuraniu najlżejszymi wabikami, niemniej, nawet w tej ostatniej dziedzinie, kij okazuje się bardziej użyteczny niż można by się spodziewać. Dlaczego?
Bo Jaxon okazuje się kijem zaskakująco czułym. Chciałoby się powiedzieć, że transmisja drgań w tej wędce jest bardzo dobra jak na tę półkę cenową, ale byłoby to dla tej wędki określenie nieco krzywdzące. XT-ONE jest po prostu kijkiem bardzo przyjemnie czułym, który pod tym względem spokojnie może stawać w szranki z wędkami trzykrotnie droższymi od siebie. Łowiąc tym kijem wielokrotnie byłem w stanie wyczuć w dolniku delikatne trącenia wabika, których w żaden sposób nie można było zaobserwować na wklejce. Duże i bardzo przyjemne zaskoczenie.
Cóż mogę powiedzieć w podsumowaniu… XT-ONE od Jaxona to po pierwsze kawał bardzo przyjemnego blanku, który w swoim budżecie (przypominam – 150zł) oferuje nam bardzo dużo i udowadnia, że magiczne miliony PSI czy dziesiątki T wcale nie muszą nam niczego gwarantować. Skromne 24T i 30T okazuje się w tym przypadku szybkie, uniwersalne i bardzo czułe. Aż szkoda, że kij ten nie został dopracowany pod kątem wyważenia. Psuje ono nieco ogólną przyjemność z posługiwania się tą wędką i sprawia, że subiektywnie kij wydaje się być cięższy niż jest w istocie. Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że wędka ta bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i w jej półce cenowej oceniam ją jako jedną z najciekawszych (jeśli nie najciekawszą obecnie) propozycji jakie miałem w ręku. I to nie tylko w kategorii nieco mocniejszych kijów okoniowych, ale też sprzętu, który świetnie sprawdzi się przy najlżejszym łowieniu sandaczy. Gdyby ten kij odpowiednio wyważyć, wyposażyć w insert i zamiast relatywnie ciężkich Fuji „O” dać np. DKK w tytanowych ramkach, to… A nic… Co ja tam będę Jaxonowi podpowiadał… 😉
Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning
Seria Jaws zajmuje pozycję gdzieś w środku mikadowskiego portfolio, z aspiracjami bycia tuż za ichnią czołówką. Kije na żywo wyglądają nieźle, a na papierze również interesująco, choć nie silą się na kuszenie najwyższymi modułami węgla i topowym uzbrojeniem. Dzięki kolejnej uprzejmości ze strony mojego widza/czytelnika z Litwy – Evaldasa, dostałem okazję potestowania jednego z tych kijów. Co z tego wynikło? Zapraszam do lektury.
Light Game potrafi „na wjazd” zrobić niezłe wrażenie. Przyjeżdża do nas w porządnym, neoprenowym pokrowcu, co nie jest wcale u nas normą. Po wyjęciu go ze środka ukazuje się nam smukły, blank o niewielkiej zbieżności (Mierzona średnica wklejanej szczytówki przy przelotce szczytowej 0,75mm. Średnica dolnika to 7,68mm, wykonano go, wedle informacji producenta, z carbonu 36T.
Całość uzbrojono w 8 przelotek DKK w tytanowych ramkach oraz uchwyt zbliżony kształtem do VSS’a o bardzo estetycznym, „carbonowym” finiszu. Krótki dolnik zdobią minimalistyczne gripy z pianki EVA. Całość utrzymana jest w oszczędnej, charakterystycznej dla całej serii stylistyce. Jakość montażu jest ok. W tym budżecie nie widzę poważnych powodów by się tutaj do czegoś przyczepiać. Wygląda to spójnie i dobrze.
Całość przyjemnie leży w ręce. Jest relatywnie lekka i nieźle wyważona. Wędka waży realnie 73,2g. Deklaracje producenta pokrywają się tu z rzeczywistością. Przy tych parametrach kija i cenie, ta waga to w sumie też całkiem dobry wynik.
Jak prezentuje się akcja tego kija? Producent napisał nam w katalogu o delikatnym i progresywnym Fast’cie. Gdy przyjrzymy się zdjęciom ugięć trzeba zwrócić uwagę, że szybkość kija zahacza o pogranicze Fast i Medium Fast. Zwraca uwagę również spora spolegliwość krótkiej wklejanej szczytówki, która w zestawieniu z resztą blanku objawia się dobrze widocznym w całym spektrum ugięć przesztywnieniem blanku w miejscu ich łączenia.
TESTY UGIĘCIA:
Jak całość działa? Cóż… Działanie tego konstruktu jest prostą wypadkową jego parametrów konstrukcyjnych. Realne CW górą pozwala lekko przekroczyć deklarowane 7g. W trakcie testów używałem wabików miękkich o masie całkowitej sięgającej około 8,5g i kijek, z pewnymi zastrzeżeniami, jeszcze dawał radę. Dołem wedle producenta kij powinien obsłużyć wszystko „samoładując” się przy rzucie (dolne CW opisane jako 0g). Cóż… Moim zdaniem próby schodzenia poniżej 1g są tutaj raczej pozbawione sensu, a dla jakiegokolwiek komfortu trzeba by jeszcze ciut ponad tę wartość dołożyć. Wklejka jest miękka, ale bardzo krótka, zaś sam blank, mimo niewielkiej średnicy, ma w sobie odrobinę mięsa i nieco sztywności górą, co studzi nasze zapały jeśli idzie o temat odchudzania naszych wabików ponad miarę.
Całość działa dość przyjemnie choć specyficznie. Progresywny blank bardzo dobrze trzyma już niewielkie ryby, a pod nieco większymi, chętnie schodzi w głębsze ugięcia. Odrobina mięsistości w blanku zdaje się zachęcać nas do eksperymentów z okoniowym żelastwem, ale mięciutka wklejka ogranicza ten potencjał do raczej najlżejszych przynęt z tego segmentu. Kij dobrze się sprawuje przy łowieniu niewielkimi gumkami. Łowieniu lekkim, leniwym, tak w toni jak i przy powolnym szuraniu po dnie. Niemniej na większych głębokościach możemy przy cięższych wabikach odczuć pewne niedostatki w ciętości i szybkości tego konstruktu, zwłaszcza gdy do sprowokowania brań potrzebna będzie bardziej agresywna animacja. Nie zmienia to w niczym faktu, że w sytuacjach gdy o naszym wyniku decydować będzie możliwie duże ułatwienie leniwej rybie zassania przynęty, Jaws Light Game w tej wersji powinien zrobić swoją robotę. Podobnie dobrze się spisze przy płytszym przeczesywaniu toni wodnej przy pomocy np. niewielkich, lekko obciążonych jaskółek.
Jak się prezentuje czułość tej wędki? Cóż… Zdałoby się, że połączenie miękkiej wklejki i niezbyt szybkiego blanku nie będzie dobrym przepisem na „elektryczność” wędki. Zdałoby się, i w zasadzie tak jest. Zdecydowanie nie jest to kij „elektryczny”. Z drugiej strony jednak, parametr ten, jest tutaj w sumie na lepszym poziomie niż się spodziewałem. Bo z czułością, o dziwo, nie ma tu wcale biedy. Wystarczy jej by łowić przyjemnie i skutecznie.
Gdybym miał porównywać ten kij z czymś z segmentu, to pierwsze co w sposób naturalny mi przychodzi do głowy jest Niebieski Ptak od Favorite. Kije te różnią się od siebie, w wielu niuansach, choć jednocześnie mają sporo punktów wspólnych. Blue Bird jest szybszy i bardziej czuły. Jaws jednak bardziej mięsisty i progresywny, a spolegliwa, cieńsza wklejka daje mu dodatkowe atuty przy szuraniu najlżejszymi wabikami. Summa summarum to przyjemny i poprawnie zrobiony patyk do lekkiego łowienia, który bardzo dobrze sprawdzi się przy dłubaniu mniejszych okoni. W swoim budżecie, ta wędeczka ma jak najbardziej sens.
Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning
Żebyście sobie nie pomyśleli, że jestem tylko zanudzającym o wędkach grzybem, zmontowałem mały klip…
Jak ktoś nie chce słuchać mojego gadania, tylko popatrzeć jak to pływa, to materiał dla niego. Chyba, że ktoś nie lubi ciut ostrzejszej muzyki. Wtedy sugeruję ściszyć i puścić sobie podkład z Marka Grechuty. Niemniej, nie gwarantuję, że odbiór filmu pozostanie wtedy na takim samym energetycznym poziomie… 🤪 Dobrej zabawy i Rock’n’Boat Kochani!!! 🤟💪👍😁
Serdecznie dziękuję moim Przyjaciołom, Danielowi i Emilce, oraz mojej kochanej żonie Madzi za nieocenioną pomoc przy kręceniu tego filmu. Bez Was by go nie było.
Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning/
Serdecznie zapraszam do oglądania bo napracowałem się przy tym materiale i zresztą nie tylko ja. Mam nadzieję, że oprócz wiedzy, da Wam chociaż ułamek tej radochy i satysfakcji jaką ja miałem pracując nad nim. 🙂
Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning
Serdecznie dziękuję moim Przyjaciołom, Danielowi i Emilce, oraz mojej kochanej żonie Madzi za nieocenioną pomoc przy kręceniu tego filmu. Bez Was by go nie było.
Dlaczego szefostwo Abu postanowiło nazwać kilka serii wędek nazwą wziętą od drapieżnych chrząszczy z rodziny biegaczowatych? Nie wiem… Można by odpowiedzieć, a czemu nie? Wielkiego znaczenia to chyba nie ma, chociaż rysunek chrząszcza rzeczywiście zdobi te wędziska. W ramach grupy wędek połączonych wspólną nazwą Carabus, mamy serie tańsze i droższe, oraz kije o różnych parametrach użytkowych. Dzisiaj pochylimy się nad „średniopółkowym” Carabusem, czyli modelem Distinct w jego najdłuższej i najmocniejszej zarazem wersji. Kij znalazł się u mnie dzięki uprzejmości Kolegi Stefana, który użyczył mi go na testy. Bardzo mu dziękuję i przedstawiam tychże testów wyniki.
Abu Garcia Carabus Distinct
Abu Garcia Carabus Distinct to wędka wedle producenta dedykowana łowieniu w typie Trout Area. Firma Abu oznaczeniami na blanku jednoznacznie sugeruje by z pomocą tego kija łowić przy pomocy przynęt typu spoon, czyli po prostu niewielkich blaszek wahadłowych. Określając kij oznaczeniem „bottom” Abu sugeruje nam też, że jako najmocniejszy z serii kij ten nada się na najcięższe, najgłębiej pracujące mini wahadełka. Zacznijmy jednak tradycyjnie od tego, jak i z czego to zostało zrobione.
Opis kija na blanku nie pozostawia żadnych wątpliwości do czego służy ta wędka…
Carabus w opisywanej wersji ma 190cm długości. W opisach wędek znajdujemy informację, że posiada ona pełną szczytówkę, jednak ewidentnie nie jest to wklejanka. Ze względów oczywistych darowałem sobie „eksperymenty” by ocenić przekrój blanku i zweryfikować te stwierdzenia. Nie darowałem sobie jednak oczywiście zmierzenia jego średnic i wagi całości.
Producent nie podaje z jakich modułów węgla wykonano blank. Zadowolić się musimy określeniem „High Spec Carbon”. Przy przelotce szczytowej blank ma średnicę 1,10mm. Przy dolniku wartość ta wynosi 6,80mm. Zbieżność całości jest niewielka. Blank wygląda smukło i finezyjnie. Całość nie jest jednak szczególnie lekka. Kij waży realnie 76,8g. Trzeba jednak zauważyć, że mimo tak niewielkiej długości dolnika, wyważenie kija jest bardzo dobre. Parę gramów więcej dołem, pozwoliło dobrze zrównoważyć górę. Coś za coś. Dobry wybór.
Blank uzbrojono w 9 przelotek z serii Fuji Alconite. Jakość ich montażu jest bardzo dobra. W dolniku zastosowano uchwyt kołowrotka Fuji VSS. Gripy wykonano z korka i pianki EVA. Całość wygląda całkiem przyjemnie dla oka. Design kija jest spójny i ma swój specyficzny charakter. Reszta to kwestia gustu i osobistych preferencji.
Fuji Alconite. W tej cenie Abu przelotkami nie rozpieszcza…
Akcję tego kija określiłbym jako delikatny medium fast. Do rozstrzygnięcia pozostaje kwestia jak ten blank pracuje. Wędkę testowałem łowiąc nią różnymi przynętami okonie i białoryb i po godzinach spędzonych z nią nad wodą mam trochę spostrzeżeń.
TESTY UGIĘCIA:
Po pierwsze realne CW kija w mojej ocenie pokrywa się z deklaracjami producenta. Dołem schodziłem tym kijem do okolic 0,7g, podając nim microjigi o tej masie na zadowalające odległości. Górą okolice 4g to punkt w którym możliwości tego delikatnego topem blanku się kończą. Blank nie prezentuje też zbyt wielkiej dynamiki ani przesadnie dużego zapasu mocy w dolniku. Spolegliwa, delikatna góra dość szybko poddaje się pod obciążeniem. Ułatwia to rybom zasysanie lekkich przynęt, zaś w trakcie holu kij dobrze trzyma delikatnie zahaczone ryby. W sumie to dobrze bo jakoś szczególnie ciętym bym tego patyczka nie określił. Zapas mocy w blanku pozwala na radzenie sobie z rybami w średnich rozmiarach co powinno wystarczyć, zwłaszcza w kontekście mocy żyłek (tak, producent podaje moc blanku dla linek mono) jakie Abu zaleca tutaj stosować (2-6lb).
VSS i dolnik typu „one hander”
Charakterystyka pracy tego kija w zasadzie pokrywa się z sugestiami producenta co do rodzaju przynęt jakie powinniśmy nim podawać. Carabus w tej wersji jest wędką, która w mojej opinii najlepiej sprawuje się przy łowieniu na niewielkie przynęty twarde w typie najmniejszych wahadłówek, wirówek czy cykad. Umiarkowana szybkość kija i odpowiednia spolegliwość górnej jego części robią wtedy najlepszą robotę. Nieźle mi się łowiło nim również typowymi mocrojigami pod białoryb, choć pod takie przynęty wolałbym coś delikatniejszego górą i schodzącego w nieco głębsze ugięcie.
Praca kija pod sporą wzdręgą
Testowałem również Carabusa pod kątem łowienia na niewielkie przynęty gumowe, w czym patyk ten sprawuje się moim zdaniem mocno przeciętnie. Wędce brakuje nieco ciętości, a i czułość tego kija zdecydowanie na kolana nie powala. Transmisja drgań prezentuje się tutaj na poziomie akceptowalnym, ale nic ponadto. Jeżeli ktoś poszukuje ekstremalnych wrażeń w typie rażenia prądem, to ten patyk zdecydowanie tego nie zapewnia. Mówiąc krótko, goście z Abu napisali „spoon” i raczej mieli pojęcie o czym piszą. Jeżeli ktokolwiek pomyślał o kupieniu tego kija do łowienia okoni, to na moje oko ci sami goście z Abu, pisząc o tym, że kij dedykowany jest Trout Area, łowienia pasiaków jednak nie mieli na myśli i ja się z taką wizją zgadzam. Jako okoniówki to ja tego jakoś nie widzę…
Pozostaje nam teraz parę zdań podsumowania. Abu Garcia Carabus Distinct w opisywanej wersji kosztuje u nas bez żadnych promocji około 900zł. Przyznam, że im bardziej się tej wędce i tej cenie przyglądam, tym większe mam wątpliwości i pytania z czego ta cena miałaby wynikać. W moich oczach nie uzasadniają jej ani zastosowane podzespoły, ani walory użytkowe tego kija. Distinct to patyk ładny i przyjemny, ale też kij, który w żaden sposób mnie nie porwał. Podczas łowienia nim, cały czas towarzyszyło mi poczucie, że podobne doznania można mieć po prostu sporo taniej. I teraz, w trakcie pisania tego testu, poczucie to bynajmniej nie słabnie. Cenę wędki podnosi nam bez wątpienia dołączona do niej porządna tuba transportowa. Nawet jednak gdyby odliczyć od ceny wędki około 150-200 złotych, które Abu mogło sobie za tę tubę policzyć (Nie bądźmy naiwni. Tuba nie jest gratis…), cena kija i tak nie będzie należała do przesadnie atrakcyjnych. Przynajmniej na moje oko.
Moja wideorecenzja Carabus’a
Oczywiście oceniając ten kij, robię to jako osoba nie mająca do czynienia z łowieniem w stylu Trout Area. Tu gdzie mieszkam, nie jest to zbyt popularne. Z jednej strony owocuje to na pewno pewnym zdrowym do tego kija dystansem, z drugiej być może nie zauważam jakichś niuansów, które powinny podnieść jego ogólną ocenę. Jeżeli wśród czytelników znajdzie się jakiś wyjadacz i miłośnik połowu „paszoków”, który stwierdzi, że błądzę i pewnych rzeczy nie zauważam, a Distinct jest zdecydowanie wart każdej złotówki, to chętnie posłucham argumentów popierających takie stanowisko. Bo jak na razie… To ja tego zdecydowanie tak nie postrzegam. 900 złotych? Za co?
Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning
Niedawno miałem okazję testować budżetową wklejankę z serii Red Wind firmowaną przez Jaxon’a. Okazała się być ona wędeczką zaskakująco użyteczną. Teraz czas na zamówiony przez widzów i czytelników test Blue Wind’a. Wędki obu tych serii, poza kolorowym wiatrem w nazwie, mają inne wspólne szczegóły designu. Czy Blue Wind okazał się równie pozytywnym zaskoczeniem? Zapraszam do lektury.
Jaxon Blue Wind
Blue Wind w testowanej wersji ma 210cm długości. W oczy rzucają nam się szczegóły wspólne z serią Red Wind. Ta sama stylistyka zdobienia blanku (choć oczywiście w biało-niebieskiej kolorystyce…). Ten sam uchwyt kołowrotka z insertem. Takie same przelotki.
Widok znajomy… Jeśli widziało się wcześniej Red Wind’a.
Skoro jesteśmy już przy przelotkach, to na blanku zamontowano ich osiem sztuk i… Uwaga, w tym wypadku zamontowano je ponownie równo. Zastrzeżenia można mieć do wykończenia omotek. Lakieru jest za dużo, ale w kontekście niskiej ceny tego kija, można na to przymknąć oko.
Przelotki takie same jak w Red Wind’zie
Blank ma 1,45mm średnicy przy przelotce szczytowej i 7,75mm przy dolniku. Moglibyśmy tu mówić o typowym blanku o niewielkiej zbieżności, gdyby nie znaczące załamanie tego parametru w środkowej jego części, co ma poważne konsekwencje dla pracy tego kija (o czym będzie później).
Połączenie składów
Dolnik wędki oprócz takiego samego uchwytu kołowrotka ma też taką samą długość jak w Red Wind’zie. W zasadzie, gdyby się czepiać szczegółów, to jest nawet jakieś trzy milimetry krótszy. I te trzy milimetry wielkiej różnicy może nie robią, ale faktem jest, że połączenie tak krótkiego dolnika, z dłuższym i bardziej masywnym w części górnej blankiem, daje nam tutaj bardzo wątpliwy efekt finalny. Wędka, mówiąc kolokwialnie, leci na ryj. Wyważenie całości jest po prostu słabe. Red Wind w opisywanej wcześniej wersji prezentował się pod tym względem dużo lepiej.
Krótki dolnik+większa masa= złe wyważenie
Wędka wedle katalogu powinna ważyć 102g. Jej realna, sprawdzona masa wynosi 105,3g. Te 105g w źle wyważonym wędzisku „ciąży” bardziej niż byśmy chcieli. Projektant nie popisał się.
Tenże sam projektant miał chyba słabszy dzień projektując ten blank pod kątem jego pracy i charakterystyki użytkowej. Akcja tej wędki bowiem to swoiste kuriozum, które sprawiło, że w trakcie jej testów regularnie na przemian kręciłem głową i używałem słów powszechnie uznawanych za niekulturalne. Co tam jest nie tak?
Fakt, że wędka ta jest kijem zdecydowanie wolniejszym niż np. testowany wcześniej Red Wind, to samo w sobie nic złego. Różne kije, w zależności od potencjalnych zastosowań, mają różne akcje. W wielu sytuacjach kije wolniejsze okazują się rozwiązaniem lepszym niż bardzo szybkie i tutaj nie ma nad czym dyskutować. Blue Wind jednak wymyka się podręcznikowym definicjom akcji wędki i zachowuje się w sposób delikatnie mówiąc… rozbrajający…
W przypadku tego kija chciałoby się powiedzieć, że mamy do czynienia z akcją typu Slow lub ewentualnie z pogranicza slow i moderate, ale to nie oddaje tego jak ten blank zachowuje się w trakcie eksploatacji. Zachowanie to wynika z nieliniowej zbieżności tego kija, o której wspomniałem już wcześniej. Mamy tu bowiem połączenie wolnej, niezbyt finezyjnej górnej części blanku z pozbawionym kręgosłupa dolnikiem. Górna część składu gnie się pod obciążeniem w miarę płynnie, poszerzając się od początkowych 1,45mm do okolic „solidnych” 5,90mm przed połączeniem składów. Dolny skład kija jednak, w miejscu ciut poniżej miejsca łączenia składów okazuje się zaskakująco cienki (4,60mm) i spolegliwy. Zamiast kontynuacji regularnego ugięcia związanego ze stopniowym wzrostem mocy blanku ku dolnikowi, funduje nam to sytuację, że w sytuacji ładowania kija przy rzucie, wędka gnie się w tym miejscu zdecydowanie bardziej niż byśmy chcieli i majta sztywniejszą, bezwładną górą aż miło (a w zasadzie niemiło).
TESTY UGIĘCIA:
Zmusza nas to do stosowania wyjątkowo ostrożnej i uważnej techniki rzutowej. W momencie gdy tylko próbujemy rzucać nieco energiczniej i bardziej nonszalancko, nasz Blue Wind „natentychmiast” z wędki przeistacza się w rozrzutnik do obornika i sieje przynętami na boki niemiłosiernie, budząc w nas całe pokłady frustracji.
Realny ciężar wyrzutowy szacuję na zakres od okolic 3g do okolic 12g. Dołem nie ma sensu schodzić niżej bo kijowi brakuje lekkości i finezji w części szczytowej. Górą już przy tych dwunastu gramach, pozbawiony kręgosłupa i gnący się nadmiernie tuż za miejscem połączenia składów blank, osiąga swoje ekstrema. Zbliżanie się do górnych zakresów wyrzutowych tej wędki dodatkowo też zwiększa tendencje kija do siania wabikami na boki
Akcja kija generalnie sprawdzi się przy lekkich przynętach typu crank. Niewielkie wirówki, cykady czy woblerki typu crank, to wabiki, które ten kij obsłuży najlepiej. W trakcie holu pracuje dość głęboko i nieźle trzyma rybę, niemniej całości brakuje nieco finezji i dynamiki. Gdy do tego dorzucimy złe wyważenie i kiepską pracę w trakcie wyrzutu, obraz który nam się wyłania ciężko określić optymistycznym. Sytuację nieco osładza nam fakt, że czułość kija nie wypada źle. Transmisja drgań jest na poziomie akceptowalnym dla wędki z tej półki cenowej. Tylko czy to wiele zmienia, jeśli idzie o całościowy ogląd sytuacji? Chyba nie…
Muszę przyznać, że testy Blue Wind’a w opisywanej wersji zakończyłem z wyraźnym uczuciem ulgi. W zasadzie to cieszyłem się jak dziecko, że nie będę musiał kolejny raz go zabierać nad wodę i męczyć się z nim przez kolejne godziny. To jeden z najgorszych kijów jaki przeszedł przez moje ręce przez ostatnie kilka lat. Źle wyważony, źle pracujący i mocno ograniczony w swoich zastosowaniach. Na tle całkiem sensownego Red Wind’a, Blue Wind jawi się jako pomyłka. Kija tego moi drodzy serdecznie nie polecam. Jeżeli szukacie czegoś parabolicznego i niezbyt mocnego, polecam poszukać czegoś innego i pamiętajcie – Życie jest za krótkie, by je marnotrawić na łowienie kiepskimi wędkami.
Wideorecenzja Blue Wind’a na moim kanale YouTube
Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning
Chiński producent lekkich wędek spinningowych Mifine robi swoimi kijami spore zamieszanie w światku SUL/XUL. W swoim portfolio mają spory wybór patyków o zróżnicowanych parametrach i w bardzo atrakcyjnych (zwłaszcza w promocjach) cenach. Do tej pory tak lekkie łowienie jakoś pozostawało poza obszarem moich zainteresowań. Cóż…. Wiecie jak jest. Nie byłbym sobą gdybym się nie dał namówić na spróbowanie czegoś nowego. Przy okazji zaś wysmażyłem dla Was ten mały test…
Mifine Motral (a może jednak Mortal?) Draw…
Zacznijmy od nazwy tej wędeczki, która w oryginale ewidentnie wygląda na… producencką literówkę… Bo Motral Draw sensu nie ma nijakiego, ale już Mortal Draw to nazwa po prostu świetna i pięknie pasująca do chińskiej poetyki widocznej w nazwach co poniektórych kijów (jak chociażby kapitalnie brzmiący Battle Song od Kuying’a…). Nie ukrywam, że w tym kontekście, ten pokraczny „Motral” jakoś mi przez gardło nie chce przechodzić… 😉
Niezależnie od tego, wędka w zakupionej przeze mnie wersji mierzy 193cm. Zdecydowałem się na tańszą opcję uzbrojoną w przelotki określone przez producenta jako RA, ale za dopłatą można tę samą wędkę kupić w wersji uzbrojonej w ringi Fuji „O” + Alconite na przelotce szczytowej. Na blanku umieszczono 8 ringów. Przelotki w testowanym egzemplarzu zamontowano całkiem nieźle. Oczka trzymają linię. Miejscami na omotkach lakieru mogłoby być nieco mniej. Delikatny blank prosiłby się jednak o zastosowanie jeszcze mniejszych i lżejszych przelotek. Pozwoliłoby to wycisnąć z niego nieco więcej.
Ringi wyglądają ok, niemniej chciałoby się mniejsze i wykończone mniejszą ilością lakieru. Przy tak delikatnych blankach drobne różnice w wadze robią czasami spore różnice użytkowe…
Skoro o blanku już mowa… Prezentuje się on smukło i delikatnie jak przystoi na wędkę tego typu. Wedle informacji producenta wykonano go z carbonu 30T. Wędka wyposażona jest w relatywnie długą, nieprzesadnie spolegliwą i dość ciętą wklejaną szczytówkę. Przy przelotce szczytowej ma ona mierzone 0,85mm średnicy. Przy dolniku średnica to tylko 5,4mm. Przy niewielkiej zbieżności blank na sucho prezentuje się dość charakternie. Ma więcej ciętości i kręgosłupa niż zwykle spodziewamy się w wędce o takich parametrach.
Długa wklejana szczytówka z pełnego włókna jest przyjemnie cięta i nieprzesadnie spolegliwa.
Dolnik kija jest taki jaki powinien być, czyli bardzo krótki. Producent wyposażył go w no name’owy uchwyt szkieletowy bez insertu i bez jakiegokolwiek gripu. W walce o zbicie masy mamy tu minimalizm „level hard”.
Króciutki dolnik i klon szkieletowca bez insertu i jakiegokolwiek gripu.
Owocuje to realną, sprawdzoną masą kija na poziomie 62,5g – niedużo, choć w kontekście oczekiwanych parametrów kija nie jest to wartość rewelacyjna. Wyważenie kija jest całkiem ok. W połączeniu z niewielką masą wędki, nawet przy szczątkowej formie chwytu, daje nam to całkiem przyjemne wrażenia z użytkowania tego patyczka.
Realna masa kija
Jak Motral Draw sprawuje się w codziennym użytkowaniu? Całkiem nieźle, ale po kolei… Zacznijmy od akcji.
Akcja tej wędeczki to delikatny i finezyjny Medium-Fast. Całość jest szybsza i bardziej cięta niż moglibyśmy się spodziewać. Długa, relatywnie sztywna wklejka, tworzy w połączeniu z blankiem dobrze pracującą, zrównoważoną całość. Kij dobrze ładuje się przy rzutach, ma dość dynamiki by efektywnie animować dość szerokie spektrum przynęt, a pod rybą prezentuje ładne ugięcie i satysfakcjonujący zapas mocy w dolniku.
Realny ciężar wyrzutowy określam na zakres od 0,5g do okolic 4,5g. Najmniejsze micro jig’i wymagają od nas wyrobionej techniki rzutowej i bardzo cienkich linek by posyłać je na zadowalające odległości (kij testowany był z linką YGK Upgrade WX4 0.2PE). Wraz ze wzrostem masy wabika poziom trudności spada. Jigi ważące około 1g latają z tego kija już bardzo daleko bez wielkich kombinacji. Górą kijem tym bez problemu ogrywałem dwucalowe kopytka w typie „easy shiner’a” ważące z główkami 4,5-4,7g. Do tej granicy Motral Draw nie klękał i robił swoje. Jej przekraczanie wiąże się z tym, że kij zaczyna kończyć się w trakcie wyrzutu i pracy przynętą.
TESTY UGIĘCIA:
Czułość wędki określiłbym jako satysfakcjonującą. Po kiju o takiej akcji i w tym budżecie nie spodziewamy się raczej elektryczności, którą dają nam ultralekkie X-Fasty z dobrej półki i zgodnie z przewidywaniami patyczka tego mianem elektrycznego określić nie można. Niemniej czułość tego kijka jest w pełni zadowalająca i wystarczająca do przyjemnej i skutecznej zabawy lekkimi wabikami.
Moja wideorecenzja tejże wykałaczki… 😉
W trakcie testowania tej wędki wypróbowałem wiele różnych wabików. Kijek dzięki swojej akcji ma przyjemną i uniwersalną charakterystykę. Dobrze sprawdzi się przy micro jig’ach i niewielkich gumkach. Ogarnia bezproblemowo najmniejsze obrotówki, cykadki i wirujące ogonki. Równie dobrze sprawdzi się z micro wahadełkami czy najmniejszymi woblerkami typu crank. To przyjemne, niedrogie i uniwersalne narzędzie do łowienia niewielkich ryb przy użyciu najlżejszych zestawów.
Na cieniutkim blanku widoczne zaskakująco szczegółowe opisy…
Mifine Motral Draw w opisywanej wersji kosztuje nieco ponad 200 złotych. W dobrej promocji można go wyrwać jeszcze jakieś 50 złotych taniej. Stosunek ceny do jakości jest tutaj bardzo dobry. Kijek ten będzie świetną opcją na początek przygody z najlżejszymi odmianami spinningu.
Kijek ogarnia lekkie microjig’i do łowienia białorybu, ale na tym jego potencjał się zdecydowanie nie kończy…
Wędka ta nie tylko jest przyjemna użytkowo i sensownie wykonana, ale też nie sprawia wrażenie ekstremalnie kruchej i podatnej na uszkodzenia. Za niewielkie pieniądze kupujemy tu sprzęcik, który bez wątpienia pozwoli nam dowiedzieć się czy najlżejsze łowienie to rzecz, która przypadnie nam do gustu. W razie zaś gdyby tak się nie stało, odsprzedamy go raczej bez problemu z niewielką stratą. Na taki kijek, za takie pieniądze, chętni się na pewno znajdą.
Tani i bardzo przyjemny użytkowo patyk. Ta witka ma sens.
Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning
Kiedy pojawia się temat wędzisk typu Ajing, do głowy przychodzą nam w sposób naturalny japońscy producenci wędek. Major Craft w temacie kijów ajing’owych zawsze ma coś do zaoferowania na różnych półkach cenowych, a Aji-Do to jedna z wyższych serii w aktualnym portfolio tego producenta. Jak ten morski przecież ultralight sprawdzi się przy polskim okoniowaniu? Cóż… Sprawdziłem to i teraz mogę zainteresowanych zaprosić do zapoznania się z moimi przemyśleniami na ten temat.
Major Craft Aji-Do
Aji-Do sprawia doskonałe pierwsze wrażenie. Kij jest smukły i wystylizowany w duchu modnego cały czas minimalizmu. Smukły, w tym wypadku, nie oznacza jednak, że kij wygląda filigranowo. To prawda, że po wzięciu jej do ręki, wędka zaskakuje swoją lekkością. Zaraz jednak po tym wrażeniu nadchodzi kolejne i też zaskakuje. To niepozorne, lekkie piórko okazuje się bowiem szybkie jak sam diabeł i zdaje się mieć więcej mocy w dolniku niż możnaby na początku przypuszczać. Przy pierwszym kontakcie ta mała bestyjka może zaskoczyć i oczarować. O tak.
Blank wędki ma 2.03m długości. Wykonano go z carbonu T1100G w technologii nawijania mat węglowych pod różnymi kątami określanej przez Major Craft jako R360. Kij ten jest przedstawicielem najnowszej generacji budowy blanków tego producenta, określanej przez niego mianem 5G.
Wędkę uzbrojono w maleńkie ringi Fuji SiC w ilości ośmiu sztuk. Montaż wykonano dobrze. Nie ma się czego czepiać, niemniej przy zastosowaniu jednostopkowej przelotki prowadzącej, uchwyt na przynętę po prostu by się przydał. Osobiście poratowałem się tu uchwytem zakładanym na blank, żeby zniwelować ten niedostatek. Minimalna średnica przelotek szczytowych w sposób naturalny zmusza nas też do stosowania cieniutkich plecionek i niewielkich węzłów łączących linkę główną z przyponem.
Fuji SiC
Dolnik jest krótki, mnimalistyczny i uzbrojony w uchwyt kołowrotka Fuji IPS. Ten nieco bardziej pękaty brat VSS’a używany jest przez Major Craft’a do zbrojenia jeszcze kilku innych popularnych serii wędek. Dla mnie, generalnie może być, ale osobiście jakimś specjalnym fanem IPS’a nie jestem. Zdecydowanie wolałbym tu raczej smuklejszego VSS lub jakiegoś szkieletowca, a przecież małych rączek nie mam. To jednak kwestia indywidualna.
Fuji IPS
Dość krótka wklejana szczytówka jest bardzo cieniutka. Przy maleńkim ringu szczytowym ma ona jedynie 0,7mm średnicy. Jest jednak przy tym zaskakująco sztywna. Zwykle nie spodziewamy się po takiej igiełce czegoś takiego. Przy dolniku wędka ma 8,80mm średnicy. Kij ma silny jak na takie piórko kręgosłup i zapas mocy w dolniku. Co Ajing to Ajing. Nawet tak delikatny.
Przy topie szczytówka ma 0,7mm średnicy
No właśnie… Parę razy wspominałem o niewielkiej masie kija, a jeszcze nie raczyłem powiedzieć ile dokładnie ona wynosi. Już się poprawiam. Kij, wedle deklaracji producenta, powinien ważyć 56g. Waga elektroniczna pokazała równe 58g. Jak na gabaryty kija i moc drzemiącą w blanku kij jest niewiarygodnie lekki. Wyważenie może nie jest perfekcyjne, ale po przykręceniu jakiegokolwiek kołowrotka, ciężko tu narzekać na cokolwiek. Przy zastosowaniu lekkiego młynka otrzymujemy ekstremalnie lekki zestaw, którym operowanie okazuje się czystą przyjemnością.
Kij jest bardzo lekki.
Skoro już doszliśmy do operowania, to chyba czas na wrażenia znad wody. Jak Aji-Do sprawuje się w trakcie łowienia? Cóż… Zacznę od tego, że w kiju tym, niezależnie czy mówimy o zarzucaniu, prowadzeniu czy zacinaniu, gro roboty robią niewielkie, spokojne ruchy nadgarstka. Dzięki bardzo dużej szybkości blanku kij zapewnia nam pełną kontrolę podczas rzutu i pozwala lokować bez większego wysiłku nasze wabiki daleko i celnie. Podobnie ma się sprawa z bardziej agresywną animacją przynęt. Przy zacinaniu brania, również nie potrzebujemy wiele, aby pewnie wbić hak tam gdzie trzeba. Ten kij to precyzyjne narzędzie, wymagające precyzyjnej obsługi co finalnie przekłada się na świetne wrażenia z użytkowania. Jest bardzo lekko, oszczędnie i bardzo przyjemnie.
Akcja tej wędki to X-Fast. Rasowy, diabelnie szybki i cięty. Cieniutka wklejka ma w sobie więcej sztywności niż moglibyśmy przypuszczać, a zaraz za nią uruchamia się mocny blank. Nie spodziewajcie się tu zaskakującej progresywności ani dużej mięsistości. Kij nie poddaje się pod byle obciążeniami. W trakcie łowienia szybko dociera do nas konstatacja, że w naszych warunkach to nie jest kijek do dłubania małych okonków. Wędkę tę stworzono wszak do łowienia niewielkich, ale jednak morskich ryb. Dużo silniejszych i wyposażonych w twardsze pyski niż nasze swojskie pasiaki. Dlatego próbując dłubać za okoniowym drobiazgiem, szybko zauważymy większą ilość spadów i to, że wędka ta w trakcie holu niewielkich rybek nie pracuje jak trzeba.
TESTY UGIĘCIA:
Prawie pół kilograma na kiju…
Sytuacja ta zmienia się gdy za cel weżmiemy okonie w „normalnych”, „bardziej słusznych” rozmiarach. Wtedy Aji-Do pokazuje swoje pazury. Niesamowita ciętość robi wtedy robotę, a zapas mocy w dolniku pozwala bezstresowo holować większe ryby i ze spokojem podchodzić do dużych przyłowów.
Przy łowieniu dużych okoni Aji-Do pokazuje na co je stać…
Czułość tego kija to wysoka półka. Połączenie bardzo lekkiego i szybkiego blanku, ze sztywną wklejką dało tu doskonały efekt. Aji-Do to wędka elektryczna w pełnym znaczeniu tego słowa. Transmisja drgań pozwala nam zachować pełną kontrolę nad zestawem nawet w mocno niekorzystnych warunkach. Ilość delikatnych sygnałów, które jesteśmy w stanie wyczuć w dolniku wędki i siła z jaką docierają do nas te mocniejsze, mocno ułatwia nam spinningową robotę, zwłaszcza w chwilach gdy ryby nie są zbyt chętne do żerowania (a w takich warunkach przyszło mi ten kij testować). Trudno tu mieć jakiekolwiek zastrzeżenia.
Jak prezentuje się realne CW tej wędki? Tutaj sprawa jest nie do końca oczywista. Mieszają się głosy, które sugerują że kije Major Craft’a są precyzyjnie opisane, z opiniami o niedoszacowaniu tego modelu. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że do morskich połowów ultralekkich często stosuje się niewielke metalowe jigi, o masie skupionej w niewielkich gabarytach wabika, co wpływa na nieco inny odbiór pracy wędziska niż w przypadku „typowej” okoniowej gumki na główce jigowej. Gumka taka przy takiej samej masie ma większą powierzchnię i wyporność niż metalowy mikrojig, co wpływa na to, że będzie ona latać bliżej i wyczucie jej na kiju w trudnych warunkach będzie trudniejsze. No to jak ja to w tych warunkach widzę?
Na moje oko, przy realnej mocy tej wędki i jej akcji, schodzenie w naszych okoniowych warunkach dołem z masą wabika poniżej 2g mija się trochę z celem i sensem. Pewnie możnaby próbować coś jeszcze urwać tylko po co, skoro naszym celem dla tego kija będą okonie w rozmiarach zaczynających się najlepiej od 25cm i dalej w górę do oporu. Górą, bez zbędnych ceregieli kijem tym obsługiwałem gumki o masie całkowitej zbliżającej się do okolic pomiędzy 7 a 8g. Kij przez swoją dużą sztywność zdaje się nawet wysyłać nam sygnały, że dźwignie ciut więcej, niemniej ja sugeruję przy takich eksperymentach zachować ostrożność i rozwagę. Limitem jest bowiem tutaj, związana ze wzrostem masy wabików i idących za tym obciążeń dynamicznych, stopniowa utrata dynamiki przez bardzo cieniutką wklejaną szczytówkę. Blank nie ma w sobie za dużo mięcha i przeciążanie go może się dla niego finalnie źle skończyć.
W związku z powyższym, Aji-Do jest wędką, która sprawdzi się świetnie przy wszelkich przynętach miękkich i typowo opadowych. Da nam mocne argumenty gdy trzeba będzie łowić głęboko, delikatnie i w trudnych warunkach. Niekoniecznie jednak widzę ten kij przy przynętach typu crank w typie wirówek, mniejszych woblerków czy cykad. Ten patyk jest za szybki i zbyt mało progresywny by być optymalnym pod takie łowienie. Sugeruję traktować go jako mocno specjalizowane narzędzie do lekkiego łowienia w opadzie.
Jeżeli szukamy kija do łowienia grubych okoni w warunkach gdy żerują one na drobnych ofiarach, a do tego nie są zbyt chętne do intensywnego żerowania, Major Craft Aji-Do okazuje się sprzętem, który pozwala się do nich bardzo skutecznie dobrać. To diabelnie szybka i czuła wędka, która w dziedzinie łowienia w opadzie daje nam do dyspozycji ogrom możliwości.
Wideorecenzja Aji-Do na moim kanale YouTube
Nie ma jednak nic za darmo. Kij ten bowiem nie wybacza błędów i swoje kosztuje. Aji-Do to wędka wymagająca umiejętnej i doświadczonej obsługi. Niedostatki techniczne w trakcie holu mogą owocować potencjalnie większą ilością spadów, zwłaszcza w przypadku mniejszych ryb. Brak kultury w obsłudze, transporcie i przechowywaniu może zaś skończyć się uszkodzeniem kija. A wtedy będzie szkoda bo wędka ta kosztuje nieco ponad tysiąc złotych, zaś zakup jej wiąże się z zamówieniem jej u sprzedawców handlujących Major Craft’em, bo nie jest ona zwykle dostępna od ręki. Bo generalnie Aji-Do to świetna wędka, choć ewidentnie nie dla każdego.
Kij ten raczej zostanie u mnie na dłużej. Jego charakterystyki użytkowe podobają mi się, a kij w trakcie testów dostarczył mi bardzo dużo satysfakcji. Jest to sprzęcik specyficzny, ale zaskakująco dobrze wpasował się w moje gusta i potrzeby, oraz w pewną lukę w mojej stajni spinningowej. No i połowiłem nim sporo ślicznych ryb. A to też się liczy… 😉
Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning