Kyorim Dragon Descent C772MH 2,31m 10-40g – Wyjście Smoka…

Szukałem nowego castingu szczupakowego. Takiego mocnego, ale jednak z kategorii tych lżejszych i bardziej finezyjnych. Takiego mocnego topem, ale nie za bardzo. Takiego żeby pewnie wcinał ryby na pełnym dystansie i wyrywał ciężkie przynęty z zielska, ale żeby szczyt był wrażliwy. Takiego żeby był szybki, ale żeby się jednak giął pod niekoniecznie dużą rybą. Takiego dość długiego, żeby ładował sensownie gumy, ale żeby był poręczny i sprytny na mniejszych łodziach. Takiego pod zawody. Takiego żeby machać przez bite siedem godzin niedużymi kotlecikami (takimi do 20-21cm) i nie czuć się po takiej sesji jak po dniu spędzonym w małpim gaju. I kupiłem najmocniejszy kij z tej serii od Kyorima licząc, że może on okaże się taką właśnie wszystkomającą Gwiazdą Śmierci i zrobi mi taką robotę. I wiecie co? No i nie zrobił. Okazał się jednak innym kijem niż po cichu liczyłem. I choć przeżyłem z jednej strony zawód, to z drugiej patyk ten zrobił na mnie kapitalne wrażenie. Opowiem Wam o nim parę rzeczy…

Kyorim Dragon Descent (Cóż za nazwa… Mają rozmach…) w testowanej wersji ma 231 centymetrów długości. Realna długość robocza blanku jest tu proporcjonalnie jednak spora, bo dolnik jest dość kompaktowy. Blank wykonany z carbonów 30T i 40T ma sporą zbieżność. Przy przelotce szczytowej suwmiarka pokazuje równe 2mm średnicy. Przy dolniku mamy 11,80mm.

Kij uzbrojono w 10 ringów Fuji z linii Alconite. Ich montaż wykonano bardzo dobrze. Ciężko przyczepić się tutaj do czegokolwiek. Rozmieszczenie na blanku i omotki wykonano tak jak trzeba.

Kompaktowy dolnik uzbrojono w carbonowy uchwyt multiplikatora zaprojektowany przez producenta wędki. Koncepcyjnie najbliżej mu chyba do ECS’a ale jest od niego smuklejszy, zgrabniejszy i ma większe podcięcie od spodu umożliwiający dłoni bezpośredni dostęp do blanku. Uchwyt ten oceniam jako po prostu świetny. Nie tylko robi robotę ale i doskonale wygląda. Duży plus za ten element.

Dość krótki dolnik wykończony gripami z naturalnego korka, na szczęście nie jest za krótki. Ekipa z Kyorima zachowała sensowny balans pomiędzy jego poręcznością, a zachowaniem kontroli nad wędką i jej wyważeniem. Kij ma bardzo dobry balans i jest zaskakująco lekki. Waga elektroniczna pokazuje nam 113,2g. W kontekście realnych parametrów wędki to doskonały wynik. Wędką operuje się z czystą przyjemnością. Ergonomia jest bez zarzutu.

Akcję kija producent określił jako Regular Fast. Jeśli przyjrzymy się ugięciom tej wędki możemy zauważyć, że opis ten nie powstał od tak zwanej czapy…

TESTY UGIĘCIA:

Realne CW kija jest jednym z elementów, który przyczynił się do tego, że Kyorim nie spełnił pokładanych w nim moich rozbuchanych nadziei. Top wędki jest nieco cieńszy niż opisano w katalogu, a kij zdecydowanie mniej niedoszacowany niż zakładałem. Fabrycznie wędka opisana jest na zakres 10-40g, a realnie śmiga na pełnym komforcie w zakresie 20-50g. Z zastrzeżeniem jednak, że w obu przypadkach, w razie nagłej potrzeby i przy odpowiednim traktowaniu, można ten wynik nieco naciągnąć. Da się zejść bowiem trochę poniżej 20g jak też nieco przekroczyć górne 50g.

Praca tej wędki dostarcza w trakcie łowienia dużo czystej przyjemności. Część szczytowa jest zaskakująco wrażliwa, zaś sam kij pracuje zaskakująco chętnie i progresywnie pod obciążeniem. Top nie jest może do końca suchy, ale jego mięsistość jest co najwyżej umiarkowana. Owocuje to zadowalającą ale jednak nie powalającą możliwością ładowania się i miotania dedykowanymi wabikami. Wędka ta jednak zachowuje odpowiednio wysoki poziom ciętości i w alternatywie grubo zaskakuje nas swoją czułością. Kij ten po prostu kopie prądem co w przypadku łowienia nim w trakcie testów na Drużnie prowadziło do rozbawienia moich kolegów na łodzi, gdy wściekle ciąłem kolejne rachityczne chabazie, które dotykałem swoimi przynętami. W tym budżecie i przy tej mocy wędziska, zwykle nie spodziewamy się takiego ładunku wrażeń jakie serwuje nam ten Kyorim.

W trakcie holu Dragon Descent świetnie trzyma rybę, ochoczo uwalniając kolejne zapasy mocy drzemiące w blanku. W razie trafienia większej ryby, mocny dolnik nie zostawia nas w poczuciu bezradności. Niemniej na łowisku w typie Drużna, w miejscach o dużym „zakrzaczeniu”, relatywnie finezyjna część szczytowa okazuje się nie do końca optymalnym rozwiązaniem. W chwilach, w których próbujemy wyrwać przynętę z kolejnego zaczepu, zaczynamy tęsknić za kijem o nieco sztywniejszym, bardziej „kołkowatym” topie. To świetna wędka, ale nie na takie łowiska i łowienie. Do czego się więc ten kij nadaje?

Kyorim Dragon Descent to bardzo dobry kij do cięższego łowienia w opadzie. Czułość tej wędki po prostu zrobi robotę przy takich zastosowaniach. Jej lekkość i wyważenie nam to dodatkowo uprzyjemnią, a ciętość całości i jej praca zapewnią sensowne wyniki. Czy kij ten może jednak nada się do płytszego łowienia i szperania za szczupakami w zielsku? Tak, ale… Ale pod warunkiem, że nie będziemy go traktować jak typowej szczupakowej luśni, ale raczej jak ciut mocniejszy kij kategorii medium i przy takich zestawach go użyjemy, bez nastawiania się na siłowe rozwiązania. Wtedy spokojnie ogra nam nie tylko gumy w rozmiarach do 16-17cm ale też większe błystki czy średnie woblery typu crank. Dodatkowe emocje związane z przyhaczaniem chabazi dostaniemy wtedy gratis.

Ceny tych kijów normalnie oscylują w okolicach 700zł. Mi udało się go wyrwać w promocji w cenie ciut poniżej 400zł. Cóż… To bardzo dużo, bardzo dobrej wędki, za niewielkie pieniądze. Stosunek jakość/cena jest w tym wypadku doskonały. O wartości tego kija decyduje ogólnie wysoka jakość wykończenia i świetny blank. Uzbrojenie tego kija w Alconite’y należy potraktować jako ” No na czymś trzeba było oszczędzić, żeby był tańszy…”. Ten motyw jest dla Kyorima dość charakterystyczny.

Z tej opowieści wypływa też morał taki, że Gwiazdy Śmierci występują tylko u George’a Lucas’a, a poszukiwanie wędek wszystkomających ma tyle sensu, co poświęcenie życia na szukanie Świętego Grala czy jednorożców. Zawsze jest coś za coś. Zawsze jak coś jest dobre do czegoś, to nie do końca nada się do czegoś innego. Dlatego też nasze spinningowe stajnie nigdy nie ograniczą się do jednej na szczupaka, jednej na okonia, jednej na sandacza i tak dalej. Dlatego też sprzedałem nerkę, zastawiłem mieszkanie i kupiłem sobie pod szczupaki nowe Abu… Ale to już historia raczej na maj, bo wkoło zamarzło wszystko co miało sens przed Nowym Rokiem i nic na to już nie poradzę. A SG4 jest aktualnie na sprzedaż. Tak więc ten, tego… no wiecie. Prawie nie śmigany. Starsza pani łowiła nim tylko w niedziele…

Link do kija na sklepie producenta:

https://s.click.aliexpress.com/e/_c3egQVxP

Spodobał Ci się materiał? Możesz wesprzeć moją skromną osobę, stawiając mi wirtualną kawę. Każde wsparcie pomaga mi rozwijać tę stronę i kanał tak, by nie zmieniały one swojego niezależnego charakteru. https://buycoffee.to/cykadaspinning

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *